00:31:00

Pranie raz w tygodniu: witamy w Szwajcarii

To jest totalna abstrakcja dla większości kobiet!
Jak można prać raz w tygodniu?
Jak ktokolwiek może mi zabronić posiadania pralki i codziennego prania?
Ano może, witamy w Szwajcarii :)

Moja chałupa, ja rządzę!
Większość łazienek w szwajcarskich mieszkaniach to totalne miniaturki, w których można dostać klaustrofobii. Ciężko wstawić do tego pomieszczenia szafeczkę lub regał, a co dopiero pralkę! Mało tego, nawet jeśli chcesz zainstalować pralkę, to nie znajdziesz żadnej możliwości podłączenia jej do systemu wod-kan. Poza tym w wielu mieszkaniach (zwłaszcza w starszych budynkach) drzwi do łazienek są tak wąskie, że pralka po prostu nie przejdzie. Kolejnym problem są formalności: na montaż pralki trzeba mieć zgodę właściciela mieszkania i zarządcy budynku + dodatkowe ubezpieczenie od zalania. Ponadto wiele regulaminów domów mieszkalnych (tzw. Hausordnung) najzwyczajniej w świecie zakazuje prania w mieszkaniach (jeśli już uda Ci się podłączyć pralkę na dziko).

Wspólna pralnia?
Skoro nie można prać we własnym mieszkaniu, administratorzy budynków muszą zapewnić możliwość prania w odpowiednio przystosowanym pomieszczeniu. Zwykle takie miejsce znajdziemy w piwnicy budynku i składać się ono będzie z 1-3 pomieszczeń. U nas jest akurat jeden duży pokój dzielony drucianymi ściankami, w poprzednim mieszkaniu mieliśmy pokój z pralką i drugi pokój z suszarką i linkami do powieszenia ubrań do wolnego suszenia. Już sam fakt konieczności dzielenia pralki z sąsiadami jest z pewnością dla wielu obcokrajowców niemiłym zaskoczeniem. O wygodzie takiego rozwiązania decyduje zazwyczaj jedynie ilość mieszkań przypadających na jedną pralkę i zastosowany system prania. Tak, tak mówię serio - w Szwajcarii nawet możliwość prania reguluje się odpowiednimi "przepisami".
zdjęcie: www.residencediamant.com, www.kehl-immobilien-guenzburg.de, www.truschel-immobilien.de

Systemy dostępności pralki
  • własna pralka w mieszkaniu
    • jeśli masz mieszkanie z własną pralką, to jesteś gość! Często wraz z pralką w pakiecie mamy dostępną także suszarkę - taki pakiet to moje marzenie! Gdy szukaliśmy innego mieszkania na wynajem, wpadły mi w ręce chyba tylko 2 ogłoszenia, w których odnotowałam dobrodziejstwo pralki w mieszkaniu. To rzadko spotykany luksus w Szwajcarii :)luksus luksusem ale zasady muszą być, w końcu to Szwajcaria! Nie wolno robić prania po godzinie 22, między 12-13 gdy mamy przerwę na lunch, ani w niedzielę czy święta - są to terminy, kiedy WSZYSTKIM należy się odpoczynek (czy tego chcą czy nie).
  • wspólna pralnia (zagospodarowane podpiwniczenie budynku z pralnią wspólną dla wszystkich mieszkańców danego budynku). Istnieje tutaj kilka podsystemów:
    • odgórnie przydzielony dzień lub godziny prania - przydział zależy od tego na ile mieszkań przypada pralka. Trochę niesprawiedliwe bo taki sam czas na pranie otrzymują rodziny z dziećmi i bezdzietni, a wiadomo, że ilość prania może się tutaj diametralnie różnić. Ha! I tak jesteś szczęśliwcem, jeśli możesz prać raz w tygodniu! Są bowiem budynki, w których taki przydział dostaje się raz na 2 tygodnie (i tego sobie wyobrazić nie potrafię!)
    • zapisy na godziny - to jest masakra, potwierdzam! Każdy dzień dzielony na 3-4 części i zapisywanie się na konkretne godziny, w konkretnym dniu. W naszym poprzednim mieszkaniu wywieszano co 3 miesiące listę, na którą należało się zapisać - kto pierwszy ten lepszy. Często niestety terminy, które mnie interesowały były zajęte i pojawiał się problem. Prawo dżungli :/
    • wolna amerykanka - kto pierwszy ten pierze, tego systemu nie doświadczyłam osobiście ale jakoś nie bardzo mi się podoba wizja latania do pralni i sprawdzania czy jest wolna czy muszę iść kolejny raz :/
Nie ma nic za darmo 
Tak, pranie jest w Szwajcarii płatne. Zazwyczaj taka przyjemność jest odgórnie wliczona w czynsz i na przykład my nie dostaliśmy żadnego wyrównania czy papierka do dopłaty. Wiadomo, że jeśli pralka stoi na własność w mieszkaniu, to zupełnie inna bajka ale te wspólne rządzą się swoimi prawami. Tak jak możliwości zapisów na pranie jest kilka, tak i samego uruchomienia pralki (i płatności z tym związanej) dokonuje się na 3 sposoby:
  • karta z chipem - karta z numerem porządkowym i chipem, który umożliwia nam w ogóle uruchomienie pralki. Wkłada się ją do specjalnego terminala, który generuje impulsy do jakiegoś systemu zliczającego naszą aktywność. Totalna katastrofa następuje gdy taka karta się zgubi, ulegnie zniszczeniu czy inne tym podobne - wówczas należy zgłosić do najemcy chęć wyrobienia nowej karty. Taka przyjemność kosztuje około 40chf - jednak najgorszy jest czas oczekiwania (ja na swoją czekałam 2 tygodnie!!!) i chodziłam prać po znajomych żeby mieć się w co ubrać
  • automat na monety - najczęściej drobne, które przeliczane są na konkretny czas. Jeśli dobrze pamiętam koleżanka za 20rapenów (to takie nasze grosze) miała chyba 10 minut prania. Trochę tych "rapci" trzeba było uzbierać żeby oprać wszystkie swoje ciuchy. Dość to problematyczne rozwiązanie bo trzeba mieć zawsze odłożone drobne monety na swój dzień w pralni
  • opcja luksus - czyli taka, jaką mamy teraz :) W bloku mamy 6 mieszkań i każdy ma swój dzień na pranie, nie wchodzimy sobie na dzień innych lokatorów, nie używamy kart, monet ani innych rozliczeń. Po prostu mój dzień to mój dzień i pralka w pełni gotowości czeka na mnie.
zdjęcie: http://www.gammacard.ch

Szacunek przede wszystkim
Szwajcaria nie byłaby Szwajcarią gdyby nie istniały tutaj regulacje dotyczące użytkowania wspólnej pralni. Po zakończeniu użytkowania pomieszczenia należy wytrzeć pralkę, pojemniki, wyjąć wszystkie śmieci i paprochy jeśli się zagubią w bębnie - oczywiście oczyścić także filtry suszarki elektrycznej i pozamiatać jeśli się nabałaganiło proszkiem, paprochami czy innymi. Raz w tygodniu nasz Hauswart (opiekun budynku) myje podłogi, czyści urządzenia itd.

Kolejna regulacja obejmuje czas prania: mogę używać pralni między 6-22, potem następuje cisza nocna i wara od buczących urządzeń. Do godziny 17 następnego dnia mam prawo zająć linki w suszarni jeśli chciałabym wysuszyć na wieszaczkach czy linkach jakieś delikatne rzeczy, koce, czy cokolwiek innego czego nie wysuszyłam w suszarce elektrycznej.

Teoretycznie w niedzielę i święta prać tu nie wolno ale akurat ja mam świetnych sąsiadów i od razu po przeprowadzce powiedzieli, że gdyby istniała potrzeba, to wystarczy, że wywieszę karteczkę z informacją o zapotrzebowaniu na dodatkowy czas i będzie mi on dany - nawet w niedzielę :)

Jak sobie radzić?
Część z Was totalnie sobie nie wyobraża jak można ogarnąć pranie raz w tygodniu. Przyznaję, że mając własną pralkę w Polsce, prałam co drugi dzień. Tutaj mając tą samą ilość ubrać nauczyłam się szwajcarskiego systemu i nie mam większych problemów z organizacją. W mojej łazience stoją 2 duże kosze, w których lądują brudne rzeczy: jeden na ciuchy czarne i robocze Ślubnego, drugi kosz na kolorowe i białe. Gdy przychodzi dzień prania sortuję sobie te nasze brudy, ściągam ręczniki z wieszaków, często także pościele i... wstawiam 4 max 5 prań. Jedna porcja się pierze, druga suszy w suszarce i około godziny 16 mam stos czystych, suchych ubrań - od razu je układam i prasuję. Voilla!

Taki system bardzo mi odpowiada; mam swój dzień na pranie, z domu się nie ruszam (bo trzeba za godzinę wstawić kolejną porcję) więc mam czas także na sprzątanie. Czwartki więc zastępują mi polskie soboty na pranie i sprzątanie mieszkania - dzięki temu mam wolny weekend.

Domyślam się jednak, że dla większości kobiet w Polsce nie byłoby to realne rozwiązanie - w końcu trzeba też iść do pracy, a nie cały dzień warować przy pralce.
Jednak to jest Szwajcaria, proszę Państwa :)

Ja dziękuję za uwagę, a Ty ludu dziękuj za nieograniczone możliwości prania w zaciszu własnego domu :)

28 komentarzy:

  1. To jest zdumiewające :D nie wyobrażam sobie nie mieć pralki w mieszkaniu, ale rozumiem że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Poproszę więcej wpisów o różnicach między naszymi krajami, tak jak ten czy o służbie zdrowia - może coś o edukacji itp?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie i edukacja, póki co ciężko mi porównywać bo my dopiero na początku tej drogi ale postaram się :)

      Usuń
  2. Nie do wiary .. co kraj to obyczaj jak to mówią i do wszystkiego idzie się przyzwyczaić ;) ale ja wolę mieć swoją i korzystać kiedy tylko potrzebuje :-)
    Paolina paolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, na początku nie mogłam się przyzwyczaić - teraz już nie mam z tym absolutnie żadnego kłopotu

      Usuń
  3. Na pralki nie ma miejsca, ale Szwajcarzy na każdym kroku mają ukryte składy z bronią i amunicją, na wypadek zagrożenia lub wojny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiedziałam, że mieszkasz z rodzina w Szwajcarii... Ale sobie nie wyobrażam nie mieć pralki w mieszkaniu. Piorę kilka razy w tygodniu...
    Chociaż zawsze można prać ręcznie, a i do takiego systemu można się przyzwyczaić. A jak jest z pralką w domach jednorodzinnych? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że w wolność Tomku w swoim domku (pralka w domu jednorodzinnym owszem jest). W niektórych mieszkaniach też są ale to totalny luksus.

      Usuń
  5. Ja bez pralki jak bez ręki, piorę co dwa dni i uwielbiam zapach świeżego prania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś takiego! :D Ja piorę codziennie ;) codziennik-kobiety.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciężko w to wszystko uwierzyć, gdyby jednak głębiej się nad tym zastanowić to może ma to sens:) Dzięki temu jest się bardziej zdyscyplinowanym, uporządkowanym i przynajmniej ma się wolną sobotę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zwrócić uwagę, że duża część kobiet nie pracuje (lub pracuje na cząstkowe etatu) więc takie pranie w tygodniu, w konkretny dzień nie stanowi problemu. W Polsce mogłoby być ciężko :)

      Usuń
  8. Jaki kosmos, ale z drugiej strony spójrzmy na Amerykę, gdzie bardzo dużo osób korzysta ze wspólnych, płatnych pralni, bo nie mają czasu albo ochoty na pranie w domu.
    Patrząc na problem małych łazienek, wydaje się, że to całkiem sensowne rozwiązanie, a tak jak piszesz, wszystko jest kwestią przyzwyczajenia i opanowania swoich sposobów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj też dużo osób oddaje ubrania do pralni i jest to całkiem normalne.

      Usuń
  9. Dobre! Podoba mi się ten system ograniczeń, zwłaszcza kiedy czasm nie mozesz spać bo u sąsiada leci wirowanie po 24 ;) Da sie przyzwyczaić, tylko po prostu trzeba miec duzo ubran aby sie czasem nie skonczyło ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cisza nocna to już całkiem osobna historia - zmywarki też nie odpalę tak późno bo przecież buczy. Ale pralka to fakt - pamiętam gdy mieszkałam w kawalerce i sąsiadka nad nami notorycznie nastawiała pranie w środku nocy :/

      Usuń
  10. Ma to tyle samo wad, co zalet, cóż co kraj, to obyczaj ale w sumie to po tym wpisie jakoś bardziej się cieszę, że mam ten luksus w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdecydowanie, Szawjcaria to stan umysłu. Uwielbiam ten kraj tym bardziej, im więcej o nim się dowiaduję (od mojego pierwszego szoku związanego z Bazyleą - relacja u mnie na blogu :).

    Ale chyba nie mogłabym tam mieszkać na stałe... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lecę czytać! Mieszkam niedaleko Bazylei, jak będziesz miała kiedyś okazję zapraszam!

      Usuń
    2. Kurcze, podeślij link nie mogę namierzyć :(

      Usuń
  12. Ciekawie :D Nie wiedziałam o tym :D Swoją droga mi się często zdarza prać raz w tygodniu :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Podobnie trafia się w krajach skandynawskich. To rozwiązanie na pewno jest ekologiczne, ale jakoś trudno byłoby mi się przestawić na kontakt ciuchów naszej rodziny z brudami obcych ludzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontaktu z obcymi brudami właściwie nie ma; bynajmniej u nas każdy dba, by po sobie posprzątać. Zazwyczaj na sam koniec puszcza się "wolne" pranie żeby pralka się umyła sama ze sobą. Ogólnie jest czysto i każdy z sąsiadów pilnuje porządku po sobie

      Usuń
  14. Dokładnie, do wszystkiego można się przyzwyczaić. A trzeba przyznać, że takie pranie jest jeszcze oszczędne. Nie wstawiamy kilku ubrań do pralki, lecz wypełniamy całą możliwą przestrzeń, która się w niej pojawia. I dzięki temu oszczędzamy. Musiałbym przedstawić ten pomysł żonie, ale wiem, że będzie się to wiązało z poważnymi zakupami dodatkowych ubrań, więc muszę się zastanowić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha przemyśl sprawę - prawdę mówiąc ja nie mam wcale większej ilości ciuchów, serio! Po prostu noszę to co mam w szafie, nie kiszę ubrań na zaś i na "kiedyś ubiorę". W Polsce przy generalnych porządkach odkrywałam jakie mam egzemplarze w szafie; teraz noszę je na co dzień.

      Usuń
  15. Jak to można tak funkcjonować to nie wiem... Ale w sumie człowiek z czasem jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego :) ja np. przeżyłam kilka miesięcy w Grecji nie mając kuchenki ani piekarnika z prawdziwego zdarzenia. Tak więc da się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wynajmowanej kawalerce nie miałam np. piekarnika i też musiałam trochę kombinować z niektórymi potrawami - okazuje się, że wszystko się da :)

      Usuń
  16. Totalna abstrakcja:) No ale to Szwajcaria. Ja piorę raz w tygodniu, wiec nie byloby to mega uciążliwe, jedynie te restrykcyjne godziny i grafik moglyby mi utrudnić zycie. CO kraj to obyczaj. Ale cos w tym jest, nie rz w bloku slyszalam w nocy dzialająca pralkę, która nie dawała spac. Jak widac mozna sie przestawić na inny tryb, gdy Panstwo kaze:)

    OdpowiedzUsuń

TOP