23:02:00

Wielkanocne inspiracje - niecodzienne jajko w roli głównej!

Wielkanocne inspiracje i niecodzienne jajko w roli głównej czekają właśnie tu i teraz!

Na blogach rośnie rzeżucha i kulają się pisanki.
Instagram i pinterest aż kipią.
A my?
Nie mieliśmy czasu porządnie poprzeglądać bo szykowaliśmy ozdoby dla Was!

Zgodnie z prośbą nie są to wygłaskane i super profesjonalne ozdobniki, a nasze własne wytwory!

PISANKI


śpioszki - są tak słodkie i proste do wykonania, że żal byłoby ich nie zmalować!

Wianek z kwiatów to największe wyzwanie - bo do większych jestem przyzwyczajona :)
Równie dobrze można udziergać czapeczkę - jeśli macie zdolności.


nowoczesne - tylko marker i chwila ciszy :) 

Moje jakieś krzywe bo Oliś pomagał siedząc u mnie na kolanach.
Dla bardziej cierpliwych i skupionych w sam raz - efekty na prawdę super!
Marker lubi i jajka białe, i brązowe a nawet te pofarbowane i na wszystkim wygląda świetnie.

elegancja Francja - kwiatek i sznureczek, niebanalna ozdoba koszyczka.

Sąsiedzi jeszcze tego nie widzieli!
Starsze panie będą się pukać w czoło!
A Ci co się znają powiedzą: "pięknie"


ulubione mego syna - kolorowe pisaki i pełna dowolność

Pamiętam gdy ja jako dziecko też bazgrałam pisakami i jaka to była fajna zabawa.
Strony kreatywne proponują także farby - my nie sprawdzaliśmy - Was zachęcamy!


uciekające jajko - zawsze chciałam zrobić takie zdjęcie :P

Profesjonalizmem nie ocieka ale jest :)
PS. Mądra byłam bo nabazgrałam markerem na lakierowanym stole
szorowałam potem ze 20 minut :P

KARTKI

Oliniu bazgrolił po kartkach, mama potem wycinała i razem kleiliśmy.
Po prostu prosto - mam nadzieję, że adresatom się spodoba.

Super patent dla dziecka: biedroneczki wspólnie robiliśmy odciskając własne paluszki :)


A jutro?
Bazie inaczej, rzeżucha w niecodziennym wydaniu, tutorial na zajączka z origami i nasze skromne progi.
Mam nadzieję, że nas odwiedzicie ;*

08:54:00

Dream it...

Czy ja mam jakieś marzenia?
Hmm...
Przygotowując się do napisania wpisu postanowiłam zrobić listę. Początkowo marzenia były dwa - teraz już są cztery. Kolejne kręci się po mojej głowie - kto wie na ilu się skończy...
Nie, nie będę ich Wam wymieniać.

Gdy jeszcze byłam dzieckiem tkwiło we mnie jedno: podróż do Egiptu. Byłam tak zafascynowana tym tematem, że na prezenty życzyłam sobie albumy, atlasy czy książki historyczne. Po pewnym czasie w smutku zrezygnowałam, zapomniałam - byłam młoda, skąd miałabym w przyszłości wziąć pieniądze?  Mówi się, że podróże rozwijają. Właściwie nigdy się nie zastanawiałam nad głębszym sensem tych słów. Myślałam, że po prostu pojadę, zobaczę i wrócę. Myliłam się...

Moja wymarzona w dzieciństwie podróż rozwinęła mnie nie tylko na zewnątrz, ale też pozwoliła mi sobie przypomnieć o moich dawnych, dziecięcych marzeniach - które nieświadomie porzuciłam kilka lat wcześniej. Poczułam jakbym wróciła do czasu gdy z zapartym tchem czytałam linijka po linijce grube księgi, jakbym odzyskała coś co kiedyś straciłam, jakby.... spełniło się wreszcie moje zapomniane marzenie.


Po co nam marzenia?
Po to byśmy mogli bezkarnie myśleć o naszych pragnieniach, odczuciach i fantazjach.
Byśmy mogli uciec od rzeczywistości, od schematów i nudy.

Usiądź z kartką i zapisz jak najwięcej rzeczy, które chcesz w życiu zrobić.
Realizację zacznij od drobnych i przyziemnych.
Uświadomisz sobie, że niektóre z nich już się spełniły albo są w zasięgu ręki.
Co Ci to da?
Szczęście!
Bo dzięki liście zobaczysz ile wspaniałego Cię spotkało i ile jeszcze przed Tobą!
A przy każdym skreśleniu ogarnie Cię radość.

Jakie by te nasze marzenia nie były zawsze napędzają w jakiś sposób do działania.  Jedne łatwiej zrealizować, a inne trudniej - to całkiem oczywiste.  Jednak jeśli czegoś naprawdę pragniemy, to powinniśmy zrobić wszystko, aby osiągnąć cel. Nie zawsze od razu; bo spełnianie marzeń to proces, czasem długotrwały.

A skąd bierze się lęk przed niespełnianiem własnych marzeń?
- Czy to założenie z góry, że się nie uda?
- Lęk przed nieznanym?
- Przekonanie, że nie zasługujesz?
- Niewiedza od czego zacząć?

Zmień swoje marzenia w cele, a cele w rzeczywistość - gdy osiągniesz cel spełnisz marzenie!
A TY nadal boisz się spełniać swoje marzenia? 

08:55:00

Dzień, który zmienił moje życie...

Brzmi jak tytuł dennego programu z tv prawda?
Inaczej się nie dało :P

Jest jedno takie wydarzenie, które zmieniło moje życie...
stało się 26.08.2012 i była to najbardziej niezwykła i niepojęta rzecz, która mnie spotkała.
To tego dnia na świat przyszedł Oliś.
I tego nie da się zapomnieć.

Bałam się gdy zaszłam w ciążę; że będę się źle czuć, że będzie mnie czekać cesarka, że będzie nie tak, że to boli przecież! Z czasem brzuszek rósł a moje obawy stawały się coraz mniejsze. Ciąża i wyniki jak z podręcznika - dam radę!

Termin miałam wyznaczony na 21.08, mijały dni i nic się nie działo.
Pewnego wieczoru gdy zostałam sama w domu zjadłam porządną kolację, obejrzałam film, położyłam się do łóżka tuż po północy i.... odeszły mi wody!

Ślubny nie uwierzył gdy zadzwoniłam, musiałam powtórzyć kilka razy - a, że był akurat na poltrze (kojarzycie imprezę przedślubną?) to chwila minęła nim doszedł do siebie. Pojechałam grzecznie karetką do szpitala (nosz kurde nawet torbę z 3 piętra sama niosłam!) a Ślubny dojechał po godzinie.
Cud, że Go na porodówkę wpuścili bo wstawiony był i wyglądał co najmniej komicznie :P

U mnie nie działo się nic a za ścianą wrzaski jak z piekła rodem - położna tylko mnie uspokoiła, że normalnie ciszej się "to" odbywa.

O godzinie 8 oxytocynka - RAZ!
O godzinie 9 rozweselacz - RAZ!  (matka na haju yeah)
O godzinie 10 pełne rozwarcie - RAZ!
O godzinie 11:15 dziecię na rękach - RAZ!

Popłakałam się gdy dostałam GO na ręce, ledwo widziałam jak wygląda bo nie miałam jak otrzeć oczu. Tuliłam GO a on był taki malutki, taki ciepły, słodki, MÓJ!

„W czasie porodu rodzi się nie tylko dziecko. W porodzie rodzi się również Matka – silna, kompetentna, ufająca samej sobie matka, znająca własną wewnętrzną moc” Barbara Katz

Już w pierwszych minutach czułam się inaczej, to byłam nadal ja ale jakaś niepełna bo część mnie była obok.Gdy następnego dnia dowiedzieliśmy się o chorobie małego wszystko się zawaliło. Nie spałam od ponad 48 godzin a miałam siłę wypisać się na żądanie ze szpitala, pojechać za Nim do innej placówki i czuwać przy tym cholernym inkubatorze kolejne długie godziny. A potem kazano mi wyjść do domu, rozumiecie? Miałam Go w ramionach 10 godzin i musiałam wyjść a na pożegnanie nie mogłam Go nawet dotknąć...

Zobaczyłam moje dziecko po kolejnych 4 dniach i obiecałam sobie, że już nigdy Go nie zostawię.

Ten wpis miał wyglądać całkiem inaczej ale palce same wędrowały po klawiaturze.
Co chciałam udowodnić? Chyba, że w momencie gdy stajesz się matką zstępuje na Ciebie taka siła, taki instynkt obronny jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłaś. Matka jest zdolna do każdego poświęcenia, do każdej męki byleby jej dziecku było lepiej. Nauczyłam się żyć bez snu i kawy, mój dom zmienił się w poligon zabawek a ja zrezygnowałam z ukochanej pracy by być z synem. Ostatecznie nawet porzuciliśmy własny kraj by Jemu było lepiej, by miał łatwiej niż my.

ALE

dzięki Niemu posiadam niezbadane pokłady siły, samozaparcia, pomysłowości i cierpliwości. Wypracowałam te cechy tylko dzięki Olisiowi i mimo, że czasem narzekam i marudzę aż do znudzenia, to jestem SZCZĘŚLIWA, bo jestem MAMĄ.

21:41:00

3 rzeczy, które chciałabym zmienić

W głowie zawsze coś mam ale o planach pisać nie lubię żeby nie zapeszać - no cóż mus to mus więc napiszę :P
Będę dziś egoistką - a co!
Nie zawsze muszę zbawiać świat...

3 rzeczy które chciałabym zmienić

W DOMU
Kocham i tęsknię za moim mieszkankiem w Polsce, było nasze wymarzone, zrobione po naszemu...
Teraz wynajmujemy i pole manewru mamy marne.
Wszystko było robione na chwilę, na odczepnego, meble byle by były bo nie było nic.
Skoro mamy tu zostać chciałabym stworzyć namiastkę domu.
Choć może nie namiastkę bo w końcu to nasz nowy dom...
Kocham styl shabby i chcę pójść w tym kierunku.
Co z tego będzie?
Może już niebawem zobaczycie...

W RODZINIE
Chcę byśmy spędzali więcej czasu ze SOBĄ a nie telewizorem, laptopem i innymi cudami techniki.
Chcę byśmy cieszyli się każdą wspólną chwilą bo chwile są ulotne a te najpiękniejsze nie znikną nigdy z pamięci.
Chcę byśmy byli bardziej aktywni na powietrzu a nie tylko w czterech ścianach.
Życzę sobie byśmy dali radę żyć wspólnie, uczyć się siebie na nowo po tak długiej rozłące, w obcym kraju.

W SOBIE
Chciałabym wrzucić trochę na luz.
Zajmuję się setką rzeczy naraz i nie mam czasu dla siebie.
Chciałabym popracować nad sylwetką i kondycją.
Zadbać o siebie po prostu.
Chciałabym być bardziej cierpliwa dla Olisia - chyba siedzenie w domu mnie męczy już :(
Muszę wyjść i zrobić coś dla siebie!

Chciałabym, chciałabym i chciałabym wiele ale żeby to moje "chcę" się spełniło to kolejny raz muszę wziąć się porządnie do roboty! Co mi pozostaje arbeit! arbeit!

14:32:00

Kim jest autorka bloga?

Paulina lat 18+ vat
Pochodzę z małej wsi w Wielkopolsce (Krostkowo), potem mieszkałam w Osieku nad Notecią, Bydgoszczy (gdzie miałam okazję zakupić własne gniazdko) i aktualnie w Pratteln (Szwajcaria)

Jestem artystyczną duszą, zawsze miałam potrzebę tworzenia. Już w gimnazjum malowałam kiedy tylko była okazja i na święta tworzyłam własne ozdoby. Po mamie odziedziczyłam perfekcjonizm, po tacie jestem zawzięta i uparta.
Podchody do własnego bloga robiłam kilkakrotnie ale jakoś nie czułam się w tym temacie dobrze, nie miałam pomysłów i większych chęci. Cóż szkoła, studia, praca, ślub, dziecko. Trochę przeszliśmy na początku naszej wspólnej drogi stąd też siedzę w domu i wychowuję nasze szczęście największe.


To cała ja.
domowa stylistka - w każdym znaczeniu :P Szafa Oliwiera pęka w szwach a ja mam jakąś manię na punkcie jej uzupełniania. Sama też lubię się ubrać oryginalnie - kocham second handy i wyprzedaże, jestem łowcą i zawsze upoluję coś extra!
Kocham pierdołki, dodatki i białe meble - marzę o mieszkaniu w stylu shabby. W związku z przeprowadzką nasze mieszkanko w Bydgoszczy wynajęte a ja cierpię katusze na wynajmowanych włościach bo nie mogę nic zrobić po swojemu :(

zapalona podróżniczka - nigdy nie lubiłam geografii, miałam wredną nauczycielkę, która kazała nam się uczyć tabelek o wydobyciu surowców naturalnych w każdym kraju świata. Ostatecznie skończyłam licencjat z hotelarstwa i magisterkę z geografii turystycznej. Praca w biurze podróży pozwalała mi się spełniać a coroczne podróże resetowały mnie na cały kolejny rok. Chyba dlatego tak pokochałam Szwajcarię - odbyłam tu kilka podróży po bardzo długim czasie przerwy. Teraz planuję 2-tygodniową objazdówkę, w którą wybiorę się z mężem i synem. Zawsze chciałam objeżdżać świat samodzielnie (czyt. bez wycieczki zorganizowanej) i uda się wreszcie!

fotograf z milionem pomysłów - kocham fotografować od zawsze. Gdy rozpoczęłam urlop wychowawczy po raz pierwszy odważyłam się napisać do żywego człowieka z propozycją o pozowanie - teraz (jak to mówi mój mąż) jestem starym wyjadaczem :)  Z aparatem się nie rozstaję bo świat jest tak piękny, że nigdy nie wiadomo kiedy uda mi się zrobić super foto! Chwilowo ogranicza mnie bariera językowa - nie znam niemieckiego i ciężko mi coś zacząć w Szwajcarii ale w Polsce mam grono osób, które czekają tylko na kolejny mój przyjazd i gotowość do sesji.

szalona artystka - apropos dawnego malowania :) Malowanie niestety jakoś poszło w zapomnienie ale jakiś czas temu obudziły się we mnie miłości do decoupage, scrapbooking i szycia. Ze scrap co prawda marnie mi idzie ale cała reszta się powolutku rozwija a ja (nawet jeśli nie zrobię z tego wielkiego biznesu) bardzo się relaksuję przy tej "pracy".

Dlaczego założyłam bloga?
Właśnie dlatego by połączyć swoje pasje, by móc się z kimś nimi podzielić.
Nie przypadkowo też blog powstał we wrześniu, tuż po naszej przeprowadzce, wtedy to zaczęliśmy życie na nowo. Z dala od rodziny i przyjaciół, od ukochanych miejsc i przyzwyczajeń. Tutaj uczymy się wszystkiego na nowo a blog chyba jest dla mnie sposobem pogodzenia się z całą sytuacją. To po części autoterapia, która pozwala mi się jednocześnie wygadać i pokazać innym jak to jest zacząć od początku na obczyźnie. Chyba po tych kilku próbach dojrzałam do stworzenia takiego swojego miejsca. Dojrzałam do tworzenia wpisów i odpowiedzi na wiele trudnych pytań.

Czuję, że ja i blog - że my rozwijamy siebie nawzajem.

Czytam czasem swoje archiwalne wpisy i chciałabym je zmienić, napisać inaczej. Widzę, że całe to pisanie (jak to niektórzy mówią) wpływa na mnie pozytywnie. A ja uparta, ambitna perfekcjonistka wkładam w niego całe swoje serce i energię. Dziękuję za takie wyzwania bo dzięki nim robię kolejny krok.

Nie wiem co będzie dalej, jak długo będę pisać i tworzyć ale na ten moment jestem spełniona!

21:15:00

Dlaczego warto wsiadać na rower jak najczęściej...

Kiedy ostatnio wsiedliście na rower?
Zgadzacie się z tym, że jest to atrakcyjna forma spędzania czasu z rodziną i/lub przyjaciółmi?
Wiecie, że to samo zdrowie? 

Dlaczego warto jeździć na rowerze?

PLUSY DLA ZDROWIA
- wzmacnia mięśnie (zwłaszcza łydki! Nie mniej aktywne są mięśnie pośladków, ud i w pewnym stopniu mięśnie brzucha)
- jest rewelacyjnym sposobem na spalenie kalorii, zmniejszenie wagi i zachowanie szczupłej sylwetki
- zmniejsza się ryzyko wystąpienia żylaków i chorób ortopedycznych
- regularna jazda na rowerze poprawia wydolność układu krążenia i zmniejsza aż dwukrotnie prawdopodobieństwo wystąpienia chorób serca!
- korzystnie wpływa na zdrowie i komfort życia osób starszych (moja babcia lat 80 jeździ nadal!)
- w czasie uprawiania sportów (w tym jazdy na rowerze) organizm wydziela endorfiny - minimalizują one odczuwanie wysiłku i zmęczenie mięśni oraz poprawiają samopoczucie
- szybsze krążenie sprawia, że organizm jest lepiej dotleniony i sprawniej funkcjonuje
- wzmacniają się też mięśnie pleców podtrzymujące odcinek lędźwiowy kręgosłupa

PLUSY ORGANIZACYJNE
- jest to atrakcyjna forma spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi
- integruje rodzinę i pozwala dzieciom spojrzeć na świat z innej perspektywy!
- umożliwia poznawanie nowych miejsc i często osób
- jazda jest przyjazna dla środowiska bo rower nie wydziela spalin i hałasu :)
- jest to pojazd bardzo mobilny, nie stoisz w korkach i zawsze się znajdzie dla Ciebie miejsce parkingowe
- nie tracisz czasu bo rower jest zawsze gotowy do podróży!
- oszczędzasz pieniądze na benzynie i biletach (jeśli dojeżdżasz np. do pracy czy szkoły)


Jazda na rowerze jest rewelacyjnym sposobem spędzania czasu!
Pozwala wzmocnić i zachować sprawność organizmu, dodaje sił i energii, sprawia przy tym wiele frajdy. Wiadomo - na początku może być ciężko bo kondycja może nie pozwolić na dalsze wyprawy ale z każdym przejechanym kilometrem będzie coraz lepiej!

Wiem po sobie - pierwsza jazda po długiej przerwie to była katorga, wróciłam do domu wykończona. Każda następna przejażdżka była coraz fajniejsza. Jeździliśmy jesienią i zimą kilka razy a teraz gdy zaczęła się wiosna i zrobiło się cieplej mamy już plan na każdy wolny czas - ROWER!



JAZDA Z DZIECKIEM
Kup dobry fotelik
Najlepszą gwarancją na to, że upatrzony fotelik jest bezpieczny, jest odszukanie na nim oznaczenia normy EN 14344:2004 lub niemieckiego znaku TÜV/GS. 
- podnóżki i pasy trzymające małe stópki zabezpieczają nogi przed dostaniem się w szprychy 
- głowa powinna być zabezpieczona kaskiem i nie wystawać z tyłu!
- pasy powinny posiadać zapięcie, którego dziecko nie rozmontuje. Szelki oczywiście z regulacją
- polecam foteliki z mocowaniem do rurki pod siodłem "kierowcy" (nie na bagażniku) - fotelik wyposażony jest wówczas w specjalny, stalowy stelaż. Ich niewątpliwą zaletą jest dodatkowa amortyzacja na wybojach - bo dziecko "płynie" a stelaż ugina się góra-dół:)

Zadbaj o bezpieczeństwo
- przed wyruszeniem w trasę sprawdź czy rower jest sprawny
- sprawdź czy fotelik jest dobrze zamocowany a zapięcie wyregulowane
- ZAWSZE zakładaj dziecku kask (piękna instrukcja jak zrobić to prawidłowo TUTAJ)
- pamiętaj, że maksymalny ciężar to 22kg - nie transportuj cięższego dziecka!
- nie używaj słuchawek podczas jazdy - nie usłyszysz klaksonu czy innych zagrożeń
- miej przy sobie podstawowe narzędzia do naprawy usterek albo telefon do wezwania pomocy (dla mnie to drugie :) )
- pijesz? nie jedź!

11:19:00

Jestem kobietą - muszę mieć...

Co powinna mieć każda kobieta?
Najlepiej kilka fajnych zwierząt:

"Każda kobieta powinna mieć cztery zwierzaki: norki w szafie, jaguara w garażu, tygrysa w sypialni i osła, który za to wszystko zapłaci."

A tak serio moje MUST HAVE:

COŚ KOLOROWEGO
Nie wyobrażam sobie bym mogła nie mieć kilku (a najlepiej kilkunastu) lakierów do paznokci. Uwielbiam mieć pomalowane pazury! Nie będę oszukiwać - kupuję najtańsze - i nie jest mi żal gdy odpryskują po 1 czy 2 dniach BO to okazja by użyć kolejnego :)

COŚ PACHNĄCEGO
Świece, kadzidełka, perfumy - na poprawę "atmosfery". Marka perfum jest dość istotna - przekonałam się na własnej skórze, że perfumy droższe lepiej i dłużej trzymają się na ciele. W moich zasobach firmówek nie ma zbyt wielu bo przede wszystkim stawiam na zapach!

COŚ ELEGANCKIEGO
Na urodziny, wyjście, imprezę rodzinną musisz się kobieto ubrać, to i w szafie musi coś być! Na co dzień wyznaję styl luzaka, ale od czasu do czasu gdy ubiorę coś ekstra, na prawdę czuję się kobietą!

COŚ SŁODKIEGO
Dopada Cię chandra, żyć się nie chce - trzeba wmłócić lody albo czekoladę (choć ja dziwny model jestem i zażeram się pikantnymi chipsami). Tak czy siak coś do zjedzenia musi być pod ręką albo chociaż schowane na czarną godzinę.

COŚ ZMYSŁOWEGO
Kupuję nie tylko z myślą o mężu, ale i o sobie ;) No jak kobieto zobaczysz przysłowiowy cyc w eleganckim półgorsecie (gorset to wgl czad!) albo eleganckim koronkowym biustonoszu to się nastrój sam poprawia :P (o mężu nie wspominając!)

COŚ BŁYSZCZĄCEGO
Brylanty najlepszymi przyjaciółmi kobiety - mam tylko 2 takich przyjaciół (czas na sugestie dla męża!) ale za to w moich szkatułkach sporo srebrnych i oszukanych świecidełek. Nie wyobrażam sobie wyjścia bez dopracowania stroju jakąś błyskotką.

A w ogóle to każda kobieta powinna mieć nie więcej i nie mniej, a dokładnie to, czego chce!

07:00:00

Przepis na wakacje

Podróże z dziećmi bywają generatorem wielkiego stresu. Zwłaszcza długie podróże.
Hmmm a czym jest długa podróż? Dla jednych to przejechanie 100 km, dla drugich 1000km a dla kolejnych podróż samolotem z jednego kontynentu na drugi. Tak czy inaczej, niezależnie, gdzie i jak długo podróżujemy, najważniejsza zasada jest prosta: grunt to dobre przygotowanie!

Zapraszam do lektury moich 3 sposobów na... udane wakacje z dzieckiem

PLANOWANIE
  • dokumenty – sprawdź, czy wszystkie są ważne! Najlepiej zrób to kilka razy i zwróć uwagę na wszystkie daty. Pamiętaj, że nawet niemowlę potrzebuje paszportu lub dowodu tymczasowego – sam akt urodzenia nie wystarczy.
  • bezpieczeństwo – proponuję zakup dodatkowego ubezpieczenia, zwłaszcza jeśli dziecko lub rodzic mają problemy zdrowotne.  To groszowy wydatek, a jednak potrafi zagwarantować zwrot większości kosztów i zapewnić sporą dozę wewnętrznego spokoju. Sprawdź też apteczkę; zabierz leki przyjmowane na stałe i wyposaż odpowiednio swoją kosmetyczkę. Pamiętaj, aby koniecznie zabrać leki przyjmowane na stałe, wodę morską i utlenioną, preparaty przeciwko owadom, krem z filtrem, coś na gorączkę i inne bóle oraz wapno (w razie niespodziewanej reakcji uczuleniowej na ugryzienia insektów, pokarm lub wodę).
  • trasa – zaplanuj i dokładnie przeanalizuj ją dokładnie! Jeśli będziesz podróżować po innych państwach, koniecznie zapoznaj się z aktualnymi przepisami drogowymi i opłatami za przejazdy. W niektórych krajach wymagane są kamizelki odblaskowe (np. Austria, Chorwacja, Hiszpania, Portugalia, Włochy), w innych alkomat (Holandia, Francja) czy nawet komplet zapasowych żarówek (Czechy, Chorwacja). Niezwykle istotne są postoje, nie tylko na siusiu. Gdy podróżujesz z dzieckiem zadbaj, aby małe, niespokojne nóżki miały możliwość swobodnie się wybiegać.
  • dzień czy noc – właściwie nie ma reguły. Chyba każdy rodzic na własnej skórze musi przetestować różne opcje i znaleźć najlepszą dla siebie. Dość istotny jest wiek dziecka. Mniejsze dzieci zazwyczaj przesypiają większą część drogi, ale czterolatka trzeba czymś zająć, aby się nie zanudził się podczas długich przejazdów.
  • bagaż – pomyśl (i najlepiej zapisz na liście) co zabierzesz. Działaj z wyprzedzeniem, nie pakuj się na ostatnią chwilę. Mimo przestudiowanej prognozy pogody, warto mieć ze sobą kilka ubrań na w razie gwałtownej zmiany. Dla dzieci w wieku powyżej 2 lat, polecam zabrać plecaczek lub walizeczkę, do której będą mogły zapakować swoje ulubione zabawki i skarby z podróży; dzięki temu, dziecko poczuje się ważne i docenione.

REALIZACJA
  • godzina „0” – godzina wyjazdu zawsze budzi dużo kontrowersji. Najlepszą opcją jest normalna pobudka, śniadanie i trochę aktywności fizycznej, – tak, aby bateryjki nie były naładowane za bardzo. Jeśli planujesz naprawdę długi przejazd, warto pomyśleć o podróży w nocy.
  • umilacze – dla małego dziecka wszystko jest zabawą albo… może nią być! Oczywiście, jeśli rodzic, choć odrobinę się postara. Warto zabrać ze sobą trochę zabawek, książeczek i układanek, a także zeszyt i kredki do rozwijania artystycznych zapędów dziecka.
  • prowiant – zapakuj go w kilka mniejszych pojemniczków i skup się raczej na suchych przekąskach. Czekoladowe batoniki, cukierki czy inne lepkie przekąski mogą sprawić dużo kłopotów, a klejące się małe rączki będą irytować zarówno dziecko, jak i rodziców. Nie zapomnij o wodzie! Najlepsza będzie oczywiście mineralna i niegazowana; słodkie soczki spowodują jedynie większe pragnienie i zwiększą liczbę postojów na toaletę.
  • plan dnia – staraj się robić postoje tak często, jak wymaga tego dziecko. Taka zasada sprawi, że podróż nieco się wydłuży, ale wszyscy będziecie spokojni i zadowoleni; każdy postój można wykorzystać na czynności związane z higieną lub zabawą. Obiady staraj się planować w formie normalnych posiłków, jedzenie na kolanie w aucie jest niewygodne i generuje ogromny nieporządek, wprowadza także złe nawyki i nie działa dobrze na układ pokarmowy podróżników.
  • „looz” – czasem trzeba odpuścić i wrzucić na luz. W końcu to wakacje i możemy sobie pozwolić na małego smakołyka (np. zabronionego w domu) czy wybabranie się dziecka w lodach/ błotku/ trawie. Drogi rodzicu, nie oczekuj cudów – nie wszystko się uda. Noce mogą być trudniejsze niż w domu, a posiłki w restauracji obudzić w dziecku zwierza – przygotujcie się na te ponadprogramowe atrakcje i podejdźcie do nich z uśmiechem i spokojem.

WSPOMNIENIA
  • zdjęcia – rób zdjęcia, dużo zdjęć! Nie ustawionych, pozowanych i sztywnych, a spontanicznych i wesołych fotek. Czy nie przyjemniej będzie za parę lat spojrzeć na dziecko pluskające się radośnie w fontannie (jeśli kraj docelowy zezwala!) niż na pozowaną fotkę na rękach u taty/mamy z niekoniecznie zadowoloną miną? Wolisz widok wybrudzonej od spaghetti buzi czy obrazek dziecka męczącego się ze sztućcami w eleganckiej restauracji?
  • domowa galeria – jeśli macie wolną ścianę stwórzcie galerię kilku lub kilkunastu zdjęć w różnych formatach. To wspaniałe uczucie patrzeć na nie każdego dnia, wspominać i planować w głowie kolejną podróż. Przy okazji, to piękny element wystroju wnętrza!
  • ploty – opowiedzcie innym rodzicom, jak wyglądają wakacje z dzieckiem (zwłaszcza te dalekie), niech wiedzą, że to nie męczarnia i kara z niebios, a wspaniałe przeżycie dla całej rodziny! Wszystko da się zaplanować, trzeba tylko chcieć.
  • mapa – osobiście jestem chomikiem: gromadzę notatki, bilety z muzeów i pocztówki z odwiedzanych miejsc – gromadzę je w pudełku z pamiątkami rodzinnymi. Rewelacyjną pamiątką jest też fototapeta lub mapa, na której można zaznaczyć punkcikami lub pinezkami odwiedzone miejsca.
  • zdobycze – staraj się przywozić z każdego miejsca konkretną rzecz z jego wizerunkiem; może być to magnes na lodówkę, dzwoneczek lub obrazek. Z miejsca możesz też „ukraść” jego cząstkę; piasek, kamień, kwiatek lub coś małego co można przechować w kieliszku/słoiczku, lub pudełku wspomnień.

Kochani!
Każda matka wie, że przy dziecku nawet najlepszy i najdokładniej rozpisany plan nie ma szans na realizację w 100%. Osobiście wierzę jednak, że jeśli nie ma żadnego planu, to jest jeszcze gorzej. Staram się planować wszelkie wojaże i Wam też radzę, bo jest to świetna zabawa, pełna emocji i wymagająca zaangażowania a realizacja przynosi nie lada satysfakcję! 

Bon Voyage!

07:57:00

Wściekłe pierogi z farszem kurczakowym

Wściekłe pierogi
 
Potrzebne składniki:
*na rosół
- 50dkg piersi z kurczaka
- 4 marchewki
- kawałek selera
- por
- pietruszka
- ziele angielskie i liść laurowy

*do farszu
- składniki wyłowione z rosołu
- kawałek masła
- duża cebula
- pieprz i sól

*na ciasto
- 3 szklanki mąki
- 1 jajko
- pół łyżeczki soli
- 1 szklanka ciepłej wody
- 3 łyżki oleju (lub oliwy z oliwek)
- duży buraczek (opcjonalnie)

Sposób przygotowania:
1. Ze składników przeznaczonych na rosół gotujemy zupę. Gdy warzywa i mięso będą miękkie, wyławiamy je do ostygnięcia.
2. Do miski wsypujemy mąkę, sól, olej i wbijamy jajko, z grubsza mieszamy - dolewamy szklankę wody z buraczków i mieszamy drewnianą łyżką. Następnie przekładamy na blat i wyrabiamy ciasto. Jeśli będzie się kleić to dosypujemy maksymalnie 1/3 szklanki mąki, ciasto odstawiamy przykryte folią na pół godziny.
3. Na "wściekłe" pierogi potrzebny będzie buraczek. Trzemy go na grubych oczkach, zalewamy szklanką wody i doprowadzamy do wrzenia. Przecedzamy przez sitko! Tą kolorową wodę dodajemy do składników na ciasto zamiast czystej wody.
4. Kurczaka kroimy na kawałeczki (mój był na tyle kruchy, że rozdrobniłam go ręcznie), marchewkę, pietruszkę i seler możemy zmiksować albo - tak jak ja - dać dziecku :) Oliś świetnie się bawił przy własnoręcznym "miksowaniu" warzyw.Pamiętaj by zwrócić uwagę aby ręce dziecka były dokładnie umyte przed i po pracy.

5. Cebulę kroimy w kosteczkę i smażymy na maśle. Dodajemy ją do farszu, doprawiając solą i pieprzem. 
6. Ciasto wałkujemy i wycinamy okręgi, a następnie sklejamy brzegi w dowolny sposób.


Przygotowane ciasto podzieliłam na 2 kule, dzięki temu uzyskałam zarówno standardowe, jak i kolorowe pierogi. Marmurki powstały z połączenia resztek białej i czerwonej kulki ciasta :)

Pierogi z kurczakowym farszem są przepyszne, soczyste i aromatyczne,
Polecam i życzę smacznego!

08:00:00

Bardzo pracowita wiosna

Aby opowiedzieć Wam o moich planach na wiosnę musiałam najpierw ustalić kiedy się zaczyna i kończy ta pora roku. Zawsze mam z tym problem więc posiłkując się internetem ustaliłam, że wiosna kalendarzowa rozpoczyna się 21 marca, a kończy 22 czerwca.
Oczywiście jak na pracoholiczkę i perfekcjonistkę przystało planów mam za dużo!
Ciągle sobie coś dokładam mimo braku czasu na sprawy bieżące - idzie za tym oczywiście zarywanie nocek i burdel w chałupie :/

Rozjazdy
Gdy tylko Ślubny ma wolne ciągam go gdzie się da. Oczywiście wiosną mam obcykane wojaże po okolicznych miejscowościach ale też namiętnie planuję urlop, który nastąpi już w maju. Mieliśmy lecieć w tropiki ale nie wypaliło i w naszych głowach zrodził się pomysł podróży po Europie. Taki nasz Euro Trip z małym terrorystą na pokładzie ;)

Planuję namiętnie i oddanie - a Ślubny twierdzi, że rozkwitłam :) Chyba ma trochę racji bo dla spec. ds. turystyki, po kilkuletniej pracy w biurze podróży, corocznych wojażach i w domowej depresji od marca 2012 to na prawdę COŚ! Uwięziona w domowych pieleszach wreszcie mogę zrobić coś, co na prawdę lubię, a Ślubny zostawił mi wolną rękę (jedynie po konsultacji orientacyjnej trasy i jakiś tam wytycznych budżetu :P ) Ruszamy już 9 maja!

Spotkania
Całkiem niedawno urodził się w mej głowie pomysł zorganizowania spotkania dla blogerek. Od słowa do słowa postanowiłam owe spotkanie zorganizować z koleżanką blogerką (którą znam jedynie online :( i z którą do tamtego czasu wymieniłam kilka wiadomości). Pracy jest sporo, nie sądziłam że aż tyle ale ja uparta jak osioł więc musi się udać. Choć nie ukrywam, że współpracuje się ze mną ciężko - taka jestem Zosia Samosia - głęboki oddech uffff. Tym bardziej, gdy sobie coś wymyślę to chciałabym zrobić SAMA bo zrobię NAJLEPIEJ - wcale nie (się okazuje).
Co prawda spotkamy się 18 lipca ale wpisuję w wiosenne plany bo zanim zacznie się lato wszystko już musi być gotowe - a przynajmniej zdecydowana większość!

Pasje
Fotografia - chcę do niej wrócić po przerwie. Kocham robić zdjęcia, kocham mojego Nikona i kocham dyrygować modelkami :P Familia się śmieje, że się znęcam nad dziewczynami bo ciągam po krzakach, każę włazić w dziwne miejsca, ubierać nietypowe ciuchy, a przy tym krzyczę, marudzę i daję dziwne rady - chciałabym sprostować NIE KRZYCZĘ - cała reszta się zgadza :)

Hand made - "bawię się" od jakiegoś czasu. Drobne zabawki, ozdoby stworzone metodą decoupage czy trudne początki scrapbooking. Artystyczna dusza ze mnie - wiem to nie od wczoraj i muszę to robić! Za namową kilku osób założyłam fp PaulaMakes i mam nawet pierwszych klientów! Jestem szczęśliwa, że komuś podobają się te moje koślawce :) Plan na wiosnę: rozruszać stronę, dać się poznać i zarobić milijon :)

Codzienność
No także ten...
Między tymi absorbującymi zajęciami muszę posprzątać, ugotować, uprać, wyprasować i wykonać trylion czynności na wezwanie syna, a do tego zapisać się na kurs językowy! Mój niemiecki woła o pomstę do nieba i dalej tak być nie może. Jeśli zatem zobaczycie na nagłówkach gazet: "Zapracowała się na amen" - to będzie o mnie :*

Jeszcze mój prawie dorosły syn :P
klimat jesienny - choć w wiosennych barwach :)





Oliwier bluza: Rebel, spodnie: H&M, buty:allegro, kurtka: Roca Wear

23:22:00

Karnawał po szwajcarsku

Podczas gdy w Polsce zaczyna się Wielki Post szwajcarzy bawią się w najlepsze!
Okres karnawału jest tutaj przesunięty nieco w czasie. Fasnacht, czyli „wigilia postu” przypada na koniec lutego lub początek marca. Najbardziej znany, porównywalny do karnawału w Rio, jest Basler Fasnacht. Tradycja karnawału w Bazylei sięga średniowiecza.  Impreza zaczyna się wtedy, gdy na świecie milkną zabawy i nastaje Wielki Post. Na przekór katolikom.
Początki karnawałowych szaleństw sięgają czasów celtyckich. Nie wiadomo jak było we wczesnym średniowieczu bo w 1356 roku podczas trzęsienia ziemi spłonęło miejskie archiwum. W 1376 pojawia się informacja o Fasnacht dzień przed Środą Popielcową. Przeszedł do historii jakozły Fasnacht”, bo skończył się krwawą walką  mieszczan i części rycerzy. W czasach surowej Reformacji ucztowanie i wspólne swawole pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkim Postem były raczej ograniczone. Potem karnawałowe parady odbywały się w kontekście przeglądów wojskowych organizowanych przez cechy i miejskie stowarzyszenia. I tak przez kolejne wieki aż do XIX. Te XIX-wieczne parady stanowią wzór dla współczesnych. Tyle że z powodów bezpieczeństwa płonące pochodnie zastąpiono latarniami i lampionami. Na przestrzeni lat tematyka nabierała bardziej satyrycznego charakteru i zaczęła dotykać także problemów politycznych. A skąd wziął się ten „postny” termin? W Bazylei postanowiono trzymać się starego, oryginalnego terminu Wielkiego Postu z roku 600. Data ta w innych obszarach Europy została przesunięta w roku 1091.


W nocy w pierwszy poniedziałek po Środzie Popielcowej place i ulice Starego Miasta zapełniają się ludźmi, gasną wszystkie światła w mieście a w ciemności świecą tylko ogromne lampiony. O 4 rano  pada hasło: Morgestraich, vorwärts marsch! i rusza zabawa. Trasa karnawałowego przemarszu wyznaczona jest przez działający od 1911 r. komitet organizacyjny -  obiega centrum miasta i łączy Małą (Kleinbasel) i Dużą (Grossbasel) Bazyleę po dwóch stronach Renu. W końcu Szwajcarzy nie byliby sobą gdyby nie robili czegoś w sposób zorganizowany i uporządkowany.  Maszerujący muzycy tworzą grupy towarzyskie dwóch rodzajów – Cilque i Guggenmusik. Pierwsze przygrywają sobie w czasie marszu na fletach, drugie to orkiestry dęte grające muzykę rozrywkową. 

Drugi dzień jest dla dzieci - pociechy w każdym wieku biorą udział w przemarszach i rzucają słodyczami swoich rówieśników. Przebierańcy rzucają w tłum pomarańcze, kwiaty, cukierki, żelki a czasem nawet zabawki i warzywa typu por i marchew. Dzieci i dorośli przyskakują, by pochwycić łakocie, zapełniają torby. Jeśli coś spadnie na ziemię, błyskawicznie znika. Można się obłowić i to nieźle - Oliwier z każdej parady przynosił pełną torbę słodkości i konfetti :)

No właśnie konfetti - bez niego chyba by nie było karnawału czy większej imprezy w szwajcarskim wydaniu. Konfetti jest wszechobecne, jezdnie są nim zasypane tak, że brodzi się w nim po kostki - serio! Nacieranie ludzi konfetti jak śniegiem i wrzucanie go za kołnierz to specjalność tzw. waggisów (Waggis ma wielką, przypominającą kolorowe afro czuprynę i ogromny zadarty, czerwony na końcu nos. Najczęściej szczerzy wielkie zęby w niesympatycznym uśmiechu. Ulubionym zajęciem waggisów jest dokuczanie gapiom. Kręcą się w tłumie i wysypują na głowy niespodziewających się tego ludzi (najlepiej kobiet oczywiście), kilogramy konfetti.



Od pierwszego poranka zabawa trwa równo 72 godziny. Nudni i zapięci na ostatni guzik, uporządkowani bazylejczycy dobrze wykorzystują ten czas. Codziennie mimo chłodu, a czasem nawet mrozu, godzinami bawią się na ulicach.  Przebierają się, maszerują, grają, hałasują. Wypijają hektolitry piwa i wina i zjadają tony kiełbasek z grilla.

W tym karnawale nie ma tańców i gołych brzuchów jak w Rio de Janeiro, jest za to dużo skocznej muzyki, są maski  i bajecznie kolorowe stroje. Ponad 10 tys. ludzi  paraduje, grając na instrumentach, a setki tysięcy się temu przyglądają. 

Trzeci dzień jest najważniejszy – oprócz orkiestr wyjeżdżają na trasę udekorowane platformy z przebierańcami oczywiście!  Zabawa trwa aż do 4 rano w czwartek i wtedy muzyka cichnie. W błyskawicznym tempie ginie z ulic konfetti a życie wraca do normy...




Nie tacy Szwajcarzy poważni jak się ich pokazuje światu. Poniżej kilka punktów co wypada a co nie podczas karnawału - z oficjalnej strony www.fasnachts-comite.ch

Podczas Morgenstreich
- przybądź wcześniej
- torebkę i cenne przedmioty zostaw w domu
- najważniejsza jest całkowita ciemność, nie używaj lampy błyskowej

Uwagi ogólne:
- w przeciwieństwie do innych imprez karnawałowych malowane twarze, przesadzone nosy, czapki błazna, sprośne piosenki, ochrypłe i pijane zachowania są mile widziane
- nie zbieraj konfetti z ulicy (bo wymieszane jest ze śmieciami a można je kupić w każdym sklepie)

W przyszłym roku pewnie rozbuduję temat gdy poduczę się niemieckiego i ogarnę "ichne" materiały informacyjne. Aaa skupiłam się na karnawale w Bazylei bo to moja najbliższa okolica ale parady odbywają się w całej Szwajcarii.

Nam się udało zaliczyć kilka fajnych imprez:
- pochód i bal przebierańców dla dzieci w Baden
- parada w Laufen
- parada w Pratteln
- dzień dla dzieci w Basel
- środowa wieczorna parada (mamuśka się z mężem wyrwała!)

Pierwsze spotkanie ze szwajcarskim karnawałem w Baden - myślałam, że Oli wystraszy się dudniącej orkiestry a On bawił się w najlepsze!





Parada w Laufen - było strasznie zimno ale nałapaliśmy słodkości dla rozgrzania :P


No i nasza kochana mieścina - Pratteln - z zaziębionym dzieckiem też można się bawić!





Przy opracowaniu korzystałam ze źródeł:
http://www.baselinsider.ch/
http://www.national-geographic.pl/traveler/artykuly/pokaz/bazylea/1/
www.fasnachts-comite.ch
TOP