14:46:00

Bunt dwulatka - prawda czy wymysł?

Tak, tak, tak słynny bunt 2-latka.
Gdy Oli był mały zastanawiałam się czy to prawda czy ściema i wytłumaczenie wymęczonych rodziców.
Potem stopniowo się zaczęło: odmowa jedzenia, rzucanie zabawkami po ścianach, pokładanie się na podłodze, chodniku i ulicy - gdzie popadło szanowne dziecię w furię. Boooo przeca za rękę iść nudno gdy auta śmigają obok, a jak! najlepiej wskoczyć pod któreś. No kurka wodna a mama nie pozwala to bach na chodnik.
A leż sobie, mi to nie wadzi a jak przechodzących ludzi kłuje w oczy to niech Cię wychowają terrorysto.

Etap plucia na szczęście minął szybciej niż się pojawił i dobrze, bo zmieniałam tapetę w kuchni (a to w moim ukochanym mieszkanku w Polsce, chlip chlip :(     )

"Mama daaaaaaaaj!" to jedno z ulubionych zdań syna, krótkich ale wymownych. On po prostu chce: to, już, teraz, szykoooooo!

Ale ale plucie na ściany to looz ale w Szwajcarii synuś odkrył w sobie artystę i namiętnie gryzdoli po ścianach - wszystkim co mu w grabolce wpadnie. O krzyku z bliżej nieokreślonego powodu nie wspomnę bo doprowadza mnie do szału i białej gorączki po prostu! (Krzyk upatrzony u innych dziciaków i to też dopiero tutaj) Ba, gmeranie we wszelkiego rodzaju kablach, dżizas! wyjdę z siebie!

Co dalej piszą mamy w necie? Nieuzasadniony krzyk, bicie i rzucanie przedmiotami w innych. Oj tak, znamy to.  Bicie opanowane - Oli raczej nie bije innych tylko podłogę lub stół - potem wyje jeszcze bardziej bo boli go dłoń - no sorry Winetou.

W bardzo mądrej książce "Drugi i trzeci rok życia dziecka" piszą jak sobie radzić ze złością dziecka.

Niektóre z nich:
ZACHOWAJ SPOKÓJ - haha dobre, postaraj się zachować anielski spokój gdy dzieć rozlał napój, wymerdał w nim kredkę, porysował ścianę a teraz drze się w niebogłosy bo nie ma juz picia w kubku, ręka go boli od rąbania w podłogę a na dodatek pluje Ci pod nogi. tiaaaa
MÓW PO CICHU - staram się, spokojnie, powoli i 500 razy to samo. Czasem działa ale nie jest to metoda z gwarancją
ODWRÓĆ UWAGĘ - zagaduję, co będzie jutro, gdzie pójdziemy i co będziemy robić - działa na 99%
ZIGNORUJ WYBUCH - ignoruję pokładanie się na glebie ale już rzucania przedmiotami i żarciem no kurka sorry nie da się.

Potwierdzam: bunt dwulatka istnieje, bynajmniej u mojego dziecia. Da się go poskromić aleeee jest to bardzo ciężkie zadanie wymagające niepoliczonych pokładów spokoju.

18:52:00

Śmierdząca sprawa

Da się przeprowadzić odpieluchowanie na relaksie?
Jasne, że tak!
Trzeba tylko dać sobie i dziecku trochę wolności i spokoju.

Nocnik gościł w naszym domu od dawna. Oli traktował go z początku jak zabawkę więc schowany na strychu czekał na lepsze czasy i zainteresowanie w innym temacie. W końcu zaszalałam i kupiłam nocnik-sedes. A jak! Jak się bawić, to się bawić na poważnie. Tym bardziej, że Oliwier bardzo był zainteresowany prawdziwym (do tego stopnia, że utopił drewniany klocek i zapchał toaletę na amen - a dla kobiety mieszkającej samotnie to na prawdę jest PROBLEM - nie wnikajcie w szczegóły plisss)



Kibelek sobie stał, Oli na nim przesiadywał od czasu do czasu na sucho. Teściowa krzyczała: Twój tata jak miał rok robił na nocnik! Oli w końcu zaczął sporadycznie wołać, nie zmuszałam go jednak do przesiadywania na kibelku. Doszłam do wniosku, że skoro sam się nauczył chodzić (tak tak bez chodzika, szelek i prowadzania - można? MOŻNA!) to i do kontrolowania potrzeb dojrzeje. Wszystko fajnie pięknie jak już wołał siusiu to za skarby świata nie dał sobie ubrać majtek. Gryzły szatańsko bo wytrzymywały max 3 minuty na szanownych czterech literach.

Kupiliśmy my zatem majteczki we wszystkie bajkowe postacie jakie świat zna i...
dalej kicha :/

Dziś pękam z dumy! Synuś zawołał mnie do pokoju a tam widok hmmm ciekawy.
Wszystkie majty na podłodze, On nagi na środku pokoju i mówi:  "galotki ubieramy, loboty chcę na pupcie". Do tej pory jedna wpadka. Byle tak zostało!

Do czego zmierzam: nie warto tresować dziecka i walczyć z nim. W którejś mądrej książce napisali, żeby pozwolić dziecku rozwijać się we własnym tempie. Póki co chyba stosuję się do tej zasady i nawet działa. Pora roku jest nieważna - wiadomo latem łatwiej się odzwyczaić bo można biegać w majteczkach i "trenować" ale jak dziecko nie chce to co zrobisz? Im bardziej będziesz zmuszać tym bardziej nie będzie chciało (sprawdzone na synku koleżanki).

Zatem:
czy świeci słońce czy deszczyk pada
jak dziecko chce to moja rada:
gacie pod pachę, portki na zmianę
i zaczynamy wielką przemianę :)

14:05:00

To co było PRZED

Historia ta zaczyna się w 2011, niespełna 3 miesiące po ślubie: ciąża! Szok, niedowierzanie, trochę za szybko ALE radość była tak rozpierająca, że góry można przenosić. 9 miesięcy oczekiwań, odpoczynku, prawidłowego odżywiania i potem jest On: nasz SYN!
Piękny, duży chłopak urodził się 26.08.2012 w przeddzień naszej rocznicy ślubu.

27-ego zamiast się cieszyć i czekać z synem na Ślubnego nastąpił szok, żal, strach tak wielki, że paraliżujący. WADA SERCA. Jak to możliwe? Dbałam o siebie, pilnowałam by nie chorować, jadłam zdrowo i dużo spacerowałam. Zabrali Go! Przenieśli do innego szpitala, a tam zastałam inkubator, rurki, kable i pikające sprzęty. Decyzja: pilne przeniesienie do Centrum Zdrowia Dziecka i zabieg ratujący dopiero rozpoczęte życie.
Potem kolejny szpital i kolejny.
Lekarz jeden, drugi, trzeci aż przestałam liczyć.
14 luty 2013 kolejna operacja, na otwartym sercu. Ale w Dzień Zakochanych musiało się udać!

Gdy Oli miał 7miesięcy Ślubny wyjechał za granicę, na chwilę - został do dziś. A ja? Zostałam matką, ojcem, sprzątaczką, kucharką, mechanikiem, majstrem i złotą rączką. Znaleźliśmy się w punkcie, w którym oboje rzuciliśmy pracę w Polsce, zostawiliśmy mieszkanie, przyjaciół i rodzinę. Zaczęło się dla nas New Life...



TOP