09:30:00

Podważanie autorytetu nauczyciela

Mogliście poczytać już o traktowaniu nauczyciela jako osobistej niani. Dziś temat z pogranicza. Gdyby  sięgnąć pamięcią wstecz… Kiedy sama byłam dzieckiem nauczyciel był AUTORYTETEM i nikt nie próbował tego podważać. Jego słowa rodzice brali na poważnie i liczyli się z nimi. Jak jest obecnie?
Podam kilka przykładów na podważanie kompetencji i autorytetu z własnego doświadczenia.

1. Nie jedno! Nie dwa! Dwadzieścia pięć! 
Masz w domu jedno, dwójkę czy trójkę dzieci. Niekiedy potrafią tak nabroić, że sam/sama nie masz już sił, a ręce opadają bo nie możesz ich okiełznać. Wyobraź sobie, że nauczyciel ma pod opieką 25 osób i nie może pozwolić sobie na to by zaczęły wchodzić mu na głowę i robiły wszystko na co mają ochotę. Musi mieć zawsze niespożyte pokłady cierpliwości, bo z pracą tą wiąże się ogromna odpowiedzialność. Nierzadko ma w grupie 2-3 dzieci z różnymi zaburzeniami tj. nadpobudliwość psychoruchowa.
Rodzicu! Nauczyciel to też człowiek, uszanuj to, że potrafi nad tym wszystkim zapanować. 

2. Przestrzeganie ogólnych zasad w przedszkolu.
W naszej placówce śniadania dzieci przynoszą z domu, obiad i podwieczorek zapewnia catering. Na każdym zebraniu powtarzamy, aby maluchy nie brały na śniadanie słodyczy, tłumaczymy to również podczas posiłków. Powód? Jedne maluchy patrzą na drugie z zazdrością, nie chcą jeść swoich śniadań, płaczą. Przecież nic się nie stanie, jeśli dzieci zjedzą łakocie w domu, po przedszkolu. Są rodzice, którzy jednak nie przyjmują tego do wiadomości „Bo moje dziecko nic innego nie je, więc niech zje chociaż to”, „Skoro jej to dałam to znaczy, że ma to zjeść, a pani niech zakazy daje swoim dzieciom”. Zabawy na placu: dzieci mogą bawić się korzystając tylko w odpowiedni, bezpieczny sposób z różnych urządzeń. Ale niektóre się buntują: „Mama mi pozwala huśtać się na stojąco”. Ale za bezpieczeństwo odpowiadam ja i to wobec mnie będą kierowane roszczenia, jeśli dojdzie do wypadku.
Rodzicu! I znowu: jak dzieci mogą szanować nauczyciela skoro on mówi jedno, a Ty robi drugie, podważając jego zdanie? Uczulaj dziecko, że podczas pobytu w przedszkolu powinno przestrzegać ogólnie obowiązujących zasad i słuchać opiekuna!

3. „Bądźmy na ‘Ty’” 
Nauczyciel raczej nigdy nie wyjdzie z taką propozycją, chyba, że spotyka się z rodzicami również prywatnie. W drugą stronę zdarza się to częściej, aczkolwiek przyznam, że nie zawsze ma to pozytywne skutki. Pierwsze moje doświadczenie w tej kwestii skutecznie zraziło mnie to takich relacji. Dlaczego? Rodzice dotąd bardzo sympatyczni i zawsze uśmiechnięci zaczęli się trochę zagalopowywać. Nie spotykałam się z nimi poza przedszkolem, więc w sumie nie wiem jacy byli prywatnie. Zaczęłam być traktowana jako indywidualna opiekunka dla ich dziecka, coraz więcej wymogów, pretensji, roszczeń. Z dnia na dzień pojawiały się coraz większe napięcia, zwłaszcza, gdy poruszany był temat niewłaściwego zachowania ich dziecka. Rozmowa jak z każdym innym rodzicem, wyjaśnianie sytuacji etc. Ich odpowiedź: „Wiesz co? Nie obraź się, ale to co Ty do nas mówisz my wpuszczamy jednym uchem, a drugim wypuszczamy, więc się nie produkuj na ten temat”. Albo teksty w stylu: „Szukaj jego spodenek, od tego tu jesteś” lub „Dzięki temu, ze płacę za przedszkole, Ty masz pensję”.
Rodzicu! Okaż nauczycielowi należyty szacunek nawet jeśli mówicie sobie po imieniu. Dziecko Cię obserwuje i powiela Twoje zachowanie, ucząc się wykorzystywania innych dla osiągania własnych korzyści. 

4. Rodzicom nie dogodzisz. 
Sytuacja 1. Na zewnątrz 20 stopni. Wiatr zerowy. Pozwalasz dzieciom zdjąć kurtki (ew. cieplejsze czapki) bo jest gorąco. Przychodzi rodzic: „Matko! Dlaczego ona bez kurtki? Jeszcze się przeziębi!”
Sytuacja 2. Na zewnątrz 15 stopni, ale chłodny wiaterek. Nauczyciel czuje po sobie, że lepiej mieć kurteczkę/bluzę, choćby rozpiętą. Przychodzi rodzic: „Dlaczego Pani nie zdjęła im kurtek, przecież się ugotują, jest tak ciepło.”
Rodzicu! Porozmawiaj z nauczycielem. Skąd możemy wiedzieć czy Twoje dziecko ma np. wrażliwe uszy. Gdy mówi, że jest mu gorąco bo biega, zazwyczaj mu wierzymy, a nasze decyzje dotyczące ubioru są przemyślane. Dzieci na placu rzadko są w bezruchu. Przedszkolak znów w kropce: Kto ma rację: rodzic czy nauczyciel?. 
Sytuacja 3. Przedszkole w małej miejscowości. Praktycznie poza sklepem zero atrakcji, aby poznać ciekawe zawody i miejsca. „Mało się tu dzieje”. Organizujemy więc raz w miesiącu wyjazd ( na ogół koszt symboliczny - 5 zł na transport.): do biblioteki, na pocztę, na komisariat policji, do OSP itd. Druga opcja: zapraszamy ekipę z przenośnym planetarium, teatrzyk… „Za dużo tu się dzieje. Co chwilę coś”.
Rodzicu: Jeśli początkowo zgadzasz się na jedną atrakcję miesięcznie – nie narzekaj. Jeśli nie odpowiada Ci to wyraź głośno swoje zdanie na forum, a nie za plecami. 


5. A mama powiedziała…
 Sytuacja 1: „A mama powiedziała, że ja nie muszę jeść.”
Sytuacja 2: „A mama powiedziała, że te obiady są niedobre.”
Rodzicu! Miej świadomość, że w tych dwóch sytuacjach lawinowo dzieci odsuwają talerze, bo ich mamy „też tak mówiły”. W końcu to Ty płacisz za obiady bez względu na to czy Twoja pociecha je zjadła czy nie. Nawet jeśli powiemy, że obiad jest smaczny dziecko nam nie uwierzy – wiesz, jakie mogą być dalsze konsekwencje? 
Sytuacja 3: „ A mama powiedziała, że mam zjeść śniadanie. Nie mówiła, że mam jeść obiad”.
Sytuacja 4: „A mama powiedziała, że mogę być w krótkim rękawku” – to nic, że nauczyciel ma długi rękaw i bluzę i nie jest mu gorąco. Słowo mamy jest święte. Rodzicu!! Uważaj co mówisz przy dziecku! Pisałam o tym już kiedyś u siebie
Sytuacja 5: „A mama powiedziała, że przedszkole jest po to, żebym się bawiła kiedy chcę”. Niedługo na porządku dziennym będzie „A mama powiedziała, że pani jest głupia i nie trzeba jej słuchać” albo „Mama powiedziała, że jest pani od tego jak chusteczka od smarkania”. A rodzic zareaguje na to: „Hi hi hi. Naprawdę tak powiedział? Hi hi hi”..

6. Wysiłek nauczyciela
Diagnozy – dla niepoinformowanych: to zestawienie umiejętności dziecka. Badaniu przedszkolak poddawany jest dwukrotnie w roku szkolnym po to, by ocenić jego umiejętności, postępy w rozwoju, wskazać mocne i słabe strony. Nie zajmuje to pięciu minut. Trzeba przeprowadzić różne testy, obserwacje, a następnie zrobić ocenę opisową, ewentualnie zaproponować czynności korekcyjno- kompensacyjne. Trwa to długo. Zwłaszcza zestawienie i podsumowanie. Do każdego dziecka musimy podejść indywidualnie.
Wręczamy rodzicom gotowe diagnozy i słyszymy: „A muszę to czytać, czy wystarczy podpisać?” albo „Kompletnie się z tym nie zgadzam bo w domu…” (my obserwujemy dziecko w przedszkolu, nie w domu) albo „Przeczytałam i to znaczy, że co? Że jest mądry czy nie?”
Rodzicu! Wykonujemy wszystkie powierzone nam obowiązki. Okaż trochę szacunku, bo zabieramy pracę do domu i spędzamy przy tym wiele wieczorów. Jeśli chcesz wypowiedzieć takie słowa, lepiej je przemilczeć. Przeczytaj ten dokument - czasami możesz dowiedzieć się o swojej córce lub synu czegoś, na co nie zwracałeś uwagi! Nie traktuj nas przedmiotowo: „nauczyciel musi być po to: żeby pilnować dzieci, gdy ja nie mogę oraz abym nie musiał wydawać swojej pensji na nianię”.

7. Dla dobra dziecka.
Modny temat: odroczenie dziecka od nauki w klasie 1. Jeśli mamy potwierdzone podejrzenia, że sześciolatek nie powinien jeszcze rozpoczynać nauki w szkole, bo ma wiele trudności i korzystniej będzie jeśli nadrobi je przez kolejny rok przygotowania przedszkolnego, sugerujemy rodzicom wizytę w poradni. Często są oburzeni. „Chcecie zrobić moje dziecko głupim?! Nie zgadzam się! W żadnym wypadku”. Idzie więc wspomniany 6-latek do szkoły, a po pół roku przychodzi rodzic i przeprasza. „Miała pani rację. On nie daje rady. Nie potrafi się skupić. Nie może usiedzieć na miejscu. W poradni zastanawiałyśmy się z psychologiem czy nie cofnąć go do zerówki, ale dla niego byłby to jeszcze większy cios, więc ma zwiększoną ilość zajęć korekcyjno-kompensacyjnych”.
Rodzicu! Jeśli dziecko będzie miało braki w 1 klasie, później będzie coraz gorzej je nadrobić! Jeśli kierujemy je do poradni to mamy ku temu POWAŻNY powód, a nie widzi-mi-się.
Podejrzenia zaburzeń. Słowa „Poradnia psychologiczno-pedagogiczna” działają na rodziców jak płachta na byka. Cel mamy jeden, dobro dziecka: szybka diagnoza = lepsze efekty pracy (wiemy jak to „ugryźć”). Są dzieci z zaburzeniami różnego typu: nadpobudliwość psychoruchowa, nadwrażliwość emocjonalna, dotykowa i wiele, wiele innych. Najczęściej nasze podejrzenia są potwierdzane – w końcu znamy się na tym.
Rodzicu! Nie myśl, że jeżeli kierujemy akurat Twoje dziecko do poradni to znaczy, że go nie lubimy czy uwzięłyśmy się na nim.

Kiedy zwracam rodzicom uwagę i słyszę w odpowiedzi: ale to „tylko” przedszkole zastanawiam się czy potrafią oni wybiegać myślami w przyszłość i znają związki przyczynowo-skutkowe. Przecież jeśli kilkulatek nie nauczy się odpowiedniej postawy wobec nauczyciela w przedszkolu, to później będzie „mądrzejszy” od tego, który przejmie nad nim opiekę w podstawówce (użyłam cudzysłowu, bo to ironia). A później słyszymy, że dzieci plują na nauczycieli, zakładają im kosze na głowy, rodzice idą do szkoły wykłócać się o oceny… Za moich czasów to było nie do pomyślenia, ale rodzice nam wpajali, że nauczyciela TRZEBA słuchać.
Moi drodzy: Jesteście dorośli – traktujcie innych z należytym szacunkiem i dawajcie dobry przykład pociechom, bo nie każda napotkana nauczycielka musi być sympatyczna dla Was, jeśli Wy nie jesteście mili dla niej (biorę pod uwagę oba moje tematy). Oczywiście przy Waszych pociechach zawsze będzie wypowiadać się odpowiednio, bo dla niej autorytet rodzica jest szalenie istotny, ale w rozmowach indywidualnych, może wyrazić swoje zdanie. :) Postępujcie tak by nie „wygłupić” dzieci, gdyż są sytuacje, w których maluch nie wie czy słuchać mamy i taty czy pani. WSPÓŁPRACUJCIE!

Podsumowując:
Rodzicu! Szanuj nauczyciela dziecka Twego bo możesz trafić na gorszego

Honorata - prywatnie mama dwójki maluchów, zawodowo - nauczycielka wychowania przedszkolnego i nauczania początkowego. Na blogu dzieli się pomysłami na kreatywne spędzanie czasu z dziećmi, Jest osobą aktywną, energiczną, pozytywnie nastawioną do świata i nieco szaloną. W pracy 100%  świadoma odpowiedzialności jaka na Niej spoczywa. Zapraszamy na Maluch w domu

20 komentarzy:

  1. Moja mama jest nauczycielem w szkole w klasach 1-3. Znam ten ból, kiedy czasem wraca i się wkurza, bo rodzice uważają, że to ona powinna wychowywać ich dzieci, a nie oni. Krew mnie czasem zalewa. Szkoda, że nauczyciele mimo swojej pracy nie są traktowani z szacunkiem tak, jak było to kiedyś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie coraz gorzej. W wieku 67 lat, nie wyobrażam sobie biegać za trzylatkami w przedszkolu.

      Usuń
    2. Mało, że biegać co znosić coraz więcej dziwnych próśb i żądań rodziców

      Usuń
  2. Zgadzam się z tym, ze rodzice powinni współpracować z nauczycielami, ale w drugą stronę też powinno to działać, a niestety nie zawsze tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Nie mogę wypowiadać się za innych nauczycieli, ale czasem ja wyciągam rękę a drugą strona obraca się plecami. Nie przeczę, ludzie są różni, może bywa podobnie w druga stronę.

      Usuń
    2. Ilu rodziców tyle opinii się znajdzie. Nie wszędzie też spotkamy nauczyciela z powołaniem :(

      Usuń
  3. Myślę, że największym problemem jest porozumienie pomiędzy rodzicem a nauczycielem. Przecież każdy z nas ma inne metody wychowawcze i nie da się stworzyć wzorca, którym będą posługiwać się wszyscy rodzice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Tylko nie wszyscy to rozumieją.

      Usuń
    2. Rodzic w domu swoje a nauczyciel swoje. Myślę, że nie ma w tym przypadku złotego środka i jeszcze długo go nie będzie.

      Usuń
    3. Dlatego trzeba rozmawiać, współpracować, a nie tylko kontaktować się przez "półsłówka" lub unikać jakichkolwiek konwersacji

      Usuń
  4. Pracowałam w przedszkolu ponad 4 lata i dobrze wiem o czym mówisz. Niestety zamiast lepiej to z roku na rok jest coraz gorzej. A podejście rodziców jest wręcz szokujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz większe wymagania od innych, coraz mniejsze względem siebie samych.

      Usuń
    2. Oliś jeszcze nie chodzi do przedszkola ale już się boję poszukiwań odpowiedniego miejsca. W końcu na nauczycieli też możemy trafić różnych. Nie tylko rodzice mają poprzewracane w głowach...

      Usuń
    3. Zgadzam się. Słyszałam o różnych przypadkach w mojej grupie zawodowej o których wstyd mówić!

      Usuń
  5. Relacja rodzic-nauczyciel ma zawsze dwie strony i to nie jest tak, że zawsze zły jest rodzic. Moje dziecko drugi rok chodzi do zerówki bo jako urodzony w drugiej połowie roku nie musiał iść do pierwszej klasy jako sześciolatek. Pierwszy rok w zerówce miał panią, która nauczyła dzieci wszystkich literek, dzieci umiały liczyć i wykonywać proste działania matematyczne. non stop uczyły się jakichś piosenek i wierszyków, miały mnóstwo występów i przedstawień, mnóstwo wycieczek i warsztatów. Pani była w świetnym kontakcie z rodzicami, również mailowym bo na bieżąco informowała nas co się dzieje. Drugi rok zerówki i zmiana pani. Moje dziecko gdyby nie praca w domu cofnęłoby się o rok. Dzieci prawie niczego się nie uczą, nie mają żadnych występów nie nauczyły się ani jednego wierszyka, sporadycznie syn zaśpiewa jakąś piosenkę. Kontakt z rodzicami jest prawie żaden. Nie powiem dzieci lubią panią, jest sympatyczna, miła, ale pod względem edukacyjnym średnio to wygląda. Tym niemniej zgodzę się, że wielu rodzicom w d....ch się poprzewracało i rzeczywiście traktują nauczyciela jak prywatną niańkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo właśnie o tym pisałam wyżej - nie zawsze to rodzic jest ten "zły" Wiem sama po sobie i swojej edukacji. Niektórzy nauczyciele skutecznie potrafią obrzydzić instytucję szkoły. Widzę, że będę musiała zrobić porządny wywiad środowiskowy zanim gdzieś Oliwiera poślę. Wrzesień tuż tuż ...

      Usuń
    2. Oczywiście też się zgadzam w stu procentach. Wszystko zależy od osobowości. Nauczyciele też nie są święci, jednak w tym poście przedstawiłam swój punkt widzenia poparty osobistym doświadczeniem. Wiem, że do ideału mi daleko, ale staram się traktować rodziców w taki sposób jakiego sama oczekiwałabym od wychowawcy własnego dziecka.

      Usuń
  6. O masakra jakie teksty rodzice ślą w kierunku nauczycieli..."płace za przedszkole, dzięki mnie masz pensje" co to jest?!
    Mam nadzieję, że jak będę mieć w domu przedszkolaka to nie będę sprawiała kłopotu swoim zachowaniem paniom z przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest rzeczywistość... Wielu postrzega nauczycieli jako "święte krowy", które przychodzą do pracy i nic nie robią. Pewnie są tacy, którzy mają ogromne doświadczenie i nie muszą codziennie przygotowywać się do zajęć, ale są i tacy którzy lubią odkrywać, wyszukują nowych sposobów zainteresowania dzieci podczas zajęć i angażują się całym sercem. Rodzic ma prawo mieć swoje oczekiwania i wymagania - trzeba tylko umieć przekazać je w odpowiedni sposób.

      Usuń
  7. Najbardziej podoba mi się podsumowanie, że można trafić na gorszego;). A tak na serio, to ja też jestem nauczycielką i mogę stwierdzić, że rzeczywiście wiele się zmieniło w relacji uczeń-nauczyciel oraz rodzic-nauczyciel od czasów moich lat szkolnych. Kiedyś nauczyciel był ostateczną wyrocznią, której opinia była niepodważalna - to tez nie było zbyt fajne, teraz natomiast nauczyciel ma mało do gadania. Trzeba by to jakoś wypośrodkować.A ja zapraszam dzisiaj do przeczytania czemu w końcu zdecydowałam się na Disqus oraz na Linkowe Party u Lifestylerki. To świetna okazja, żeby zaprezentować swojego bloga, przeczytać ciekawe artykuły oraz poznać świetne osoby. Serdecznie Cie zapraszam:).

    OdpowiedzUsuń

TOP