08:55:00

Dzień, który zmienił moje życie...

Brzmi jak tytuł dennego programu z tv prawda?
Inaczej się nie dało :P

Jest jedno takie wydarzenie, które zmieniło moje życie...
stało się 26.08.2012 i była to najbardziej niezwykła i niepojęta rzecz, która mnie spotkała.
To tego dnia na świat przyszedł Oliś.
I tego nie da się zapomnieć.

Bałam się gdy zaszłam w ciążę; że będę się źle czuć, że będzie mnie czekać cesarka, że będzie nie tak, że to boli przecież! Z czasem brzuszek rósł a moje obawy stawały się coraz mniejsze. Ciąża i wyniki jak z podręcznika - dam radę!

Termin miałam wyznaczony na 21.08, mijały dni i nic się nie działo.
Pewnego wieczoru gdy zostałam sama w domu zjadłam porządną kolację, obejrzałam film, położyłam się do łóżka tuż po północy i.... odeszły mi wody!

Ślubny nie uwierzył gdy zadzwoniłam, musiałam powtórzyć kilka razy - a, że był akurat na poltrze (kojarzycie imprezę przedślubną?) to chwila minęła nim doszedł do siebie. Pojechałam grzecznie karetką do szpitala (nosz kurde nawet torbę z 3 piętra sama niosłam!) a Ślubny dojechał po godzinie.
Cud, że Go na porodówkę wpuścili bo wstawiony był i wyglądał co najmniej komicznie :P

U mnie nie działo się nic a za ścianą wrzaski jak z piekła rodem - położna tylko mnie uspokoiła, że normalnie ciszej się "to" odbywa.

O godzinie 8 oxytocynka - RAZ!
O godzinie 9 rozweselacz - RAZ!  (matka na haju yeah)
O godzinie 10 pełne rozwarcie - RAZ!
O godzinie 11:15 dziecię na rękach - RAZ!

Popłakałam się gdy dostałam GO na ręce, ledwo widziałam jak wygląda bo nie miałam jak otrzeć oczu. Tuliłam GO a on był taki malutki, taki ciepły, słodki, MÓJ!

„W czasie porodu rodzi się nie tylko dziecko. W porodzie rodzi się również Matka – silna, kompetentna, ufająca samej sobie matka, znająca własną wewnętrzną moc” Barbara Katz

Już w pierwszych minutach czułam się inaczej, to byłam nadal ja ale jakaś niepełna bo część mnie była obok.Gdy następnego dnia dowiedzieliśmy się o chorobie małego wszystko się zawaliło. Nie spałam od ponad 48 godzin a miałam siłę wypisać się na żądanie ze szpitala, pojechać za Nim do innej placówki i czuwać przy tym cholernym inkubatorze kolejne długie godziny. A potem kazano mi wyjść do domu, rozumiecie? Miałam Go w ramionach 10 godzin i musiałam wyjść a na pożegnanie nie mogłam Go nawet dotknąć...

Zobaczyłam moje dziecko po kolejnych 4 dniach i obiecałam sobie, że już nigdy Go nie zostawię.

Ten wpis miał wyglądać całkiem inaczej ale palce same wędrowały po klawiaturze.
Co chciałam udowodnić? Chyba, że w momencie gdy stajesz się matką zstępuje na Ciebie taka siła, taki instynkt obronny jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłaś. Matka jest zdolna do każdego poświęcenia, do każdej męki byleby jej dziecku było lepiej. Nauczyłam się żyć bez snu i kawy, mój dom zmienił się w poligon zabawek a ja zrezygnowałam z ukochanej pracy by być z synem. Ostatecznie nawet porzuciliśmy własny kraj by Jemu było lepiej, by miał łatwiej niż my.

ALE

dzięki Niemu posiadam niezbadane pokłady siły, samozaparcia, pomysłowości i cierpliwości. Wypracowałam te cechy tylko dzięki Olisiowi i mimo, że czasem narzekam i marudzę aż do znudzenia, to jestem SZCZĘŚLIWA, bo jestem MAMĄ.

37 komentarzy:

  1. Jeden dzień a zmiana na całe życie. I piękna przemiana, już się nie wróci do stanu przed, już zawsze się będzie matką. Moja córcia też się urodziła po 11 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Możesz się przeprowadzić i wrócić, być z kimś a potem nie. Mamą będziesz juz na zawsze.

      Usuń
  2. Moje porody dwa - każdy różny :) opisałam na blogu :) http://www.budujacamama.pl/2015/02/o-porodzie-1-w-oczekiwaniu-na-szymka-na.html w tym poście na dole też link do pierwszego porodu. Rzeczywiście, wszystko wtedy się zmienia... Nie wiem, jak to rodzić na oksytocynie, ponoć bardziej boli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem kochana bo nie mam porównania :) ale nie było innego wyjscia (odejście wód i brak akcji po 6h). Przeżyłam :)

      Usuń
    2. Ja dostalam oksytocyne po 10 godzinna cholernego porodu kiedy juz dziecie ,ialo wyjsc a akcja ustala:( Na 15 min nic.Pierwszyporod byl straszny ,nawet dla mnie silnej babki,skurcz po skurczu po sekundzie przez 6 godzin !Nawet jesli ktos dostaje oksytocyne po prostu szybciej idze rozwarcie i akcja szybsza porodowa.Mi poszlo po 15 min znow i dzidzius byl.Ale potem lozysko mi skrobano :(

      Usuń
    3. U mnie ten problem, że mimo odejścia wód nie było zupełnie żadnej akcji ani rozwarcia. Więc po 6 godzinach (czekaliśmy czy się zacznie coś dziać) dostałam oxy i poszło szybko

      Usuń
  3. Też rodziłam na oksytocynie, bo dwa razy akcja porodowa mi stanęła, raz w ostatniej fazie czyli w trakcie parcie.
    Gdybym miała wybrać doświadczenie, które zmieniło moje życie, też byłby to poród.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystkich kluczowych sytuacji w życiu nie mogłam wybrać innej.

      Usuń
  4. U mnie było tak zaczęłam mieć bule wezwałam karetkę z córką mojego partnera bo go nie było był w pracy. Przyjechała karetka i zawieźli mnie do szpitala tam zaczęły się badania. Bule były bardzo silne ale małej chyba na świat się nie śpieszyło. W końcu kazali mi iść pod prysznic polewać sobie brzuch ciepłą wodą, ale to też nic nie pomogło. Następnie podali kroplówkę ale dalej nic. Nie miałam już sil byłam wyczerpana. Aż zaczęłam wymiotować zaczęły znowu się badania dziecku spadało tętno. Cały szpital został postawiony na nogi i wzięli mnie na stół operacyjny dali znieczulenie i uratowali moją kruszynką i co się okazało mała i tak by nie urodziła się siłami natury bo była za duża. Jak ją ujrzałam od razu zapomniałam o zmęczeniu. (Katarzyna Śledź)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne to prawda? Dostajesz dziecko i cały ten ból i zmęczenie nie jest ważne...

      Usuń
  5. U mnie więcej strachu niż się okazało w rzeczywistości:) Jak mnie przyjęli to już pani rodzi wow pomyślałam a jeszcze nie boli;) Personel tak sobie niestety szybciej by poszło ale malutka była owinięta pępowiną ale oksytocyna pomogła i gdyby łaskawa jedna Pani dokładnie wytłumaczyła co mam robić było by idealnie. Ale po dwóch godzinkach już maleńka była ze mną:) A myśli "po" ulga że tak fajnie się udało urodzić i duma a co:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trafiłam na cudowną położną i lekarza, który przyszedł z uśmiechem na ustach i rzucał dowcipami. Chyba też dzięki temu było mi lżej.

      Usuń
  6. ja długo starałam się o dziecko nie mogłam zajść :( to były straszne chwile dla mnie i męża sama się dziwię że przetrwał to tak dzielnie moje depresje i załamania.aż któregoś dnia obudziłam się i coś mi podpowiedziało tak zrób test i sama nie wierzyłam w to co ujrzałam jest udało się są dwa paski :) a jakie poczułam szczęście gdy ujrzałam pierwszy raz moją fasolkę kochaną i usłyszałam bicie serduszka boże jakie to szczęście :) całą ciąże zniosłam dobrze wręcz bardzo dobrze zero jakiś objawów :) z względu zdrowotnych miałam zaplanowane cc i nie mogłam się doczekać kiedy będzie z nami nasz synek :) rodziłam w Trzebnicy warunki 100% polecam lekarze pielęgniarki i położne naprawdę z powołania sale 2 osobowe czyściutko i ładnie.W końcu nadszedł upragniony dzień i mój skarb pojawił się w naszym życiu dziś ma 19 miesięcy i to nasza największa miłość :) mój najszczęśliwszy dzień to dzień porodu 08,08,2013

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna data! Co do testu - to kobiety jednak mają intuicję, prawda? ;)

      Usuń
  7. Zanim wybraliśmy szpital w którym miał urodzić się nasz synuś jeździliśmy i oglądaliśmy jak dany szpital wygląda słuchaliśmy opini różnych ludzi. Pierwszy nasz typ był wogóle nie trafiony choć warunki bardzo przyzwoite okazało się, że wredny personel i nie uprzejmi lekarze dają w kość swoim pacjętkom. W szkole rodzenia poznałam położną dzięki, której oczekiwanie na narodziny naszego pierwszego maleństwa było cudownym czasem. Przestałam się bać porodu i bólu bo z tym miałam największy problem. Naogladałam się w internecie czy w tv że poród musi boleć, że jest straszny i wogóle. Dzięki mojej położnej poznałam szpital a właściwie pół prywatną klinikę położniczą w Katowicach. Pojechaliśmy tam od razu spodobało mi się przyjęcie nas przez ludzi tam pracujących a dodam że szpital ten ma podpisaną umowę z NFZ wiec poród w super warunkach a później wspaniałe sale i opieka są za darmo! Poród zaczął się łagodnie delikatnie odchodziły mi wody, zadzwoniłam po położną zbadała mnie i powiedziała żebym sobie odpoczęła i rano o 7 widzimy się w Katowicach. Do szpitala z domu mieliśmy około 50 km skurcze rano były już częste bo co 5 minut. Przyjechaliśmy na miejsce zajęli się mną mąż od początku mógł być ze mną. Kiedy dotarliśmy na salę porodową miałam ogromny wybór ( drabinki, wanna, piłka, kszesełko, materace, prysznic itp ) wybrałam wanne- położna włączyła radio napełniła wanne wodą mąż usiadł koło mnie było cudnie woda łagodziła bóle a czekolada i woda mineralna dodawała mi sił. Praktycznie cały czas byłyśmy sami co jakiś czas przyszła położna sprawdzić czy wszystko wporządku. O wszystkim byłam informowania przestrzegano mój plan porodu który dołączyłam do skierowania :) Pielęgniarka pytała czy wyraża pani zgodę na to a na tamto. Bardzo to było miłe bo czasem jak słyszę to dziewczyny nawet nie wiedzą co im jest podawane. Nie miałam żadnej kroplówki jedynie po porodzie. Kiedy miałam już całe rozwarcie przeniosłam się na specialny fotel porodowy. Dokładnie z leżeniem w wannie poród trwał 5 godzin 10 minut. Wspominam go jako coś pięknego jako wyjątkowy cudowny dzień w którym nasze szczęście wreszcie ujrzało nas a my jego :-) Nie pamiętam końcówki ale wiem że po porodzie synuś był cały czas ze mną przez 2 godziny. Pępowina została odcięta dopiero kiedy przestała tętnić krwią. Synuś nie płakał bo nie było to dla niego szokiem oddychał jeszcze ze mną coś pięknego! Mąż przeciął pępowine dumny tatuś. Dzielnie wytrwał :) Potem przewieziono nas na specjalną sale poporodową gdzie mieliśmy czas dla siebie byliśmy tam sami później przyjechała Pielęgniarka zabrała synka dopiero na ważenie itp. Mnie we wszystkim pomagał mąż ale była z nami również pielęgniarka. Dobe po porodzie miałam spotkanie z doradcą laktacyjnym, a wcześniej pomogła mi położna i pokazała jak przystawić synka do piersi. Od tego czasu minęły prawie 3 lata dokładnie 29 czerwca będą 3 lata :) Synuś jest zdrowym chłopczykiem urwisek mały! KAŻDEJ przyszłej mamusi życzę takich pięknych wspomnień! Pamiętacie poród nie musi boleć! Ważne jest nastawienie do niego i odpowiednia osoba która da nam siłę! Ja za tą siłę dziękuję Kochanemu synkowi, mężowi i położnej 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rodziłam w szpitalu MSWiA w Bydgoszczy i równie pięknie wspominam. Położna też mnie pytała na co się zgadzam a na co nie. Nastraszyła mnie wcześniej siostra (rodziła w małym szpitalu powiatowym) bo przeszła dość ciężkie chwile. Ja wspominam bardzo dobrze!

      Usuń
  8. Moja ciaza i porod..mozna ksiazke pisac!
    Mieszkam w Belgii, pojechalismy na weekend do Paryza, ja z mezem i para przyjaciol. Byla w 25 tyg ciazy. Zajechalismy tam w piatek, w sobote rano ruszylismy na miasto zwiedzac. Byl wtedy bardzo sloneczny dzien. Chodzilismy tak kilka godzin, wkoncu okolo 17 h zaszlismy do Mc Donalda skorzystac z wc. O dziwo byl tam ochroniarz i powiedzial ze zeby skorzystac z wc trzeba cos kupic, wiec wszyscy procz mnie stali w kolejce. Ja mialam przywilej i bez kolejki jako ze w ciazy, wiec poszlam do tej toalety... I zamarlam zobaczylam krew...odrazu najgorsze mysli czy wszystko z dzieckiem.jest w porzadku. Wyszlam z wc i powiedzialam moim towarzyszom ze musimy natychmiast znalesc szpital. Plakalam, wpadlam w panike. Poszlismy do metra, byla tam żandarmeria, niestety niepotrafili nam wskazac najblizszego szpitala, znalezlismy go sami na mapce turystycznej ktora mozna wziac w metrze za darmo. Akurat bylismy w dzielnicy przy Moulin Rouge ...nieciekawie, sam szpital wygladal obskurnie jak wiezienie...dotarlismy na oddzial porodowki, bylo puuuuusto, zywej duszy brak. Jak sie okazalo akurat trwal strajk poloznych, ktore walcza o swoj status. W miedzy czasie oczekiwania pani z okienka spisywala moje dane i meza. Wkoncu ktos przyszedl, zbadano mi cisnienie....bylo ok 170/130, dokladnych liczb nie pamietam...i wtedy wpadl jakis facet na oddzial, krzyczac ze jego zona rodzi w aucie. Zaczela rodzic w aucie gdy byli na miescie, a niestety w Paryzu sa straszne korki i zanim dotarli do szpitala to....lekarze powiedzieli ze jest juz zapozno zebybja wniesc do szpitala, musiala rodzic w aucie na szpitalym parkingu. Jej krzyki jeszcze bardziej podniosly mi cisnienie...pozniej widok worka na łozysko ktore lezalo na parkingu...myslalam ze snie! Takie akcje tylko mnie spotykaja. Wkoncu pielegniarka wrocila i znow zajelo sie mna, znow sprawdzila mi cisnienie i pobiegla zadzwonic po lekarza. Musialam oddac mocz do badania. I wkoncu zabrano mnie na gore. Moi znajomi nie mieli wstepu, wiec wrocili do wynajmowanego mieszkania zeby czekac na info od nas czy maja po nas przyjechac czy przywizc moje rzeczy. To byl hardcore. Pielegniarka kazala mi sie rozebrac i nalozyc szpitalna "pizamke" nasteonie musialam usiasc na samolocie. Przyszlo trzech ginekologow...facetow...! Moj maz stal oparty na sciane i na to wszystko patrzyl z takim spokojem! Zeby nie on to bym umarla ze strachu. 3 ginekologow badalo mnie jednoczesnie z kazdej strony. Polozna czyvtam.pielegniarka podawala mi cos, chyba kroplowke mi "montowala" na rece. Wtedy uslyszelismy pierwszy raz ten term "nadcisnienie ciazowe" i zakodowane pojedyncze slowa w mojej oszolomionej glowie "zakonczenie ciazy" , "zagrozenie zycia dziecka i mojego" . Cisnienie spadalo dzieki lekowi a po slowach lekarza znow wzrastalo. Lekarze powiedzieli ze musza najprawdopodobniejnjeszcze dzis zakonczyc ciaze. Ze dziecko trafi do specjalistycznego szpitala zajmujacego sie takimi wczesniakami! Coooooo? Halo! Jestem w 25 tyg, moje dzieciatko jest miniaturka noworodka a ja mam juz je urodzic? Na dodatek w obcym kraju! W miedzy czasie wykonywali telefony do tego szpitala. Powiedzieli mi ze za jakies 2 h karetka zawiezie mnie do niego. Poki co probowali ustabilizowac cisnienie. Monitorowali dziecko. To byl.jeden wielki matrix. Dalismy znac naszym przyjaciolom zeby poszli spac a rano zeby spakowali moje rzeczy i przywiezli. Jakie szczescie ze pojechalismy samochodem do tego Paryza! Czekajac na karetke musialam lezec. Nie moglam chodzic, wstawac, mialam lezec dla mojego dobra a przede wszystkim dla dziecka. Ja?! Ktora nigdy nie choruje, ktora nigdy nie lezala w szpitalu, nagle znalazlam sie w takiej sytuacji. Wkoncu przyjechala karetka, przeniesli mnie na inne lozko, przykryli kocem i wsadzili do karetki. Musialam lezec przypieta pasami..karetka na sygnale w centrum Paryza w sobote w nocy, gdzie odbywaly sie imprezki. Obok mnie siedzial maz i lekarka...(co sie dalej moge opisac pozniej bo teraz musze uciekac)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za historia! Totalna abstrakcja!

      Usuń
  9. Ja rodziłam w 32 tygodniu ciąży. I chociaż poród był szybki, a bólu nie było więcej niż przy miesiączce (godzina porodu maluszka o wadze 2200g) to bałam się okropnie. Bałam się o życie i zdrowie mojego dziecka.
    Bardzo ładnie to opisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Każda matka boi się czy z dzieckiem wszystko będzie dobrze! To jedna z naszych cech.

      Usuń
  10. Przede wszyskim fajnie ,ze ktos chce wysluchac Naszych historii porodowych :)Nie czesto to sie zdarza!Ja w pierwszej ciazy, majac 28 lat czulam sie w miare.Pozniej zlapalo mnie przeziebienie i tak zostalo do konca.Przez to musielismy z synkiem spedzic tydzien w szpitalu gdyz wszystko przeszlo na niego :( Dostawal antybiotyk,a oprocz tego mial zoltaczke.Ale wracajac do tematu :) Termin mialam na 30kwietnia.dzien wczesniej bylam u lekarza i podobno mialam skurcze ale ja czulam sie znakomicie.Nastepnego dnia byl 1maja i kazala mi pojdjechac na ktg.Pomyslalam,ze w zyciu i dopiero po wekendzie majowym.Nie mialam zamiaru tam spedzic chwili :)Jednak ktos u gory zadecydowal za mnie i stalo sie! Z 30 kwietnia na 1 maja w nocy o godz 2 dostalam skurczow.Trwaly co 5 min po kilka chwil.Stwierdzilam,ze skoro to pierwsza ciaza wole byc jednak pod opieka szpitala.Zajechalam kolo 3.30 i mialam 4cm rozwarcia.Ja twarda babka juz o 6 myslalam ze odjade.Bole niesamowite,wody nie odchodzily,a o 8 stwierdzili,ze przebija pecherz bo akcja wolna a bole masakryczne.Rece zaciskalam,chodzilam w bolu by szybko poszlo ale gdzie tam..Skurcz po skurczu sekunda po sekundzie,juz nie mialam jak oddychac.Chcieli mi zrobic cesarke ze wzgledu na wade serca ale moj kardiolog uznal ze tylko jesli zajdzie taka potrzeba ze wzgledu na komplikacje inaczej nie musze!Dodam,ze maz byl ze mna.Wahalam sie czy tego chce ale potem to juz nawet nie chcial wyjsc a i mi bylo wszystko jedno.Prosilam go by jednak zamilkl bo caly czas gadal,a ja czulam jakbym szczyty gor w bolach zdobywala.Do tej pory pamietam to uczucie.Myslalam i lekarze ze kolo 10 juz bede po ale nic bardziej mylnego.Bol jak otepialy juz nie mial jak rosnac,Kazali mi potem lezec na boku,wtedy byla masakra bo dziecko w koncu schodzilo.Cieszylam sie na mysl o jego narodzeniu,o chwili kiedy zobacze jego cudna buzke,malusie raczki..... kurde i sie wzruszylam znow :( Juz odlatywalam ,znieczulenia nie chcialam no bo jak tak by maz widzial,a niech wie,ze jestem twarda! W duszy modlilam sie o cud...staralam oddychac przy skurczach,czekalam kiedy te chwile nadejda.Wybila 11.45 i juz mialo dziecie wyjsc az tu nagle akcja sie zatrzymala.Lekarze uznali ze za duzo sie mecze i podali oksytocyne,ktora zadzialala dopiero po 20 min.I naszlo znow o 12.10.Kosmos i odlot ale szybka akcja,2 parcia,naciecie krocza i maluszek byl ze mna :) Nie myslalam o bolu gdy bolalo bo czekalam tyle lat na niego z powodu mojej choroby!Potem okazalo sie ze jeszcze skrobanie lozyska przede mna gdyz bylo postrzepione.Czulam sie jakby ktos mi wnetrznosci wyrywal od srodka.Bol masakryczny,bez znieczulenia i to samo przy szyciu!Pamietam kazde uklucie,tego sie nie zapomina jak niektorzy twierdza.Taki porod sie pamieta!!!Wazne,ze synek byl zdrowy i to najwazniejsze bo z nim moglam i te straszne bole znosic!!!..cd dalszy tym razem 2 ciazy nastapi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też czułam każde ukłucie igły! Nacinana nie byłam co prawda ale "naderwana" jak to powiedział lekarz. Sam śmiał się przy szyciu, że "będzie Pani wyglądać lepiej niż przed". Każdy poród jest inny, każda kobieta inaczej go odbiera i inne nią władają emocje - dlatego chciałam poznać Wasze historie :*

      Usuń
    2. A oto druga:) Porod z mlodszym synkiem :) A wiec!Termin porodu mialam na 25 stycznia.Czulam jednak wczesniejsze skurcze trwajace nawet kilka godzin.Bylo to przed sylwestrem i dzieki Bogu minelo :) Mozliwe ze do tego przyczynily sie nerwy poniewaz przyjacilka w tym samym czasie urodzila chorego synka,ktory zmarl.Nie potrafilam sie cieszyc swoim skarbem wowczas.W dodatku owinal sie pepowina i tak 3 miesiace chodzilam.Tydzien przed terminem porodu przywiozlam mame,ktora miala zostac ze starszym synkiem w razie co..Byl piatek 18 czulam sie swietnie.Pieklam,robilam salatki,co podeszlo.Nazajutrz mialam umyc glowe ale...hm no wlasnie.W nocy znow czulam dziwne skurcze jak w starym roku.Byly czestsze ale jakos do mnie nie przemawialy.Kiedy trwaly 2 godziny a zrobila sie6 postanowilam dzialac.Ogolilam co trzeba i nawet make up zrobilam bo nie chcialam wygladac jak nocny mar hehe.Maz stwierdzil ze zostanie w domu poki co.Az nagle ujrzalam krew i stwierdzilam ze faktycznie cos jest na rzeczy.Ze starszym synem bylo calkiem inaczej wiec i oczekiwalam innego biegu.Kolo 8 bylismy w szpitalu ale ja juz z auta nie potrafilam wysiasc.Nawet w drodze czulam sie dziwnie jakby dziecko sie rodzilo.Okazalo sie,ze mam 8cm rozwarcia.Moja mina bezcenna bo balam sie poprzedniego zdarzenia.kolo 8.40 zawiezli mnie na gore.Martwilam sie bo nikt mi nie zrobil usg a dziecko bylo zawiniete pepowina!Co ja przezywalam wtedy.Dzieki Bogu,ktory nade mna czuwal odwinal sie przed samym porodem:) Skurcze mialam co 1min wiec czas na oddech itp.Maz byl przy nie jak za pierwszym razem :) Nie byly az tak bolesne za co dziekowalam po cichu w duchu :)Byly do zniesienia,chyba z 5 razy mniejsza sila niz za pierwszym porodem.kolo 8.40 poczulam ze dziecko sie rodzi.Peklam tym razem wiec nikt nie musial mnie nacinac.Pamietam tylko straszny bol gdy glowka wychodzila,dziwne jakby poparzenie!O godzinie 9.45 po dwoch parciach synek byl na moich rekach:) Tak sie cieszylam ze wszytko sie udalo i skonczylo dobrze.Nawet lozysko sie samo urodzilo o co tez sie martwilam!Pare zszyc odczuwalnych i koniec!Polozna byla wspaniala,lekarz w sumie tez ale zanim urodzilam wszedl na dyzur oburzony ze od razu do porodu.Hm..dwuznaczny odbior.Ale nie mial duzo roboty przy mnie czego nie mogl powiedziec o kolejnym porodzie!Pogratulowal synka usmiechniety.Synek zdrowy najwazniejsze tylko cos z uszkami ma bo trabka mu sie zatyka.Sluch jest w granicach normy i slyszy a to najwazniejsze dla mnie jako dla Mamy.Kocham bardzo moich synkow i bez nich zycia sobie juz nie wyobrazam.Dlugo na nich czekalam ale bylo warto :)

      Usuń
  11. Coś pięknego. Cud zwany Nowym Życiem, aż mi się łezka zakręciła czytając. Życzę Wam samych radosnych dni :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Odpowiedzi
    1. Dziekuję :*
      I taka chudzinka już nie jestem - pracuję nad masą :)

      Usuń
  13. Pięknie i wzruszająco :)
    Nie będę Ci tu pisać o moim porodzie, jak chcesz to znajdziesz go u mnie, bo podzielony na 5 części ;)
    ale był szybki ;)
    Dzielną jesteś mamą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Jak tylko znajdę chwilę zajmę się lekturą u Ciebie!

      Usuń
  14. U mnie ten sam temat wczoraj:) dzieci to cud,nieustające kino domowe, niewiarygodna wręcz siła:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod każdym słowem!

      Usuń
  15. cudowny wpis:)) i piękne wspomnienie, którego nikt Ci nigdy nie odbierze:-) Też poród jest jednym z najlepszych moich wspomnień, bo to był dzień, którego nigdy ale to przenigdy nie zapomnę, to był mój dzień,a raczej nasz dzień:))) miesiąc temu minął rok :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My niebawem świętować będziemy 3 lata :)
      A jeszcze lepsze jest to,że Oliś urodził się w przeddzień naszej pierwszej rocznicy ślubu :)

      Usuń
  16. :D W życiu miałam 2 takie dni :D 27 listopada 2010 roku, kiedy urodził się mój synek oraz 7 maja 2014 roku, gdy urodziła się moja córeczka :D
    Pozdrawiamy
    Kamila J. z dziećmi :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Narodziny dziecka to magia :)
    Moja niestety przez cc, ale najważniejsze ze JEST :) Mój prywatny rozweselacz ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP