09:30:00

Podważanie autorytetu nauczyciela

Mogliście poczytać już o traktowaniu nauczyciela jako osobistej niani. Dziś temat z pogranicza. Gdyby  sięgnąć pamięcią wstecz… Kiedy sama byłam dzieckiem nauczyciel był AUTORYTETEM i nikt nie próbował tego podważać. Jego słowa rodzice brali na poważnie i liczyli się z nimi. Jak jest obecnie?
Podam kilka przykładów na podważanie kompetencji i autorytetu z własnego doświadczenia.

1. Nie jedno! Nie dwa! Dwadzieścia pięć! 
Masz w domu jedno, dwójkę czy trójkę dzieci. Niekiedy potrafią tak nabroić, że sam/sama nie masz już sił, a ręce opadają bo nie możesz ich okiełznać. Wyobraź sobie, że nauczyciel ma pod opieką 25 osób i nie może pozwolić sobie na to by zaczęły wchodzić mu na głowę i robiły wszystko na co mają ochotę. Musi mieć zawsze niespożyte pokłady cierpliwości, bo z pracą tą wiąże się ogromna odpowiedzialność. Nierzadko ma w grupie 2-3 dzieci z różnymi zaburzeniami tj. nadpobudliwość psychoruchowa.
Rodzicu! Nauczyciel to też człowiek, uszanuj to, że potrafi nad tym wszystkim zapanować. 

2. Przestrzeganie ogólnych zasad w przedszkolu.
W naszej placówce śniadania dzieci przynoszą z domu, obiad i podwieczorek zapewnia catering. Na każdym zebraniu powtarzamy, aby maluchy nie brały na śniadanie słodyczy, tłumaczymy to również podczas posiłków. Powód? Jedne maluchy patrzą na drugie z zazdrością, nie chcą jeść swoich śniadań, płaczą. Przecież nic się nie stanie, jeśli dzieci zjedzą łakocie w domu, po przedszkolu. Są rodzice, którzy jednak nie przyjmują tego do wiadomości „Bo moje dziecko nic innego nie je, więc niech zje chociaż to”, „Skoro jej to dałam to znaczy, że ma to zjeść, a pani niech zakazy daje swoim dzieciom”. Zabawy na placu: dzieci mogą bawić się korzystając tylko w odpowiedni, bezpieczny sposób z różnych urządzeń. Ale niektóre się buntują: „Mama mi pozwala huśtać się na stojąco”. Ale za bezpieczeństwo odpowiadam ja i to wobec mnie będą kierowane roszczenia, jeśli dojdzie do wypadku.
Rodzicu! I znowu: jak dzieci mogą szanować nauczyciela skoro on mówi jedno, a Ty robi drugie, podważając jego zdanie? Uczulaj dziecko, że podczas pobytu w przedszkolu powinno przestrzegać ogólnie obowiązujących zasad i słuchać opiekuna!

3. „Bądźmy na ‘Ty’” 
Nauczyciel raczej nigdy nie wyjdzie z taką propozycją, chyba, że spotyka się z rodzicami również prywatnie. W drugą stronę zdarza się to częściej, aczkolwiek przyznam, że nie zawsze ma to pozytywne skutki. Pierwsze moje doświadczenie w tej kwestii skutecznie zraziło mnie to takich relacji. Dlaczego? Rodzice dotąd bardzo sympatyczni i zawsze uśmiechnięci zaczęli się trochę zagalopowywać. Nie spotykałam się z nimi poza przedszkolem, więc w sumie nie wiem jacy byli prywatnie. Zaczęłam być traktowana jako indywidualna opiekunka dla ich dziecka, coraz więcej wymogów, pretensji, roszczeń. Z dnia na dzień pojawiały się coraz większe napięcia, zwłaszcza, gdy poruszany był temat niewłaściwego zachowania ich dziecka. Rozmowa jak z każdym innym rodzicem, wyjaśnianie sytuacji etc. Ich odpowiedź: „Wiesz co? Nie obraź się, ale to co Ty do nas mówisz my wpuszczamy jednym uchem, a drugim wypuszczamy, więc się nie produkuj na ten temat”. Albo teksty w stylu: „Szukaj jego spodenek, od tego tu jesteś” lub „Dzięki temu, ze płacę za przedszkole, Ty masz pensję”.
Rodzicu! Okaż nauczycielowi należyty szacunek nawet jeśli mówicie sobie po imieniu. Dziecko Cię obserwuje i powiela Twoje zachowanie, ucząc się wykorzystywania innych dla osiągania własnych korzyści. 

4. Rodzicom nie dogodzisz. 
Sytuacja 1. Na zewnątrz 20 stopni. Wiatr zerowy. Pozwalasz dzieciom zdjąć kurtki (ew. cieplejsze czapki) bo jest gorąco. Przychodzi rodzic: „Matko! Dlaczego ona bez kurtki? Jeszcze się przeziębi!”
Sytuacja 2. Na zewnątrz 15 stopni, ale chłodny wiaterek. Nauczyciel czuje po sobie, że lepiej mieć kurteczkę/bluzę, choćby rozpiętą. Przychodzi rodzic: „Dlaczego Pani nie zdjęła im kurtek, przecież się ugotują, jest tak ciepło.”
Rodzicu! Porozmawiaj z nauczycielem. Skąd możemy wiedzieć czy Twoje dziecko ma np. wrażliwe uszy. Gdy mówi, że jest mu gorąco bo biega, zazwyczaj mu wierzymy, a nasze decyzje dotyczące ubioru są przemyślane. Dzieci na placu rzadko są w bezruchu. Przedszkolak znów w kropce: Kto ma rację: rodzic czy nauczyciel?. 
Sytuacja 3. Przedszkole w małej miejscowości. Praktycznie poza sklepem zero atrakcji, aby poznać ciekawe zawody i miejsca. „Mało się tu dzieje”. Organizujemy więc raz w miesiącu wyjazd ( na ogół koszt symboliczny - 5 zł na transport.): do biblioteki, na pocztę, na komisariat policji, do OSP itd. Druga opcja: zapraszamy ekipę z przenośnym planetarium, teatrzyk… „Za dużo tu się dzieje. Co chwilę coś”.
Rodzicu: Jeśli początkowo zgadzasz się na jedną atrakcję miesięcznie – nie narzekaj. Jeśli nie odpowiada Ci to wyraź głośno swoje zdanie na forum, a nie za plecami. 


5. A mama powiedziała…
 Sytuacja 1: „A mama powiedziała, że ja nie muszę jeść.”
Sytuacja 2: „A mama powiedziała, że te obiady są niedobre.”
Rodzicu! Miej świadomość, że w tych dwóch sytuacjach lawinowo dzieci odsuwają talerze, bo ich mamy „też tak mówiły”. W końcu to Ty płacisz za obiady bez względu na to czy Twoja pociecha je zjadła czy nie. Nawet jeśli powiemy, że obiad jest smaczny dziecko nam nie uwierzy – wiesz, jakie mogą być dalsze konsekwencje? 
Sytuacja 3: „ A mama powiedziała, że mam zjeść śniadanie. Nie mówiła, że mam jeść obiad”.
Sytuacja 4: „A mama powiedziała, że mogę być w krótkim rękawku” – to nic, że nauczyciel ma długi rękaw i bluzę i nie jest mu gorąco. Słowo mamy jest święte. Rodzicu!! Uważaj co mówisz przy dziecku! Pisałam o tym już kiedyś u siebie
Sytuacja 5: „A mama powiedziała, że przedszkole jest po to, żebym się bawiła kiedy chcę”. Niedługo na porządku dziennym będzie „A mama powiedziała, że pani jest głupia i nie trzeba jej słuchać” albo „Mama powiedziała, że jest pani od tego jak chusteczka od smarkania”. A rodzic zareaguje na to: „Hi hi hi. Naprawdę tak powiedział? Hi hi hi”..

6. Wysiłek nauczyciela
Diagnozy – dla niepoinformowanych: to zestawienie umiejętności dziecka. Badaniu przedszkolak poddawany jest dwukrotnie w roku szkolnym po to, by ocenić jego umiejętności, postępy w rozwoju, wskazać mocne i słabe strony. Nie zajmuje to pięciu minut. Trzeba przeprowadzić różne testy, obserwacje, a następnie zrobić ocenę opisową, ewentualnie zaproponować czynności korekcyjno- kompensacyjne. Trwa to długo. Zwłaszcza zestawienie i podsumowanie. Do każdego dziecka musimy podejść indywidualnie.
Wręczamy rodzicom gotowe diagnozy i słyszymy: „A muszę to czytać, czy wystarczy podpisać?” albo „Kompletnie się z tym nie zgadzam bo w domu…” (my obserwujemy dziecko w przedszkolu, nie w domu) albo „Przeczytałam i to znaczy, że co? Że jest mądry czy nie?”
Rodzicu! Wykonujemy wszystkie powierzone nam obowiązki. Okaż trochę szacunku, bo zabieramy pracę do domu i spędzamy przy tym wiele wieczorów. Jeśli chcesz wypowiedzieć takie słowa, lepiej je przemilczeć. Przeczytaj ten dokument - czasami możesz dowiedzieć się o swojej córce lub synu czegoś, na co nie zwracałeś uwagi! Nie traktuj nas przedmiotowo: „nauczyciel musi być po to: żeby pilnować dzieci, gdy ja nie mogę oraz abym nie musiał wydawać swojej pensji na nianię”.

7. Dla dobra dziecka.
Modny temat: odroczenie dziecka od nauki w klasie 1. Jeśli mamy potwierdzone podejrzenia, że sześciolatek nie powinien jeszcze rozpoczynać nauki w szkole, bo ma wiele trudności i korzystniej będzie jeśli nadrobi je przez kolejny rok przygotowania przedszkolnego, sugerujemy rodzicom wizytę w poradni. Często są oburzeni. „Chcecie zrobić moje dziecko głupim?! Nie zgadzam się! W żadnym wypadku”. Idzie więc wspomniany 6-latek do szkoły, a po pół roku przychodzi rodzic i przeprasza. „Miała pani rację. On nie daje rady. Nie potrafi się skupić. Nie może usiedzieć na miejscu. W poradni zastanawiałyśmy się z psychologiem czy nie cofnąć go do zerówki, ale dla niego byłby to jeszcze większy cios, więc ma zwiększoną ilość zajęć korekcyjno-kompensacyjnych”.
Rodzicu! Jeśli dziecko będzie miało braki w 1 klasie, później będzie coraz gorzej je nadrobić! Jeśli kierujemy je do poradni to mamy ku temu POWAŻNY powód, a nie widzi-mi-się.
Podejrzenia zaburzeń. Słowa „Poradnia psychologiczno-pedagogiczna” działają na rodziców jak płachta na byka. Cel mamy jeden, dobro dziecka: szybka diagnoza = lepsze efekty pracy (wiemy jak to „ugryźć”). Są dzieci z zaburzeniami różnego typu: nadpobudliwość psychoruchowa, nadwrażliwość emocjonalna, dotykowa i wiele, wiele innych. Najczęściej nasze podejrzenia są potwierdzane – w końcu znamy się na tym.
Rodzicu! Nie myśl, że jeżeli kierujemy akurat Twoje dziecko do poradni to znaczy, że go nie lubimy czy uwzięłyśmy się na nim.

Kiedy zwracam rodzicom uwagę i słyszę w odpowiedzi: ale to „tylko” przedszkole zastanawiam się czy potrafią oni wybiegać myślami w przyszłość i znają związki przyczynowo-skutkowe. Przecież jeśli kilkulatek nie nauczy się odpowiedniej postawy wobec nauczyciela w przedszkolu, to później będzie „mądrzejszy” od tego, który przejmie nad nim opiekę w podstawówce (użyłam cudzysłowu, bo to ironia). A później słyszymy, że dzieci plują na nauczycieli, zakładają im kosze na głowy, rodzice idą do szkoły wykłócać się o oceny… Za moich czasów to było nie do pomyślenia, ale rodzice nam wpajali, że nauczyciela TRZEBA słuchać.
Moi drodzy: Jesteście dorośli – traktujcie innych z należytym szacunkiem i dawajcie dobry przykład pociechom, bo nie każda napotkana nauczycielka musi być sympatyczna dla Was, jeśli Wy nie jesteście mili dla niej (biorę pod uwagę oba moje tematy). Oczywiście przy Waszych pociechach zawsze będzie wypowiadać się odpowiednio, bo dla niej autorytet rodzica jest szalenie istotny, ale w rozmowach indywidualnych, może wyrazić swoje zdanie. :) Postępujcie tak by nie „wygłupić” dzieci, gdyż są sytuacje, w których maluch nie wie czy słuchać mamy i taty czy pani. WSPÓŁPRACUJCIE!

Podsumowując:
Rodzicu! Szanuj nauczyciela dziecka Twego bo możesz trafić na gorszego

Honorata - prywatnie mama dwójki maluchów, zawodowo - nauczycielka wychowania przedszkolnego i nauczania początkowego. Na blogu dzieli się pomysłami na kreatywne spędzanie czasu z dziećmi, Jest osobą aktywną, energiczną, pozytywnie nastawioną do świata i nieco szaloną. W pracy 100%  świadoma odpowiedzialności jaka na Niej spoczywa. Zapraszamy na Maluch w domu

07:43:00

Badania kontrolne dziecka - w naszej rodzinie to mus!

Przed wyjazdem naszykowałam całą furę leków; zarówno tych musowych jak i zapobiegawczych. Nigdy nie wiadomo co z tym naszym dzieckiem będzie się działo.
A niech go coś ugryzie albo pojawi się wysypka nie wiadomo skąd.
Oj tak, były przeboje zdrowotne były...

O lekach jednak nie chcę dziś Wam opowiadać bo każdy swą apteczkę kompletuje według własnych potrzeb i predyspozycji dziecka. Dzisiaj pragnę zwrócić Waszą uwagę na diagnostykę.

Ministerstwo Zdrowia zaleca wykonywanie badań bilansowych, potocznie po prostu "bilansu".
Oczywiście dziecko badane jest po urodzeniu, kolejne wizyty weryfikują postępy w rozwoju, wagę, wzrost czy szereg innych.
A co zrobić z takim ewenementem jak my?
Nie szczepimy i nie chodzimy regularnie na bilanse głównie ze względu częstych pobytów w szpitalu. Czy w związku z tym nie jestem w stanie sprawdzić czy wszystko w porządku?

Jestem!
Właściwie o tym jakie należy wykonać badania decyduje lekarz ale sami (bez skierowania) kontrolnie także możemy zbadać co w ciele naszego dziecka gra.

My regularnie robimy:
Morfologię (pełną) - to analiza wszystkich rodzajów komórek krwi. Dla nas to bardzo ważne badanie gdyż ocenia stan zdrowia, sprawdza czy w organizmie nie ma stanów chorobowych i czy nie zjawiła się dręcząca nas wiecznie anemia.

Badanie ogólne moczu - to podstawowe badanie w diagnostyce chorób nerek i dróg moczowych a także nieprawidłowości przemiany materii.  Dzięki temu badaniu wiemy czy z nerkami wszystko jest ok i czy dawki leków, które przyjmuje Oliwier są odpowiednie.

CRP - wskaźnik stanów zapalnych o różnym pochodzeniu

Witamina D metabolit 25 (OH) - witamina D wpływa na gospodarkę wapniowo-fosforanową. Chyba nie muszę wyjaśniać, że dzięki niej mamy prawidłową strukturę kości? Lekarze, położne i pielęgniarki trąbią o tym dużo - i bardzo dobrze! D3 to gwiazda wśród "D" :)  Jej prawidłowy poziom wspiera układ kostny, hormonalny, pokarmowy, mięśniowy, przekłada się na rozwój intelektualno-fizjologiczny - no cóż, nie da się bez niej normalnie funkcjonować. Niedobór może sprawdzić badanie a odpowiednią dawkę suplementu dobierze lekarz.
 
Najwięcej badań lekarze zlecają małym dzieciom, potem ta ilość spada. Nie znaczy to jednak, że WY drogie mamy nie powinnyście się o takie badania kontrolne dopominać. I tu wcale nie chodzi o moment kiedy dziecko choruje - takie badania można wykonać zawsze.

Co nam chodzi po głowie?
Alergia!

Coraz częściej diagnozuje się u dzieci alergie dosłownie na wszystko; jedzenie, pyłki, kurz, sierść zwierząt. Ślubny jest alergikiem i o tej porze roku bardzo cierpi. Gdy tylko wychodzi słońce i wszystko zaczyna pylić On modli się o deszcz. Oliwier też już miał przeboje pokarmowe i wydaje mi się, że i pyłki mogą Go drażnić. Gdybać to sobie mogę a najlepiej po prostu zrobić testy. Medycyna tak poszła do przodu, że wystarczy pobranie krwi i w laboratorium się ją męczy alergenami. Nie trzeba tak jak kiedyś tryliona wkłuć - co takiemu maluchowi moooże bardzo się nie spodobać!
Test ImmuPro300, wykrywa IgG przeciw 270 alergenom pokarmowym i można go wykonać już u dzieci powyżej 1,5 roku życia - dlaczego jeszcze tego testu nie zrobiłam? (Biję się w pierś i zaraz umawiam wizytę)  


Laboratorium Diagnostyka stworzyło pakiet badań dla dzieci, który umożliwia ocenę ogólnego stanu zdrowia, wykrycie stanów zapalnych, chorób pasożytniczych, alergicznych, niedoboru wit D i nietolerancji pokarmowej - no bardziej kompletnego pakietu nie znajdziecie! 


DIAGNOSTYKA to największa w Polsce sieć laboratoriów medycznych. W swojej ofercie posiada szeroki zakres badań laboratoryjnych dostępnych również bez skierowania lekarskiego. To aż 400 placówek w całej Polsce - na pewno gdzie w Waszej okolicy jest jedna!


Kochane moje!
Dzisiaj możecie skorzystać ze świetnej promocji, w ramach której można wykupić pakiet badań dla dziecka ze zniżką -65%

Taki pakiet obejmuje: glukozę, morfologię krwi pełnę, mocz – badanie ogólne, ASO (odczyn antystreptolizynowy), CRPIgE całkowite, przeciwciała anty-tTG IgA, TSH, witaminę D metabolit 25 (OH) i cholesterol całkowity.

Wystarczy kliknąć w link i pobrać bon zniżkowy www.kobietadiagnostyka.pl 


Z akcji Diagnostyki mogą skorzystać także kobiet planujących ciążę i będących już w ciąży - specjalne pakiety też są dostępne w tej akcji i obejmują szereg polecanych badań.

Dodatkową zachętą jest fakt, że osoby zarejestrowane mogą wygrać genialne nagrody:
- Voucher na  tygodniowy pobyt w dowolnie wybranym miejscu w Europie dla 2 osób o wartości 5000 PLN,
- 15 weekednów w SPA  dla dwóch osób w  hotelu Słoneczny Zdrój Medical Spa & Wellness w Busku-Zdroju,
- 3 vouchery na pobranie komórek macierzystych z krwi pępowinowej i preparatykę metodą tradycyjną
- 3 tablety IPAD AIR 2 4G 16 GB

Sama się łaszę na wczasy więc na pewno skorzystam i Was też namawiam. W końcu pobranie kuponu nie zobowiązuje do zapisania się na wizytę a i tak bierze udział w losowaniu nagród :)

Choć do pilnowania tego co najważniejsze - zdrowia własnego dziecka - chyba nie trzeba Was zachęcać?

10:00:00

(Jeszcze) nauczyciel czy (już) osobista niania?

Kochani zapraszam dziś na pierwszą część gościnnych występów Honoraty z bloga Maluch w domu, Jako, że my na urlopie oddaję część swojej internetowej przestrzeni :)

Jestem nauczycielką wychowania przedszkolnego. Mam osiem lat doświadczenia w pracy z dziećmi a od pięciu pracuję w zawodzie. Lubię to co robię, więc nie chciałabym narzekać. Owszem, są dzieciaki kochane, ale są i takie, które potrafią dać w kość. Ten post będzie jednak oscylował wokół ich rodziców. Dlaczego? Bo dla dobra malucha bardzo istotna jest poprawna relacja na linii nauczyciel-rodzic.

Najpierw kilka słów o tym, co irytuje mnie najbardziej. Nauczyciel, zwłaszcza w przedszkolu jest traktowany bardziej jako niania, a nie fachowiec w swojej dziedzinie. Przedszkole postrzegane jest jako przechowalnia dla dzieci, a nie instytucja opiekuńczo-wychowawcza, gdzie maluchy przychodzą nie tylko pobawić się, ale również nauczyć wielu rzeczy. Rodziców nie można szufladkować.

Opiszę Wam jednak w oparciu o własne doświadczenie przykładowe relacje i różne sytuacje, spotykające mnie na co dzień w pracy, świadczące o dostosowywaniu pracy nauczyciela do swoich osobistych wymogów.

1. Życie prywatne nauczyciela jest nieistotne. 
Sytuacja 1.  „Wiem, że przedszkole jest czynne do 16. Która jest? 19? Miałem awarię w pracy. Dzwoniła pani 50 razy? Nie odbierałem telefonu, bo nie mogłem. Dlaczego sam nie zadzwoniłem? Ach, taka praca”. Nieistotne , że trójka dzieci nauczyciela jest w domu bez opieki, a najstarsze ma 7 lat. Ważne, że akurat dziecko tego pana miało zapewnioną opiekę i było bezpieczne. Szkoda tylko, że pan nie zdaje sobie sprawy, że dziecko mogłoby trafić nawet do pogotowia opiekuńczego.  
Rodzicu! 
ZAWSZE poinformuj nauczyciela o spóźnieniu, bo później możesz mieć niepotrzebne problemy. 
Sytuacja 2.  „Mam godzinę spóźnienia, bo musiałam zrobić zakupy. Z dzieckiem to już nie to samo. Rozumie pani?” Oczywiście, podjadę do domu po swoje, podrzucę je pani i też pojadę sobie po zakupy, bo w chwili obecnej musiałam ziemię i niebo poruszyć, żeby skombinować opiekę dla mojego dziecka. Ale, pani zakupy przecież są ważniejsze.  
Rodzicu! Traktuj nauczyciela poważnie i bierz pod uwagę, że też może mieć plany i inne zobowiązania. Tłumaczenie się zakupami to nie wypadek losowy i jest żenujące. 
Sytuacja 3. Uroczystości okolicznościowe. „W godzinach otwarcia przedszkola? Ale ja jestem w pracy. Nie można zrobić tego wieczorem albo w weekend?”  
Rodzicu! Czy bierzesz pod uwagę, że ja w ramach występu muszę przyjść „DO pracy” dodatkowo „PO pracy”, zamiast odpoczywać po ciężkim dniu w domu, patrząc na swoje dzieci?   

2. Tak, moje dziecko jest samodzielne! 
Jednym z podstawowych wymogów przyjęcia do przedszkola jest komunikowanie swoich potrzeb, zwłaszcza fizjologicznych. Przy zapisie, każdy rodzic oświadcza, że dziecko zgłasza, że musi iść do toalety. Przychodzi wrzesień – wiadomo: jest stres, nowe otoczenie – może się zdarzyć. Sytuacja trwa tydzień, dwa, trzy – mama twierdzi „W domu to się nie zdarza”, trwa miesiąc, dwa miesiące po kilka razy dziennie: „Znowu się zsikał? Może pani go nie dopilnowała”, „Może robi to pani złośliwie?”. Wreszcie po setnej parze mokrych ubrań rodzić oświadcza: „No bo… my w domu to mu jeszcze pieluszkę zakładamy, ale musieliśmy dać go do przedszkola, gdyż nie mielibyśmy co z nim zrobić w godzinach pracy”.  
Rodzicu! Mamy pod opieką wiele innych dzieci, nie możemy pytać indywidualnie każdego czy chce siusiu. Owszem, zwracamy uwagę na najmniej samodzielne maluszki, pytamy je częściej. Prosimy dzieci by poszły do toalety przed zajęciami, po zajęciach, przed wyjściem na spacer, po powrocie, przed obiadem, po obiedzie, przed leżakami, po leżakach, po podwieczorku, w trakcie zabaw dowolnych czy podczas pobytu na placu. Pytamy 20x dziennie. Niektóre wręcz zaprowadzamy do toalety, więc nie miej do nas pretensji, że Twoja pociecha znów się zmoczyła.  Są grupy, gdzie nie ma tzw. pomocy nauczyciela. Wszystko w rękach jednego dorosłego. Myślałeś kiedyś o tym, że idąc do toalety z jednym dzieckiem, które trzeba przebrać (czasami umyć!) nauczyciel musi zostawić całą grupę bez nadzoru? Przecież nie zabierze wszystkich do łazienki. Znasz wyobraźnię kilkulatków? Wiesz ile potrzeba im czasu na zbrojenie czegoś? Dzwonić po rodzica w takiej sytuacji czy nie? Jeśli jest w pracy to mam być bez serca i zostawić dziecko z kupą dopóki go ktoś nie odbierze, pozwalając wypełnić pomieszczenie cudownym aromatem? Dlatego zawsze mów prawdę: „Tak, zdarzy mu się sikać w majtki. Zapomina się. Proszę zwracać mu uwagę częściej.”  

3. MOJE dziecko
Np. „Moje dziecko wraca do domu bardzo spragnione” – do śniadanka, obiadu i podwieczorku jest napój. W przerwach między zajęciami pytamy czy ktoś chce pić. W czasie upałów, zabieramy dużą butlę picia i kubki jednorazowe na plac zabaw.
Rodzicu! Jeśli Twoje dziecko nie chce pić – jak mamy je zmusić? Stać tylko przy nim cały dzień czy biegać za nim z kubeczkiem? „Moje dziecko miało poplamiony od farby rękawek/niedomyte rączki/było pomalowane za uchem” – wypadki przy pracy się zdarzają. Gdy dzieci mają np. pędzle w ręce czasami dzieją się cuda. Nie jesteśmy w stanie upilnować w pojedynkę 25 malujących dzieci. Farbka zejdzie w praniu. A rączki? Przedszkole uczy rozwoju samodzielności, dzieci myją się same, jednak najmniej samodzielnym pomagamy. Przy takiej grupie czasem można przeoczyć niedomyty ślad.
Rodzicu? Czy my wypominamy Tobie, że dziecko przychodzi z domu z porysowanymi od długopisu rączkami aż po łokcie? 
 
4. Sto pytań
Odbierasz pociechę z przedszkola. Nie pytasz jak minął dzień, tylko kierujesz pierwsze pytanie do jego wychowawcy – zjadł obiad? Ile?   
Rodzicu – czy kiedykolwiek przyszło Ci do głowy, że nauczyciel ma sto innych obowiązków poza zaglądaniem dzieciom do talerza i zapamiętywaniem ile z niego ubyło? Owszem, zwracamy uwagę czy ktoś je, czy odsuwa cały talerz, zachęcamy do spróbowania (nie zmuszamy!), ale czy zawsze musimy pamiętać który maluch jadł danie z sosem, a który bez i czy zjadł całe mięso lub zupę? Jeśli Twoja pociecha nic nie zjadła, same o tym poinformujemy.  

Gdzie (ew. czy to) rzeczy mojego dziecka? Zima. Wracamy ze spaceru. Szatnia jest mała, każde dziecko ma swój wieszak i półkę na buty. 25-ka rozbiera się równocześnie. Czapki, szale, rękawiczki, kurtki, bluzy, spodnie zimowe latają we wszystkich kierunkach – od razu widać czy dziecko w domu pilnuje porządku po powrocie ze spaceru czy wszystko robią rodzice. Prosimy, aby każdy ułożył swoje rzeczy. Niejednokrotnie, jeśli same nie pamiętamy 10-15 minut tracimy na podnoszenie rzeczy i odnajdowanie ich właściciela, bo nie zawsze ma on ochotę zgłosić, że akurat ta rzecz należy do niego. Ba, są sytuacje, gdy przedszkolak ma 3 pary spodni – jedne do przedszkola, drugie gdyby był mróz, a trzecie gdyby spadł jeszcze śnieg, a wieszak jeden, na którym trzeba wszystko zmieścić. Realne? Nie zawsze. Na ogół rzeczy są poskładane pod wieszaczkiem, wystarczy się schylić i zobaczyć. A pytanie – „w czym moje dziecko przyszło dziś do przedszkola?” lub  „Czy to należy do mojego syna bo ja nie wiem” czasami osłabiają. Ale pomagamy na miarę możliwości.
Rodzicu! Nie wyręczaj w domu dziecka. Ucz go wkładać czapkę, szal i rękawiczki do rękawa kurtki, a rzeczy odkładać na właściwe miejsce.  

Czy mogłaby Pani… - „Podać jej leki, bo ma alergię?” – absolutnie nie. Nie mamy takich kompetencji by podać dziecku jakikolwiek lek;
- „Kremować mu ręce 5x dziennie?” – owszem, mogę przypomnieć, aby dziecko smarowało rączki po umyciu, jeśli ma bardzo wysuszoną skórę, jeśli będę miła;
- „Odwieźć moje dziecko do domu po pracy? Drugi maluszek jest chory i nie mam go z kim zostawić” – nie. Jestem odpowiedzialna za dziecko tylko podczas jego pobytu w placówce.
 - „Uczesać moją córkę, bo nie zdążyłam?” – Tak, każdemu może się przytrafić, że zaśpi, ale jeśli to się zdarza nad wyraz często to coś musi być nie tak… Czasem zdarza się, że nawet nie mam nawet grzebienia czy gumki to skąd mam je wziąć? Wyczarować czy nosić zestaw awaryjny przy sobie?
- „Uszykować śniadanko mojemu synkowi? W śniadaniówce ma osobno masełko, szyneczkę, serek, bułkę i ogórek.” – Hm… A dlaczego to wszystko nie zostało przyszykowane w domu? Chyba więcej czasu zajmuje pakowanie wszystkiego z osobna, niż posmarowanie i obłożenie bułki. A jeśli 15 rodziców mnie o to poprosi, (bo skoro zgodziłam się raz, to mogę szykować też innym)? Ile czasu mi to zajmie? Nieważne? I wtedy myślę – czy ja jestem nauczycielką, pomocą kuchenną czy kimś innym?
- „Zostawiam krem z filtrem, proszę smarować dziecko przed wyjściem” – powiedziało 15 rodziców i zostawiło kremy na parapecie (niepodpisane, każdy z innym filtrem), albo włożyło dziecku do plecaka i kazało mu pamiętać (a przychodzi co do czego i pretensje do nauczyciela, że nie wiedział o kremie). Czy smarujemy? Smarujemy. Dlaczego krem tak szybko został zużyty? A dlatego, że nauczyciel obrócił się, aby posmarować innego malucha, a drugi spryciarz wycisnął na siebie pół innej tubki, albo zdążył posmarować 5 kolegów (przecież nie mamy 10 par oczu).  
Rodzicu! Przemyśl swoje prośby po 3x zanim je wypowiesz i pomyśl jak Ty byś się czuł zarzucany nimi każdego dnia, przez 20 rodziców, z których każdy chce czegoś innego.  

5. Choroby dzieci. To nagminne, że rodzice przyprowadzają chore dzieci. Nagle wszystkie mają alergie, która jeśli się nie rozwinie, zaskakująco szybko przechodzi. Kaszel i katar alergiczny można odróżnić. Ale przecież „taniej” jest przysłać dzieci do przedszkola niż wynająć opiekunkę, bo nauczyciel to nie lekarz i nie zna się. Co z tego, że inne dzieci zachorują? A Panie? Przecież one są ze stali, a nawet jeśli nie są, to ktoś musi pilnować przedszkolaków. Jeśli nie ma zastępstwa, to po co mają odleżeć grypę przyniesioną z przedszkola?
Rodzicu! Masz nas w garści bo odmówić przyjęcia dziecka możemy tylko w ściśle określonych wypadkach (kilku), ale pamiętaj, że opiekunowie zarażonych dzieci prędzej czy później dowiedzą się kto przynosi choróbska i mogą nie być tak tolerancyjni jak my! 


Jak widzicie, w naszym przedszkolu jesteśmy bardzo wyrozumiałe i tolerancyjne. Czasami wydaje mi się, że aż nadto. Doświadczenie uczy nas jednak asertywności. Dla nas ważne jest dobro dzieci, ale pamiętajcie, że każdy ma granice cierpliwości. Weźcie pod uwagę, że dla nauczyciela najważniejsze jest DZIECKO, a nie wygoda rodzica. Pamiętajcie, że oprócz Waszej pociechy mamy pod opieką ponad dwudziestkę innych (co wiąże się z tym, że część pozostałych rodziców może mieć do nas także specyficzne prośby), a musimy mieć czas na realizację swoich obowiązków i zaplanowanych zajęć. Oczywiście, że możecie dzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami, pomysłami czy zastrzeżeniami. Na pewno je uwzględnimy i postaramy się znaleźć złoty środek. Jednak nie narzucajcie nam swojej woli na zasadzie „Pan każe sługa musi”!


Honorata - prywatnie mama dwójki maluchów, zawodowo - nauczycielka wychowania przedszkolnego i nauczania początkowego. Na blogu dzieli się pomysłami na kreatywne spędzanie czasu z dziećmi. Jest osobą aktywną, energiczną, pozytywnie nastawioną do świata i nieco szaloną. W pracy w 100% świadoma odpowiedzialności jaka na niej spoczywa. Zapraszamy na blog!

09:52:00

Zabawki w podróży - nasz niezbędnik

Było o książkach, które są najlepszym towarzyszem Olsiowych wojaży.
Jednak zabawy też się trochę małym podróżnikom należy dlatego zabieramy kilka innych rzeczy :)


Sprawy organizacyjne - coś do przechowywania i użytku

* PLECAK Go-Vinci (Mini Podróżnik)
Nie ma podróży bez odpowiedniej walizki czy plecaka. Wybraliśmy więc dla Olisia genialny produkt firmy Benbat. Oryginalny i praktyczny - spójrzcie na ten kolor!

Plusy naszego cuda:
- dużo miejsca do przechowywania niezbędnych rzeczy małego podróżnika
- solidny i wykonany z materiałów wysokiej jakości a do tego lekki!
- łatwy do czyszczenia
- wygodne, miękkie szelki
- ma wszyte odblaskowe taśmy (co dla nas było bardzo ważne!)
- usztywniony tył
- może pełnić rolę stoliczka (to przetestujemy w podróży:)
- jest przenośną galerią prac dziecka (ma z przodu "ramkę" na obrazki)
 Jedynym minusem może być cena ale uwierzcie, jest wart!

Benbat to nie tylko plecaki, to marka która szczegółowo dopracowuje każdy swój produkt. Kolorowe produkty nadają codzienności intensywnego koloru a dzieci zachęcają do zabawy i użytku. Firma tworzy innowacyjne serie, z którymi polecam się zapoznać. 
Yummigo to walizeczka i krzesełko w jednym - widzieliście kiedyś takie cudo? Ba, i cena jest rozsądna biorąc pod uwagę wysoką jakość i wielofunkcyjność produktu. 
Travel friends to totalny hicior: wesołe zagłówki o unikalnym kształcie, idealnie dla szyi i główki małego dziecka. Ogrom kształtów najróżniejszych zwierząt sprawi, że każdy mały podróżnik znajdzie coś dla siebie.
Bubble Dream to coś co mi spędza sen z powiek - że też nie kupiłam tego cuda! To osłonka z filtrem UV i odblaskowymi kółeczkami. Mało tego; odkryłam że Oliś nie ma takiej osłonki bo poprzednia uległa "awarii" i kicha - będzie trzeba coś na trasie kupić :/

* Bidon Tum Tum (MiniPodróżnik)
Fantastyczny bidon na wodę dla starszaków. Solidny i pięknie wykonany! Jest ze stali, więc nie chłonie zapachów - łatwy w czyszczeniu. Oczywiście wybieram tylko takie butelki, które nie pozwalają na wylewanie się zawartości - i ten właśnie taki jest. Pojemność 400ml
Produkty Benbat, Tum Tum i wiele innych możecie kupić w sklepie dla małych podróżników MiniPodróżnik - zachęcam! Wybór na prawdę ogromny i znajdziecie tam dokładnie wszystko czego potrzeba dziecku na wojaże.
*Bidon Nuby (ToysPlanet)
Bidon o genialnym ergonomicznym kształcie z silikonową słomką. Oczywiście słomka zbudowana tak, by nic nie przeciekało. Świetny produkt w rewelacyjnej cenie (niecałe 10zł!) 

*Pojemniki
Jedzonko różnych rodzajów i konsystencji zawsze pakuję do osobnych pojemników. Suche oddzielnie od wilgotnych i mokrych, itd - ale tego nie muszę Wam przecież tłumaczyć :)



Do tulenia i zabawy - niezawodni towarzysze

*Panda od Habu Habu
Poducho-maskotka bo i do przytulania i do zabawy i do spania! Od razu przypadła Oliwierowi do gustu; wyściskał ją i wycałował :) Uszyta bardzo dokładnie z dbałością o detale. W jej "podbite" oczka można się zapatrzeć - słodka jest. A może to ja uwielbiam pandy po prostu? W każdym razie nasza jest jedną z wielu cudowności, które znajdziecie u Habu Habu (tam także kocyki, przytulanki, zestawy czapka+komin i wiele innych) Z czystym sumieniem mogę polecić! Użytkownik też ;)

*Nasz Mimu
Bez Mimu nie ma wyjazdu - żadnego. On musi jechać z nami i basta! Wielka miłość naszego syna!

* Plastiki :P
Minionki królują od długiego czasu w naszym domu więc nie może ich zabraknąć w podróży. Klaszczą, gadają i broją - idealni towarzysze :)  Krowa, świnka i jaszczur w każdej kąpieli muszą być a traktor i dino będą dzielnie ganiać po plaży :D  Oczywiście gdyby któreś z nich się zgubiło mamy telefon - można wzywać pomoc... Hi hi hi




* Lekki plecaczek ala harcerski
Upolowany w sh, uwielbiam go :) Ideolo na wycieczkę po mieście.

* Ubierz misia
Mamy już taką układankę z dużym misiem, teraz dokupiłam małego miśka. Świetna zabawa na długi czas - razem z Olisiem ubieraliśmy misia i snuliśmy domysły co będzie robił, dokąd pójdzie i co czuje. Świetna zabwka!

* Tablica wielofunkcyjna
Na kredę i magnesy, z możliwością rysowania pisakiem po białej części. Kupiona na allegro dawno temu więc sprzedawcy Wam nie podam. Ma luźne elementy, z których można składać obrazki.



Wszystko byleby nie używać tableta!
Ha i tak go nie bierzemy bo zepsuty :P

Książki już były a teraz powiedzcie kochani jakie zabawki są Wam niezbędne w podróży?
Używacie zagłówków? (Oli ich nie znosi)

09:49:00

Z dzieckiem w kuchni

Czas spędzony z dzieckiem w kuchni zapadnie w Waszej pamięci na długo - gwarantuję!

Gdy Oliwier zaczął przejawiać zainteresowanie gotowaniem miałam obawy czy pozwolić mu w przygotowaniach. Mikser, nóż czy gorący garnek to przecież niebezpieczne rzeczy.
Doszłam w końcu do wniosku, że może On tylko zyskać, a ja przecież i tak będę Jego poczynania nadzorować - więc co może mu się stać?

Zostawiłam mu pole do popisu; sam tłucze kotlety i je przyprawia, miksuje ciasto, miesza składniki na patelni. Fakt, czasem pieprz i papryka wychodzą nam nosem a bałagan sprzątam długo po posiłku ale warto :)

Gotowanie z dzieckiem to wspaniała sprawa, zarówno dla dzieci jak i rodziców - kto spróbował ten na pewno potwierdzi!  (potwierdzają to również psychologowie!)

ZABAWA

Kuchnia jest dla malucha jak laboratorium, piaskownica i poligon doświadczalny w jednym. Dlaczego twardy makaron robi się miękki, ciasto rośnie a herbata barwi wodę? To tylko 3 z setek pytań, które usłyszysz i 3 reakcje, które Twoje dziecko będzie z przejęciem obserwować.
Ubijanie, mieszanie i rozgniatanie to świetna zabawa bo przecież gdy rączki brudne zawsze jest fajnie! U nas prym wiedzie mąka; Oliś przesiewa ją przez sitko, podsypuje pod ciasto i rozwala po kuchni bo przecież "jak to fajnie fruwa". Warto tu też wspomnieć o ćwiczeniu koordynacji ruchowej (np. przy przesiewaniu mąki czy wałkowaniu)

DUMA

Nie zapomnę nigdy jaka duma rozpierała mojego synusia gdy tata pochwalił Jego pierwsze kotlety (sam rozbijał tłuczkiem i doprawiał)! Takie wspólne gotowanie sprawia, że dziecko czuje się docenione, ważne i dorosłe bo w końcu wykonuje prace, które na co dzień należą do starszych. Pochwała od bliskich to najlepsza nagroda i mały kucharz na pewno będzie z siebie zadowolony, poczuje się ważny i wzmocni swoją samoocenę.

EDUKACJA

Możesz pomalutku wprowadzać dziecko w zagadnienia dotyczące zasad żywienia. My sobie opowiadamy o kolorach warzyw (np. skoro kolory są takie intensywne to muszą mieć dużo witamin, a jak będziemy jeść witaminki to będziemy duzi i zdrowi). Tłumaczę na co wpływają i jak "działają" poszczególne składniki naszych posiłków (mleczko na mocne kości, cytrynka żeby nie chorować, itd). Oliwier z uwagą słucha a teraz już sam zaczyna tłumaczyć co do czego :)

INTEGRACJA

Wspólne gotowanie to genialny sposób na wzmocnienie relacji dziecka z rodzicami i kreatywne spędzenie czasu. To zajęcie, które angażuje dwie strony, zmusza do współpracy i zachęca do zabawy. Jednak nie są to klocki, auta czy jedzenie "na niby" - to wyjątkowy rodzaj aktywności, za którą uczestnicy muszą wziąć odpowiedzialność. Nie muszę wybierać między zabawą z Olim a przygotowaniem obiadu - robimy obiad razem. Ja jestem zadowolona bo obiad zrobiony i On bo  spędza czas z mamą :)



Gotowanie z dzieckiem to wspaniałe rodzinne zajęcie! Trzeba jednak pamiętać o odpowiednim  przygotowaniu kucharzy i miejsca "pracy".

Nasze małe kuchenne BHP:

1. umyjcie ręce
2. możesz małemu pomocnikowi założyć fartuszek
3. z zasięgu rąk zabierz przedmioty, których nie chcesz dawać dziecku do użytku
4. możecie wspólnie wybrać przepis (zachęca to dodatkowo do współpracy)
5. jeśli dziecko stoi na krzesełku sprawdź czy jest wystarczająco stabilne
6. jeśli dajesz dziecku nóż pilnuj by nim nie wymachiwało i uczulaj, że kroi się nim tylko na desce
7. gdy coś wrzuca lub miesza na patelni/w garnku przypominaj do znudzenia, że naczynie jest gorące
8. nie wolno biegać i skakać podczas pracy w kuchni
9. mikser, blender czy maszynkę odłącz od prądu od razu po skończeniu pracy
10. przypominaj o tym, że piekarnik jest gorący!


Do jakich czynności możemy zatrudnić naszego pomocnika?
Jest to trochę zależne od dziecka, jego predyspozycji i Twojej odwagi, droga mamo :)

Oliwier mając 2 lata i 8mcy aktywnie wykonuje poniższe:

- myje warzywa i owoce
- używa miksera (przy niewielkiej pomocy mamy)
- wałkuje ciasto
- rozgniata składniki, które trzeba "zmielić"
- miksuje blenderem
- wycina kształty w cieście
- dekoruje ciasteczka, babeczki i ciasta
- dodaje składniki na patelnię i miesza
- rozbija mięso na kotlety i je przyprawia
- miesza sałatkę
- przesiewa mąkę przez sito
- nadzoruje moją pracę :)

A Wy pozwalacie dzieciom pomagać sobie w kuchni?
Macie sprawdzony sposoby na wspólne gotowanie?
Może jednak unikacie dodatkowego bałaganu i chaosu?
TOP