10:00:00

(Jeszcze) nauczyciel czy (już) osobista niania?

Kochani zapraszam dziś na pierwszą część gościnnych występów Honoraty z bloga Maluch w domu, Jako, że my na urlopie oddaję część swojej internetowej przestrzeni :)

Jestem nauczycielką wychowania przedszkolnego. Mam osiem lat doświadczenia w pracy z dziećmi a od pięciu pracuję w zawodzie. Lubię to co robię, więc nie chciałabym narzekać. Owszem, są dzieciaki kochane, ale są i takie, które potrafią dać w kość. Ten post będzie jednak oscylował wokół ich rodziców. Dlaczego? Bo dla dobra malucha bardzo istotna jest poprawna relacja na linii nauczyciel-rodzic.

Najpierw kilka słów o tym, co irytuje mnie najbardziej. Nauczyciel, zwłaszcza w przedszkolu jest traktowany bardziej jako niania, a nie fachowiec w swojej dziedzinie. Przedszkole postrzegane jest jako przechowalnia dla dzieci, a nie instytucja opiekuńczo-wychowawcza, gdzie maluchy przychodzą nie tylko pobawić się, ale również nauczyć wielu rzeczy. Rodziców nie można szufladkować.

Opiszę Wam jednak w oparciu o własne doświadczenie przykładowe relacje i różne sytuacje, spotykające mnie na co dzień w pracy, świadczące o dostosowywaniu pracy nauczyciela do swoich osobistych wymogów.

1. Życie prywatne nauczyciela jest nieistotne. 
Sytuacja 1.  „Wiem, że przedszkole jest czynne do 16. Która jest? 19? Miałem awarię w pracy. Dzwoniła pani 50 razy? Nie odbierałem telefonu, bo nie mogłem. Dlaczego sam nie zadzwoniłem? Ach, taka praca”. Nieistotne , że trójka dzieci nauczyciela jest w domu bez opieki, a najstarsze ma 7 lat. Ważne, że akurat dziecko tego pana miało zapewnioną opiekę i było bezpieczne. Szkoda tylko, że pan nie zdaje sobie sprawy, że dziecko mogłoby trafić nawet do pogotowia opiekuńczego.  
Rodzicu! 
ZAWSZE poinformuj nauczyciela o spóźnieniu, bo później możesz mieć niepotrzebne problemy. 
Sytuacja 2.  „Mam godzinę spóźnienia, bo musiałam zrobić zakupy. Z dzieckiem to już nie to samo. Rozumie pani?” Oczywiście, podjadę do domu po swoje, podrzucę je pani i też pojadę sobie po zakupy, bo w chwili obecnej musiałam ziemię i niebo poruszyć, żeby skombinować opiekę dla mojego dziecka. Ale, pani zakupy przecież są ważniejsze.  
Rodzicu! Traktuj nauczyciela poważnie i bierz pod uwagę, że też może mieć plany i inne zobowiązania. Tłumaczenie się zakupami to nie wypadek losowy i jest żenujące. 
Sytuacja 3. Uroczystości okolicznościowe. „W godzinach otwarcia przedszkola? Ale ja jestem w pracy. Nie można zrobić tego wieczorem albo w weekend?”  
Rodzicu! Czy bierzesz pod uwagę, że ja w ramach występu muszę przyjść „DO pracy” dodatkowo „PO pracy”, zamiast odpoczywać po ciężkim dniu w domu, patrząc na swoje dzieci?   

2. Tak, moje dziecko jest samodzielne! 
Jednym z podstawowych wymogów przyjęcia do przedszkola jest komunikowanie swoich potrzeb, zwłaszcza fizjologicznych. Przy zapisie, każdy rodzic oświadcza, że dziecko zgłasza, że musi iść do toalety. Przychodzi wrzesień – wiadomo: jest stres, nowe otoczenie – może się zdarzyć. Sytuacja trwa tydzień, dwa, trzy – mama twierdzi „W domu to się nie zdarza”, trwa miesiąc, dwa miesiące po kilka razy dziennie: „Znowu się zsikał? Może pani go nie dopilnowała”, „Może robi to pani złośliwie?”. Wreszcie po setnej parze mokrych ubrań rodzić oświadcza: „No bo… my w domu to mu jeszcze pieluszkę zakładamy, ale musieliśmy dać go do przedszkola, gdyż nie mielibyśmy co z nim zrobić w godzinach pracy”.  
Rodzicu! Mamy pod opieką wiele innych dzieci, nie możemy pytać indywidualnie każdego czy chce siusiu. Owszem, zwracamy uwagę na najmniej samodzielne maluszki, pytamy je częściej. Prosimy dzieci by poszły do toalety przed zajęciami, po zajęciach, przed wyjściem na spacer, po powrocie, przed obiadem, po obiedzie, przed leżakami, po leżakach, po podwieczorku, w trakcie zabaw dowolnych czy podczas pobytu na placu. Pytamy 20x dziennie. Niektóre wręcz zaprowadzamy do toalety, więc nie miej do nas pretensji, że Twoja pociecha znów się zmoczyła.  Są grupy, gdzie nie ma tzw. pomocy nauczyciela. Wszystko w rękach jednego dorosłego. Myślałeś kiedyś o tym, że idąc do toalety z jednym dzieckiem, które trzeba przebrać (czasami umyć!) nauczyciel musi zostawić całą grupę bez nadzoru? Przecież nie zabierze wszystkich do łazienki. Znasz wyobraźnię kilkulatków? Wiesz ile potrzeba im czasu na zbrojenie czegoś? Dzwonić po rodzica w takiej sytuacji czy nie? Jeśli jest w pracy to mam być bez serca i zostawić dziecko z kupą dopóki go ktoś nie odbierze, pozwalając wypełnić pomieszczenie cudownym aromatem? Dlatego zawsze mów prawdę: „Tak, zdarzy mu się sikać w majtki. Zapomina się. Proszę zwracać mu uwagę częściej.”  

3. MOJE dziecko
Np. „Moje dziecko wraca do domu bardzo spragnione” – do śniadanka, obiadu i podwieczorku jest napój. W przerwach między zajęciami pytamy czy ktoś chce pić. W czasie upałów, zabieramy dużą butlę picia i kubki jednorazowe na plac zabaw.
Rodzicu! Jeśli Twoje dziecko nie chce pić – jak mamy je zmusić? Stać tylko przy nim cały dzień czy biegać za nim z kubeczkiem? „Moje dziecko miało poplamiony od farby rękawek/niedomyte rączki/było pomalowane za uchem” – wypadki przy pracy się zdarzają. Gdy dzieci mają np. pędzle w ręce czasami dzieją się cuda. Nie jesteśmy w stanie upilnować w pojedynkę 25 malujących dzieci. Farbka zejdzie w praniu. A rączki? Przedszkole uczy rozwoju samodzielności, dzieci myją się same, jednak najmniej samodzielnym pomagamy. Przy takiej grupie czasem można przeoczyć niedomyty ślad.
Rodzicu? Czy my wypominamy Tobie, że dziecko przychodzi z domu z porysowanymi od długopisu rączkami aż po łokcie? 
 
4. Sto pytań
Odbierasz pociechę z przedszkola. Nie pytasz jak minął dzień, tylko kierujesz pierwsze pytanie do jego wychowawcy – zjadł obiad? Ile?   
Rodzicu – czy kiedykolwiek przyszło Ci do głowy, że nauczyciel ma sto innych obowiązków poza zaglądaniem dzieciom do talerza i zapamiętywaniem ile z niego ubyło? Owszem, zwracamy uwagę czy ktoś je, czy odsuwa cały talerz, zachęcamy do spróbowania (nie zmuszamy!), ale czy zawsze musimy pamiętać który maluch jadł danie z sosem, a który bez i czy zjadł całe mięso lub zupę? Jeśli Twoja pociecha nic nie zjadła, same o tym poinformujemy.  

Gdzie (ew. czy to) rzeczy mojego dziecka? Zima. Wracamy ze spaceru. Szatnia jest mała, każde dziecko ma swój wieszak i półkę na buty. 25-ka rozbiera się równocześnie. Czapki, szale, rękawiczki, kurtki, bluzy, spodnie zimowe latają we wszystkich kierunkach – od razu widać czy dziecko w domu pilnuje porządku po powrocie ze spaceru czy wszystko robią rodzice. Prosimy, aby każdy ułożył swoje rzeczy. Niejednokrotnie, jeśli same nie pamiętamy 10-15 minut tracimy na podnoszenie rzeczy i odnajdowanie ich właściciela, bo nie zawsze ma on ochotę zgłosić, że akurat ta rzecz należy do niego. Ba, są sytuacje, gdy przedszkolak ma 3 pary spodni – jedne do przedszkola, drugie gdyby był mróz, a trzecie gdyby spadł jeszcze śnieg, a wieszak jeden, na którym trzeba wszystko zmieścić. Realne? Nie zawsze. Na ogół rzeczy są poskładane pod wieszaczkiem, wystarczy się schylić i zobaczyć. A pytanie – „w czym moje dziecko przyszło dziś do przedszkola?” lub  „Czy to należy do mojego syna bo ja nie wiem” czasami osłabiają. Ale pomagamy na miarę możliwości.
Rodzicu! Nie wyręczaj w domu dziecka. Ucz go wkładać czapkę, szal i rękawiczki do rękawa kurtki, a rzeczy odkładać na właściwe miejsce.  

Czy mogłaby Pani… - „Podać jej leki, bo ma alergię?” – absolutnie nie. Nie mamy takich kompetencji by podać dziecku jakikolwiek lek;
- „Kremować mu ręce 5x dziennie?” – owszem, mogę przypomnieć, aby dziecko smarowało rączki po umyciu, jeśli ma bardzo wysuszoną skórę, jeśli będę miła;
- „Odwieźć moje dziecko do domu po pracy? Drugi maluszek jest chory i nie mam go z kim zostawić” – nie. Jestem odpowiedzialna za dziecko tylko podczas jego pobytu w placówce.
 - „Uczesać moją córkę, bo nie zdążyłam?” – Tak, każdemu może się przytrafić, że zaśpi, ale jeśli to się zdarza nad wyraz często to coś musi być nie tak… Czasem zdarza się, że nawet nie mam nawet grzebienia czy gumki to skąd mam je wziąć? Wyczarować czy nosić zestaw awaryjny przy sobie?
- „Uszykować śniadanko mojemu synkowi? W śniadaniówce ma osobno masełko, szyneczkę, serek, bułkę i ogórek.” – Hm… A dlaczego to wszystko nie zostało przyszykowane w domu? Chyba więcej czasu zajmuje pakowanie wszystkiego z osobna, niż posmarowanie i obłożenie bułki. A jeśli 15 rodziców mnie o to poprosi, (bo skoro zgodziłam się raz, to mogę szykować też innym)? Ile czasu mi to zajmie? Nieważne? I wtedy myślę – czy ja jestem nauczycielką, pomocą kuchenną czy kimś innym?
- „Zostawiam krem z filtrem, proszę smarować dziecko przed wyjściem” – powiedziało 15 rodziców i zostawiło kremy na parapecie (niepodpisane, każdy z innym filtrem), albo włożyło dziecku do plecaka i kazało mu pamiętać (a przychodzi co do czego i pretensje do nauczyciela, że nie wiedział o kremie). Czy smarujemy? Smarujemy. Dlaczego krem tak szybko został zużyty? A dlatego, że nauczyciel obrócił się, aby posmarować innego malucha, a drugi spryciarz wycisnął na siebie pół innej tubki, albo zdążył posmarować 5 kolegów (przecież nie mamy 10 par oczu).  
Rodzicu! Przemyśl swoje prośby po 3x zanim je wypowiesz i pomyśl jak Ty byś się czuł zarzucany nimi każdego dnia, przez 20 rodziców, z których każdy chce czegoś innego.  

5. Choroby dzieci. To nagminne, że rodzice przyprowadzają chore dzieci. Nagle wszystkie mają alergie, która jeśli się nie rozwinie, zaskakująco szybko przechodzi. Kaszel i katar alergiczny można odróżnić. Ale przecież „taniej” jest przysłać dzieci do przedszkola niż wynająć opiekunkę, bo nauczyciel to nie lekarz i nie zna się. Co z tego, że inne dzieci zachorują? A Panie? Przecież one są ze stali, a nawet jeśli nie są, to ktoś musi pilnować przedszkolaków. Jeśli nie ma zastępstwa, to po co mają odleżeć grypę przyniesioną z przedszkola?
Rodzicu! Masz nas w garści bo odmówić przyjęcia dziecka możemy tylko w ściśle określonych wypadkach (kilku), ale pamiętaj, że opiekunowie zarażonych dzieci prędzej czy później dowiedzą się kto przynosi choróbska i mogą nie być tak tolerancyjni jak my! 


Jak widzicie, w naszym przedszkolu jesteśmy bardzo wyrozumiałe i tolerancyjne. Czasami wydaje mi się, że aż nadto. Doświadczenie uczy nas jednak asertywności. Dla nas ważne jest dobro dzieci, ale pamiętajcie, że każdy ma granice cierpliwości. Weźcie pod uwagę, że dla nauczyciela najważniejsze jest DZIECKO, a nie wygoda rodzica. Pamiętajcie, że oprócz Waszej pociechy mamy pod opieką ponad dwudziestkę innych (co wiąże się z tym, że część pozostałych rodziców może mieć do nas także specyficzne prośby), a musimy mieć czas na realizację swoich obowiązków i zaplanowanych zajęć. Oczywiście, że możecie dzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami, pomysłami czy zastrzeżeniami. Na pewno je uwzględnimy i postaramy się znaleźć złoty środek. Jednak nie narzucajcie nam swojej woli na zasadzie „Pan każe sługa musi”!


Honorata - prywatnie mama dwójki maluchów, zawodowo - nauczycielka wychowania przedszkolnego i nauczania początkowego. Na blogu dzieli się pomysłami na kreatywne spędzanie czasu z dziećmi. Jest osobą aktywną, energiczną, pozytywnie nastawioną do świata i nieco szaloną. W pracy w 100% świadoma odpowiedzialności jaka na niej spoczywa. Zapraszamy na blog!

19 komentarzy:

  1. Widzę w Tobie, droga Honorato bardzo duże prawdopodobieństwo z moją mamą i to nie tylko jeśli chodzi o fach ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko z pozytywnej czy negatywnej strony? :-)

      Usuń
  2. Mogę się podpisać pod tym rękami i nogami. Mimo, że pracowałam krócej w zawodzie niż Ty to powyższych sytuacje ciągle się powtarzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie tak się rozpisałam, że post trzeba było podzielić, więc to nie wszystko co mam do powiedzenia :)

      Usuń
    2. dalszy ciąg niebawem :)

      Usuń
  3. Nic dodać, nić ująć - cała prawda... :( :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze przeczytać taki tekst. Przedszkole i przedszkolaki widziane okiem wychowawczyni.
    Może trafia tu rodzice, którzy posylaja swoje szkraby do przedszkola i przemyśla sobie pewny prośby i pytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może przeczytają, ale czy coś się zmieni? Na każdym zebraniu jak katarynki powtarzamy to samo.

      Usuń
    2. Takie spojrzenie "od kuchni" zawsze jest bardzo ciekawe dla widza. Osobiście jednak wątpię, że coś się zmieni :(

      Usuń
    3. Ja też wątpię, ale wiele zależy od charakteru. Gdybym jako rodzic przeczytała ten wpis na pewno przeanalizowalabym swoje zachowanie. Powiem szczerze, że gdy stawiam się na miejscu niektórych rodziców, to stwierdzam, że osobiście wstyd by mi było zwracać się z niektórymi bezsensownych rzeczami do nauczyciela. Może dlatego, że rozumiem ile to wysiłku upilnować, okiełznać i zaangażować tak duża grupę małych dzieci; może dlatego, że jestem bardziej empatyczna i szanuję prace innych, w jakimkolwiek zawodzie by nie pracowali; wreszcie może dlatego, że twardo stąpam po ziemi i jestem osobą logicznie myslącą? Przynajmniej mam takie odczucia.

      Usuń
  5. MASAKRA! Moja siostra też pracowała w przedszkolu i w żłobku, więc też nasłuchałam się różnych opowieści o rodzicach. Najbardziej mnie zmartwił punkt 2. Mój Krzyś tez ma iść do przedszkola od września. Jeszcze korzysta z pampersów. wiem, że aby chodzić do przedszkola musimy go tego oduczyć i mam nadzieję, że przez wakacje się uda. Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, ze oddaję do przedszkola mojego synka, a On nie umie korzystać z nocnika czy toalety i za każdym razem siusia w majty. Aż mi się przykro zrobiło jak sobie pomyślałam, że np. inne dzieci śmiałyby się z niego z tego powody, a zresztą pewnie i on czułby się niekomfortowo. I nie sądzę, że takie zestresowane dziecko później samo nauczy się wołać w momencie gdy mu się zachce.... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, nie zawsze jest tak, że możemy przeprać dziecko "po cichu". Czasem inne dzieci zauważają pierwsze, że ktoś ma mokre spodenki. Jedyne co możemy zrobić to tłumaczyć innym, że to nie powód do wyśmiewania, bo każdemu może się zdarzyć. Na szczęście u nas maluchy nie śmieją się i nie wytykają palcami kolegów. Pocieszę Cię - koleżanka przed pójściem syna do przedszkola oduczyła go sikania w pampersa w ciągu kilku dni. W takich sytuacjach potrzebna jest jednak pełna mobilizacja. Do września dużo czasu. W upały najlepiej puszczać synka bez pieluchy, aby przywykł.

      Usuń
    2. dokładnie tak też myślę, że jak kilka razy poczuję, że jest mokry, bo się zesika to się oduczy. Sporadycznie puszczam go po domu bez pampersa i raz się akurat zesikał, więc już mu to troszkę przeszkadzało i kazał się przebrać. Lato przed nami :) Damy radę :) Jak go posadzę na nocnik to ładnie siusia tylko problem jest właśnie z sygnalizowaniem, że mu się chce ;)

      Usuń
    3. Może warto by chodzil z tata i robił na stojaka? Oli spędza dużo czasu ze mną wiec pierwsze próby były na siedząco ale gdy zobaczył co robi tata był bardzo zafascynowany i teraz tez tak chce. Często udaje mu się całkiem samodzielnie i pęka wtedy z dumy

      Usuń
  6. A w regulaminie przedszkola nie ma takich rzeczy? Rodzice powinni podpisać, że zapoznali się z warunkami placówki. I wtedy można powoływać się na regulamin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są, ale nikt sobie z tego nic nie robi...

      Usuń
    2. Regulaminów szkolnych tez nikt nie czyta. Podpisuje się bo tak wymaga placówka a potem i tak robi swoje

      Usuń
  7. Genialny tekst! Powinien wisieć na tablicy informacyjnej w każdym przedszkolu :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

TOP