20:53:00

Pudełko wspomnień

Tak, jestem sentymentalna. Lubię zbierać przedmioty związane ze wspomnieniami. W moich pudełkach i pudełeczkach mam zdjęcia ze szkoły, kartki urodzinowe, listy, bilety lotnicze, bilety wstępu do muzeów i całą masę innych bibelocików.

Nie byłabym chyba sobą gdybym nie stworzyła takiego pudełeczka dla Olisia.
To moje - Jego skarby, które chętnie przeglądam co jakiś czas.
Takie gromadzone pamiątki pewnie bardziej by odpowiadały dziewczynce ale doszłam do wniosku, że pokażę je kiedyś synowi memu pierworodnemu (i liczę na to, że i u Niego wywołają tyle uśmiechu co u mnie).

Aktualnie w pudełku znajdują się:
  • bransoletka z mojej i Olisiowej ręki z dnia narodzin - to te trąbią, że to SYN! To dla mnie najważniejsza pamiątka
  • bransoletki ze wszystkich szpitalnych pobytów - wywołują u mnie ciężkie wspomnienia, związane z ogromem cierpienia, płaczu i bólu. Są także dowodem na to, że nasze dziecko wygrało (nie raz, nie dwa!) a my dzielnie trwaliśmy u Jego boku o każdej porze dnia i nocy. Bo "tylko silnym rodzicom dzieci tak ciężko chorują, bo tylko silni rodzice przetrwają chorobę dziecka"
  • szatka z chrztu - zakupione na szpitalne chrzciny, gdy nasze dzieciątko trafiło kolejny raz do szpitala z niewydolnością krążeniową. Jednocześnie ważny i przykry dzień. Tylko dziadkowie i rodzice chrzestni, bez uroczystego obiadu, bez kościoła a w szpitalnej kaplicy ze wspaniałym duchownym grającym nam na gitarze, z cichym chrztem na szpitalnej sali, z chrzestnymi przez szybę a dziadkami na korytarzu. Było to smutne dla nas, bardzo...
  • pierwsze Olisiowe skarpetki i czapeczka - tak malusie, że trudno uwierzyć!
  • pamiątki chrztu i medalik - który oczywiście trafi w ręce Oliwiera gdy nadejdzie odpowiedni czas
  • kartki z życzeniami na pierwsze urodziny i balonik ;) - Ślubny wszem i wobec ogłosił, że skoro chrzest był bardzo kameralny roczek będzie wielką imprezą. Faktycznie było chyba 25 osób! Pomijam fakt, że solenizant w przeddzień trafił do szpitala ale na szczęście wypisany przed samą imprezką mógł się bawić razem z gośćmi.
  • kartki z drugich urodzin
  • świeczki z pierwszych i drugich urodzin - jak uzbieram komplet 0-9, będę mu na dwucyfrowe urodziny składać :)
  • pluszowa krówka - od szpitalnego Mikołaja z Centrum Zdrowia Dziecka. Oliś otrzymał ją gdy zapadała decyzja o operacji na otwartym sercu...
  • notatki szpitalne - ze szwajcarską dokładnością spisywane dane dotyczące każdego pomiaru ciśnienia, saturacji, spożywanych posiłków (o której, co i ile)

Planuję pudełko uzupełnić o pojedyncze, wyjątkowe zdjęcia - tylko o to, tylko tego mi tam brakuje.
Test chyba wyrzuciłam w popłochu, ubranka nie zachowałam bo pierwsze 2 tygodnie Oliś paradował w szpitalnych szatkach, smoczka nie mam bo prawie został zjedzony a najukochańszy miś jest tak duży, że potrzebowałabym solidnego kartonu a nie pudełka.

Czy przez te małe braki nasze pudełko traci?
Nie.
To nasz mały skarbiec i mimo, że kilku istotnych rzeczy w nim nie ma to i tak jest wyjątkowe i niepowtarzalne!











Nie miałabym w co chować naszych skarbów gdyby nie Love Domowe!
Ania to prawdziwa cudotwórczyni - no spójrzcie tylko na nasze pudełko! 
Pięknie pomalowane i udekorowane z zachowaniem szczegółów. Spersonalizowane teksty i motywy.
Jeśli szukacie przedmiotów z duszą, pięknych i wykonanych z pasją koniecznie musicie zajrzeć na stronę www. W pracowni powstają nie tylko pudełka! Znajdziecie tam także kubki, zawieszki, świeczniki, zestawy prezentowe na ślub i wiele innych cudowności. Ja oczywiście wystawiona na pokuszenie fundnęłam sobie kubek - przyznaję szczerze, że nie mogłam się oprzeć!

21:32:00

Jak zbudowałam odporność u dziecka

Zima spędza sen z powiek młodych mam. Sama wiem jak gdybałam nad tym w co ubrać małego. Czy nie za ciepło mu albo za zimno. Przykryć dodatkowo kocykiem czy nie? Wyjść na mróz czy zostać w domu?

Przyznaję, miałam wielki stres na początku.
Pod presją mamy, teściowej i otoczenia ubierałam Olisia jak małego eskimoska.

W Szwajcarii sprawy mają się zupełnie inaczej; od małego hartuje się dzieci. Wiecznie pada więc podstawowym wyposażeniem garderoby są kalosze i płaszczyki przeciwdeszczowe. Maluszki z gołymi główkami czy dzieci biegające z rozpiętą kurtką w wietrzny dzień to norma. Pogoda popada tu w skrajności; najpierw tydzień leje, a potem słońce grzeje jak opętane np. w maju. Przykład: w listopadzie 2014 było tak ciepło, że chodziłam w samej bluzie na spacery, a w styczniu Oliś bez czapki i w rozpiętej kurtce.

Na szczęście przeziębienia zdarzają się sporadycznie i są raczej lekkie. Diametralna zmiana nastąpiła po przeprowadzce do Szwajcarii. Wówczas po 2 miesiącach niezidentyfikowanego (w Polsce) kaszlu i po 2 antybiotykach - wszystko przeszło jak ręką odjął. Stwierdziłam, że czas przestać robić z siebie przesadnie ostrożną i pozwolić dziecku zmarznąć i pomoczyć się od czasu do czasu.

Co robiliśmy/ robimy by wzmacniać odporność Oliwiera?
- zrezygnowałam ze szczepień zaraz po narodzinach (kwestia sporna więc nie będę się rozwijać)
- od początku posiłki przygotowywałam sama (nie miałam możliwości karmić syna piersią ze względu na Jego kłopoty z serduszkiem dlatego za punkt honoru uznałam zdrowe odżywianie)
- w domu biegamy na skarpetkach, latem głównie na boso
- na spacery chodzimy codziennie: w deszcz, śnieg czy wiatr (w granicach rozsądku)
- pozwalam małemu taplać się w kałużach, mieszać i ryć rączkami (zabieram wtedy buty na przebranie bo kalosze pływają :) )
- w Olisiowej sypialni panuje temperatura 20stopni, a całe mieszkanie wietrzymy codziennie (minimum godzinę)
- nie przegrzewamy, lepiej gdy troszkę zmarznie niż zleje się potem
- gdy mi głowy nie urywa i nie ubieram czapki - Oliś też swojej nie zakłada (chyba, że sam poprosi to ok ale nie namawiam)
- jeśli na zimę mamy kombinezon, pod spód ubieramy tylko rajstopki i bluzeczkę (przecież sam kombinezon wystarczająco grzeje)
- nie ubieramy polarowych ciuszków i czapeczek - nie przepuszczają powietrza i skóra się poci
- na śniegowe harce zabieramy 2-3 pary rękawiczek by zmienić te już całkiem mokre
- nie przestrzegamy sterylności - coś co spadnie na ziemię "otrzepujemy" lub polewamy wodą i idzie dalej w ruch
- nie panikujemy przy katarku i lekkim kaszlu, z gorączką też nie latamy od razu do lekarza
- dajemy do picia głównie wodę lub domowy sok (unikamy jak ognia słodzonych napojów)

Największy szok przeżyłam gdy kaszlącego poważnie Oliwiera zabrałam w 4 dniu choroby do lekarza (w Szwajcarii). Pomijam już fakt, że przychodnia była cudnie kolorowa, z ogromem zabawek w poczekalni, miejscem dla rodziców, czajnikiem i mikrofalówką! Obsługa szalenie miła i uśmiechnięta. Na dzień dobry pacjent został zmierzony, zważony i sprawdzona temperatura. Podczas badania i wywiadu okazało się, że ma grypę, a lekarz kazał dać syropek wykrztuśny rano, przeciwkaszlowe kropelki wieczorem i chodzić normalnie na spacery! W Polsce dostałabym od razu antybiotyk! Ta sytuacja całkiem mnie przekonała do zmian :)

Jak to u Was jest? Pilnujecie się babcinych zasad czy podchodzicie z rozsądkiem do kwestii hartowania swoich pociech? Może macie jakieś sprawdzone metody, których ja nie wymieniłam?






TOP