10:19:00

Ciepły, jesienny wiersz dla syna

Wspomniałam Wam kiedyś na fanpage, że odnalazłam swój młodzieńczy zeszyt z wierszami.
Tak, pisałam kiedyś
I jak na nastolatkę przystało były to raczej wiersze o miłości, marzeniach i temu podobne
Niektóre trochę prymitywne jak teraz na nie zerkam więc zeszyt leży i kurzy się dalej.

Nie od zawsze wiadomo, że Oliwier jest moją wielką inspiracją do wszelkich twórczości.
Powstało zatem kilka kolejnych wierszyków tym razem dla dzieci :)
Zaznaczyć muszę, że współtwórcą jest Oliwier bo to On narzuca temat na jaki mam pisać :)

Kariery tym nie zrobię ale gdy widzę Jego uśmiechniętą buzię gdy czytam coś co powstało specjalnie dla Niego to w nosie mam opinię znawców sztuki :P

Dzieci powinny jak najwięcej obcować z literaturą i o tym trąbić nie muszę.
Rymowane, zabawne wierszyki to właśnie to co lubią najbardziej, prawda?
Zachęcam też Was do tego by usiąść któregoś jesiennego wieczora i przy współpracy z dzieckiem coś napisać. Wystarczy kilka rymowanych linijek by na buziach Waszych dzieci zagościł uśmiech.

Nasz ciepły, jesienny wierszyk powstał w ramach akcji "Bajki przy kominku"

Ciepło nam

Gdy przychodzi barwna jesień
biorę kaloszki i biegam po lesie.

Kap, kap, kap deszczyk pada
zabrać parasol na spacer wypada

Ubrać płaszczyk i skarpety puchowe
szalik na szyję i czapkę na głowę

Biorę kochaną mamę za rękę
idziemy na spacer śpiewając piosenkę

Liście, kasztany, żołędzie zbieramy
w łapcie nam ciepło bo ciągle biegamy

Kulamy się w liściach, w kałuże skaczemy
gdy ciemno się robi do domu biegniemy

Któż na nas czeka? To przecież tata!
Wita i Reksio - kulka puchata!

Mama już parzy cieplutką herbatę
ja pod koc wskakuję, przytulam tatę

Tak ciemno na zewnątrz, wiatr mocno wieje
lecz moja buzia szeroko się śmieje

bo cieplutkim kocem się okrywamy
i wszyscy razem się wygrzewamy :)




11:08:00

Basler Läckerli, czyli tradycyjne pierniki z Bazylei

Szwajcaria maluśka ale jak długa i szeroka tak różnorodna.
Za sprawą sąsiadów (Niemiec, Francji i Włoch) Szwajcarzy stworzyli swoją własną kuchnię; unikalną i ciekawą. Oczywiście niezwykle istotnym składnikiem jest tu ser, a do tradycyjnych potraw należą zwłaszcza fondue i raclette. Nie byłabym też sobą gdybym nie wspomniała o przepysznej szwajcarskiej czekoladzie, która jest szanowanym na świecie produktem narodowym. Do posiłków często podaje się doskonałe miejscowe wino (Szwajcaria produkuje wiele gatunków, z których kilka jest unikalnych na świecie)

Właściwie każdy kanton słynie z jakiegoś popisowego dania i nie sposób byłoby opowiedzieć Wam o wszystkich. W związku z tym, że mieszkam w najbliższej okolicy Bazylei zapraszam na Basler Läckerli - czyli pierniczki z Bazylei.


Miód, migdały i skórki cytrusów to najważniejsze składniki tego smakowitego kąska. To oryginalna odmiana piernika (znana już od XIV wieku). Pierniczki te są na świecie równie popularne co szwajcarska czekolada i ser - jeśli jeszcze ich nie znacie koniecznie przeczytajcie wpis do końca!

Läckerli dawniej wypiekano tylko w okresie Świąt, dzisiaj dostępne są przez cały rok.
Mi jednak kojarzą się przede wszystkim ze Świętami; są pachnące, słodkie i rewelacyjne w smaku!
To idealna alternatywa dla tradycyjnych pierniczków, które wypiekamy na Boże Narodzenie.
Zachęcam kochani do spróbowania czegoś innego: Wasi domownicy będą zachwyceni - gwarantuję!

Piekę sporo słodkości w okresie świątecznym więc staram się zachowywać rozsądne ilości - dlatego u mnie przepis na 40 sztuk. Idealna ilość też dla Was do wypróbowania tego specjału.

Basler  Läckerli
Składniki:
- 40dkg płynnego miodu
- 48dgk mąki
- 16dkg cukru
- 20dkg zmielonych lub pokrojonych drobno migdałów
- 2 łyżki cynamonu
- 2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka przyprawy do piernika
- skórka z jednej cytryny
- skórka z 2 pomarańczy

Na glazurę:
- 2 duże łyżki soku z pomarańczy
- około pół szklanki cukru pudru

Co robimy:
1. Miód wymieszaj z cukrem i podgrzewaj do momentu aż wszystko będzie płynne. Mąkę, sodę, cynamon, cytrusy i przyprawę wymieszaj w wysokiej misce. Połącz wszystko razem i wyrób ciasto (ja się wspomagałam mikserem). Ciasto jest trudne i dla słabszych rączek (jak moje) polecam podzielić je na 2 części i tak wyrabiać - jednej kuli nie ogarnęłam. Zostaw pod przykryciem 30 minut
 



2. Rozgrzej piekarnik do 180 ° C. Blachę wyłóż papierem do pieczenia i ułóż na niej rozwałkowane ciasto (na 1cm).  To ciężka robota bo ciasto jest zwarte i lepkie (ja rozgniatałam ręcznie. )Piecz około 15 minut a następnie pozostaw do ostygnięcia.

3. Wymieszać sok pomarańczowy z cukrem pudrem i posmaruj ciasto.
Gdy glazura wyschnie ciasto należy pokroić na kwadraciki lub prostokąty.


Oryginał przepisu znajdziecie TUTAJ  (w przepisie nie ma przyprawy do piernika i glazura inna) - jest tam też przelicznik ilości składników do określonych ilości pierniczków.

Uwaga!
Pierniczki cudnie pachną, są słodkie i istnieje ryzyko zjedzenia ich w dużych ilościach :)




Wpis jest częścią akcji W 30 kuchni dookoła świata organizowanej na blogu Owsianka i kawa.

Jutro zapraszam Was do mojej ukochanej blogującej sowy. 
VandrerUggle pokaże nam co jedzą pysznego w Norwegii.

08:29:00

Służba zdrowia w Szwajcarii - droga bajka

Idzie polska matka do szwajcarskiego szpitala...
i przeżywa szok.
Jeden po drugim!

Przy wejściu - trach!
Przy gabinecie - trach!
U lekarza - trach!
Na oddziale - trach!

Nie wierzycie?
To Wam opowiem.

Nie od dziś wiadomo, że Oliś ma wadę serca.
Dziękuję Bogu za cudownych lekarzy w Centrum Zdrowia Dziecka, którzy dwukrotnie uratowali jego dopiero rozpoczęte życie!
ALE
polskie realia śniły mi się po nocach i nie były to bynajmniej przyjemne sny.

Wada serca, niewydolność krążenia, niedokrwistość, alergia, przepuklina pachwinowa - oj, tak nawędrowaliśmy się po przychodniach i szpitalach. Nie muszę Wam opowiadać jak to wygląda, jakie są kolejki do specjalisty i badania (po operacji serca kazano mi czekać 7mcy na wizytę kontrolną! w przychodni na echo serca czeka się 10 -14mcy - i dotyczyło to mojego dziecka)

Tymczasem kończą się leki nasercowe więc idziemy z młodym do szwajcarskiego pediatry.
W przychodni jak w domu; pokój zabaw dla oczekujących na swoją kolej, automat z kawką i woda.
Pan doktor dziecię ogląda, sprawdza miarę i wagę, daje zabawki i przedmioty codziennego użytku by zobaczyć czy pacjent wie co do czego. Po wizycie informuje, że w związku z sercem i przepukliną ktoś do nas zadzwoni umówić wizytę noooo ale trzeba będzie trochę poczekać...

Myślę sobie: looz, przyzwyczajona jestem.

Poczekalnia u naszego pediatry (źródło www)

Dwa dni później przychodzi pismo z Dziecięcego Szpitala Specjalistycznego, że mamy umówionego chirurga. Dzień później dzwoni pani z rejestracji by zaproponować tego samego dnia kardiologa ("żeby można było jednego dnia załatwić obie wizyty i nie przyjeżdżać specjalnie dwa razy")

Wizyta u obu specjalistów odbyła się tydzień po wizycie u pediatry - ale żeśmy się naczekali!

Przy wejściu - trach!
Jaka tu przestrzeń! Jak czysto i PUSTO.
No serio, pusto i cicho. Przewijają się pojedyncze osoby.
Na wprost wejścia stoi wielki niedźwiedź z zaklejonym okiem i zajączek bez ucha :)
Skrada me serce!

Przy gabinecie - trach!
Do każdego specjalisty jest jakby osobna poczekalnia, gdzie znajdują się gazety dla rodziców, książeczki dla dzieci, zabawki i broszurki. Uwaga wchodzimy punktualnie do gabinetu.

U specjalisty kardiologa - trach!
Zmierzony, zważony, zrobione ekg, echo serca (podczas badania puszczona bajka na osobnym tv dla pacjenta). Po badaniu grzecznie nas zapytano czy możemy poczekać kilka minut bo pani profesor chce poznać nowego pacjenta. Oczywiście czekamy (jakieś 3 minuty z zegarkiem w ręku).
Pani doktor ponawia badanie echo, zaprasza Oliwiera na zajęcia sportowe dla dzieci z wadami serca i (co dla nas najważniejsze) odstawia leki! Każe przyjść na kontrolę po Nowym Roku ("ale dzwońcie październik-listopad bo z takim wyprzedzeniem nie rejestrujemy")

U specjalisty chirurga - trach!
Niczego nie musimy mówić, wszystko jest w komputerze; każde słowo z wizyty u pediatry i kardiologa. Pan doktor przeciwwskazań nie widzi więc ZAPRASZA na zabieg i pyta kiedy nam pasuje. Czy za tydzień może?!?!?!? Szok!
Ostatecznie umawiamy się po sezonie urlopowym i z gabinetu wychodzimy z rozdziawionymi dziobami (nadal w szoku rzecz jasna)

Na oddziale - trach!
Dzień przed planowanym zabiegiem idziemy na spotkanie z anestezjologiem, który opowiada szczegółowo co zabrać, gdzie i o której się zjawić, co będzie się działo. Daje małemu maseczkę tlenową by poćwiczył jej przykładanie i się z nią oswoił. Na koniec pielęgniarka proponuje, że oprowadzi nas po oddziale by było raźniej. Na korytarzu spotykamy 2 wolontariuszki, które rozbawiają pacjentów oczekujących na wizyty. Ubaw po pachy :)


7:00 rano wita mnie pielęgniarka i "opiekun pacjenta" (który służy radą, pocieszeniem, wsparciem, informacją by pacjentowi i jego rodzinie było lżej w tej niecodziennej sytuacji). Na łóżku w sali czekają książeczki i układanka więc Oliś zachwycony.

8:00  ubieramy szpitalne wdzianko, pielęgniarka przynosi kolorowe bandaże by Oliwier mógł wybrać kolor, robi zastrzyk znieczulający w okolicy kręgosłupa (do dziś się zastanawiam jak to zrobiła bo młody nawet nie drgnął)

8:50 jedziemy na oddział razem z ulubioną maskotką Olisia i naszą "opiekunką". Wchodzę na salę operacyjną i czekam aż młody zaśnie - personelowi zależy na tym by czuł się bezpiecznie. Zapewniają, że opiekun przyjdzie po mnie od razu gdy Oli trafi na "salę wybudzeń" by i po przebudzeniu zobaczył mamę :) 

9:30 Zostaję zaproszona na rozmowę z chirurgiem, który opowiada mi o przebiegu zabiegu i dalszych zaleceniach. Wenflon założono i zdjęto podczas narkozy więc dzieć nie musiał się wydzierać :)

9:45 Trafiam na salę wybudzeń, gdzie pacjenci są monitorowani po zabiegach. Oliś gnije jak złoto, dopiero po prawie godzinie się budzi. Dostajemy wodę i przekąskę do wyboru na rozruch żołądka (jogurt, budyń, płatki, mini paluszki).

11:00 Wracamy na swoją salę i w młodego wstępują siły :) Dostał kanapeczkę do wszamania i balonik z myszką Mickey (który po prawie 3 tygodniach nadal wisi pod sufitem). Mało tego! Odkryłam, że Super-Zuch tak jak Oliś ma zawiniętą nogę. Jakie to słodkie! Pacjent przeszczęśliwy, że jego ulubiona maskotka ma taki sam "uraz" jak on. Serio: obaj mieli zabandażowane stopy :D

13:00 Wychodzimy do domu bo "we własnym środowisku pacjent najszybciej zdrowieje".
Oliś chodzi oczywiście osowiały jeszcze po narkozie ale maskotka i balon wynagradzają ból.


Fakt, że ubezpieczenia są tutaj masakrycznie drogie ale warte swojej ceny.
W przychodni, poczekalni, szpitalu pacjent jest traktowany jak klient, który kupuje produkt luksusowy jakim jest zdrowie (może to głupie porównanie ale w sumie pasuje).
Obsługa i sprzęt są na najwyższym poziomie!

Moja rada: jeśli wybieracie się do Szwajcarii np. na urlop wykupcie sobie dodatkowe ubezpieczenie w Polsce. To groszowe sprawy a uratują Was potem od kolosalnych rachunków za szwajcarską służbę zdrowia (byleby nie musiały!).
Przykład: syn znajomego rozciął sobie brew o kant łóżka - opatrzono go w szpitalu dziecięcym, zrobiono rentgen - dostali rachunek na 1500 CHF. Tak, to na prawdę tyle tu kosztuje.

Macie jakieś doświadczenia ze służbą zdrowia (czy to w Polsce czy za granicą), którymi chcecie się podzielić? Ja wprawiona w boju więc chętnie posłucham i może doradzę :)

11:21:00

Barcelona i okolice - co warto zobaczyć

Hiszpanię odwiedziłam parę dobrych lat temu ale nadal tkwi w moich wspomnieniach. Krajobraz i architektura to coś zdecydowanie dla mnie. Zapraszam Was dzisiaj na mały spacer po miejscach, które odwiedziłam wraz z grupą niezwykle rozrywkowych ludzi w średnim wieku :)
Taki urok pracy w biurze podróży: jedziesz do pracy ale jakby na wakacje :P

Sagrada Familia - kto jej nie zobaczył, nie zobaczył Barcelony!
To jeden z najbardziej monumentalnych kościołów świata (budowa rozpoczęta ponad sto lat temu trwa nadal!).  To dzieło życia genialnego architekta Antoniego Gaudiego, który zaprojektował ją jako "świątynię idealną". Niewątpliwie kościół budzi emocje: jest ogromny a jego fasada niezwykle ciekawa.


Magiczne fontanny - położone między Placem Hiszpańskim a Pałacem Narodowym na wzgórzu Montjuic. Od czwartku do niedzieli, po zmroku oczywiście, rozbłyska kolorowymi strumieniami wody, które tańczą w rytm muzyki. Mimo hipnotyzującej grze światła należy tutaj bardzo uważać na kieszonkowców!

Stadion Camp Nou - to mus na mapie miejsc do odwiedzenia. Mi niestety się nie udało bo trwało tam akurat jakieś spotkanie ale za to zajrzałam do równie pięknego Centrum Olimpijskiego. 


Park Guell - to kolejne niesamowite dzieło Gaudiego. Park od samego wejścia urzeka baśniową atmosferą i niezwykle misternymi rozwiązaniami architektonicznymi. Największe wrażenie zrobiła na mnie sala kolumnowa i  słynny symbol miasta: salamandra zdobiona mozaiką.




La Rambla - najbardziej znana ulica w Barcelonie. Mieszczą się tu niezliczone kramiki, kawiarnie i restauracje. Przy wejściu możemy trafić na jeden z najstarszych barcelońskich targów, zwany La Boqueria. Jak właściwie w całym mieście trzeba bardzo tu uważać: przez La Ramblę przewijają się prawdziwe tłumy i można w oka mgnieniu stracić portfel.

Jeśli nocujecie, tak jak ja i większość turystów, w Lloret de Mar warto się stąd wybrać do niezwykle uroczego Tossa de Mar.  Nie przez przypadek miasteczko zostało przez poetów nazwane "błękitnym rajem" - piaszczysta plaża, bijąca romantyzmem stara część Tossy i niezwykłe widoki  - to wszystko tutaj!

Starej dzielnicy, zwanej Vila Vella, nie da się zapomnieć.  Najstarsze budowle tej części pamiętają jeszcze średniowiecze! Dzielnica otoczona jest murem obronnym z wieżami, warto przejść się wzdłuż i podziwiać widoki na błękit wody i błyszczącą w słońcu plażę. 





W tym regionie musisz też odwiedzić Montserrat - już sam dojazd wzbudzi w Tobie dreszczyk emocji! Kręta droga nad samym urwiskiem zapiera dech i zapada na długo w pamięć.
"Fascynująca historia góry zaczyna się już w 880 roku, kiedy to grupa dzieci zauważyła niebiańskie światło i usłyszała anielski śpiew z wnętrza jaskini na Montserrat. Zjawisko było widziane przez kilku innym mieszkańców wioski i potwierdzone przez lokalnego wikarego. Wierzy się, że to były znaki od Boga. Od tej pory miejsce nabrało religijnego znaczenia i stało się celem pielgrzymek w poszukiwaniu duchowego pocieszenia i błogosławieństwa. Możliwe, że jeśli uwierzysz w jego moc, to Twoje modlitwy też zostaną wysłuchane." źródło cytatu [zbarcelony.pl]


Wizyta w tych kilku miejscach pozostawiła u mnie wielki niedosyt!
Hiszpania to piękny kraj i warto go zobaczyć, choć aktualnie mam chęć na nieco inne wydanie.
Hiszpania - Wyspy Kanaryjskie - oj tak poproszę!
Znajomi właśnie wrócili z Fuertaventury, drudzy wykupili pobyt na Gran Canarii i robią mi smaka na podróżowanie. Chciałam udukać Ślubnego na jakieś last minute ale oporny jest. Podobno wyczerpaliśmy budżet na tegoroczne podróżowanie - tiaaaa :P

Rzucam Wam jeszcze siebie - nie powiem ile lat temu to było:)


A może któreś z Was było na wyspach?
Możecie mi coś polecić?

10:35:00

Urodziny 2w1 - WYNIKI

Konkurs dobiegł końca jakiś czas temu a ja oczywiście zaliczyłam opóźnienie (jak to ja:/ )
ALE to nic, już jestem i z przyjemnością podam Wam wyniki konkursu.

Jury w składzie ja+ mąż i Oliś wybraliśmy poniższe zdjęcia.

Księga skarg i zażaleń znajduje się przy ulicy Mattenweg w miejscowości Pratteln w państwie Szwajcaria. Zapraszam! I nawet kawą poczęstuję ;)

1. Tomasz Meble
za ogrom pracy i świetne zdjęcie
Donata Andrzejewska

 2. Danielki
za piękny prezent w postaci koszulki!
Beata Pisera





3.Wool & Wood
za wspaniały wierszyk (zapisałam w zeszycie na pamiątkę!)
Anna Wójcik - Andrzejewska

4. Hand Made Ewa Gala
za cudne buźki 3 muszkieterów :)
Kamila Szymańska




5. Gatki spod igły Patki
za słodką aranżację i królika z kapelusza (wybór Oliwiera :) )
Ewa Wójciak


6. Lalanna
za kreatywne podejście :)
Katarzyna Kowalska
7. Magiczna Igiełka
za piękną aranżację!
Jolita Suchowolak

8. Mamalubi
 za piękne laurki! Kwiatek jest cudowny
Magdalena Dudek

9. Matka szyje
za uśmiech wart milion dolarów
Magdalena Wąsik

10. Poom Pouf
 za ciasto specjalnie dla nas (ciągle czekam na kuriera z dostawą :P )
Agnieszka Ambroziak

11. Pszczela Dolinka
za wesoły urodzinowy pociąg
Żaneta Szot

12. Paula Makes Wonders
za wesołe zdjęcie i piękną kartkę
Katarzyna Ziober

Niespodzianka od nas
za mega giga Minionka i jęzor, ubawiliśmy się po pachy!
Małgorzata Budzowska
GRATULACJE!

Przypominam, że na zgłoszenie się do sponsora macie 5 dni, potem nagroda powędruje do kogoś innego.

09:00:00

Nowy plan na siebie

Jak Wam coś napiszę to powiecie: "zwariowałaś chudzino"

Ale napiszę: chcę wreszcie zacząć ćwiczyć.
Nie muszę się pozbywać kilogramów ale mój brzuch pozostawia wiele do życzenia.
Wisi na nim fałda tłuszczu (chciałoby się zrzucić na ciążę ale to było 3 lata temu! więc ta wymówka nie przejdzie).

Przyznaję bez bicia: gdy młody śpi pochłaniam chipsy i żelki. Serio, robię to w późnych godzinach i w niemałych ilościach. Ale wstyd...

Patrzę na te wszystkie zawzięte w ćwiczeniu dziewczyny i zazdroszczę im wytrwałości.
U mnie kończy się po tygodniu brzuszków wymówką typu: nie mam czasu, mam okres, źle się czuję i inne takie pierdoły.

Jeżeli chodzi o trening brzucha trzeba uważać by nie narobić sobie problemów z szyją i plecami. Żeby odpowiednio wykonać brzuszek trzeba leżeć płasko na plecach z ugiętymi nogami a stopami przyklejonymi do podłogi. Ręce kładziemy za głową z łokciami skierowanymi na zewnątrz a ciało unosimy wykorzystując mięśnie brzucha. Ja robiłam to zazwyczaj źle, wykorzystywałam nie te mięśnie co skończyło się bólem pleców i zaprzestaniem ćwiczeń. 

Z resztą co tu będę pisać, pisanina nie pokazuje jak to zrobić dobrze.
Looknijcie na Wojtka

Wiecie dlaczego go lubię?
Bo nie muszę się do niego porównywać - nie jest długonogą, cycatą blondynką z rewelacyjną figurą.
Może to śmieszne ale demotywuje mnie trochę idealny widok trenerek dlatego cały czas szukam trenera - mężczyzny :)

Co zamierzam:
1. Przygotować sobie plan i powiesić go w takim miejscu by mnie straszył i o sobie przypominał.
2. Ustalić cele a po ich osiągnięciu zafundować sobie małą nagrodę.
3. Znaleźć jakiś motywujący cytat albo zdjęcie.
4. Zorganizować odpowiedni strój. Niekoniecznie od razu firmówki i bajecznie drogie adidasy. Na początek i zwykły dres z trampkami wystarczy. (Kocham Conversy więc jest pretekst by kupić kolejne z http://trampki.sklep-luz.pl/)
5. Ustalić odpowiednią porę do ćwiczeń i znaleźć na ten czas zajęcie dla Oliwiera
6. Przestać oczekiwać efektów po tygodniu czy dwóch - to ciężka robota więc potrzeba czasu!

Wchodzicie w to ze mną?
(Przecież sama znowu nie dam rady!)

11:39:00

Blogowanie męczy

Blogowanie to zajęcie nudzących się w domu kur domowych, rozleniwionych matek, które zamiast zająć się dziećmi i obiadem gniją przed kompem.

Znasz to?
Podobne podsumowanie usłyszałam kiedyś od męża (gdy nie wiedział jeszcze, że coś tam piszę).
Gdy już podzieliłam się swoją "tajemnicą" i zaczęłam jawnie pracować zobaczył ile to roboty!

CZAS
Osoby, które bloga nie mają, nie wyobrażą sobie nigdy ile czasu potrzeba na przygotowanie tematu, treści, zrobienia odpowiednich zdjęć i ich obróbkę.
Myślisz, że to przychodzi samo?
Że wystarczy cyknąć fotkę podczas spaceru i gotowe?
Że w 5 minut napiszesz dobry tekst?
Oj NIE!

Zaczyna się od luźnego pomysłu, który często ewoluuje i zmienia się w zupełnie inny temat.
Zdjęcia to często horror, model nie chce współpracować, pogoda nie ta, nie masz czasu na obróbkę a właśnie zdjęcia powinny być wizytówkę wpisu - w końcu każdy je lubi oglądać.

Żeby być dobrym trzeba uczyć się, poprawiać wizerunek i czytać, czytać, czytać.
To długofalowy proces; zanim z dziobiącej w klawiaturę kury domowej staniesz się blogerką miną lata świetlne.
Chyba, że na dzień dobry znasz się na marketingu, social mediach, masz genialną rękę do pisania i fotografowania a przy tym masz jeszcze to "coś". Brawo dla Ciebie!

NIEZADOWOLENIE
Napisałam tekst i coś mi w nim nie pasuje.
Zdjęcia może bym inne dobrała albo zmieniła trochę treść.
Albo może zmienię tytuł?
Najlepiej wywalę i napiszę od nowa!

Czasem daję z siebie wszystko, produkuję się jak mała mróweczka, tekst wydaje mi się super a odzew pod nim.... załamka...
Ludzie mają mnie gdzieś :/

Druga sprawa: raz na jakiś czas znajdzie się ktoś komu najprościej rzecz biorąc nie pasujesz TY.
Piszesz nie tak, nie na ten temat co powinnaś, nie te argumenty, nie te przekonania, nie te zdjęcia, nie to i nie tamto. Jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził a kochane anonimy z pewnością Ci o tym przypomną!

REGULARNOŚĆ?
Mater Dej! Jak tu być regularnym gdy robi się pierdyliard rzeczy naraz?
Gdy od świtu młody woła co 13 sekund o coś innego, chce iść na 3 godzinny spacer, potem  "pomóc" w gotowaniu obiadu - aaaaa! Jeszcze pranie muszę zrobić, wyprasować, ugotować, posprzątać, być mamą i żoną - a w bonusie blogerką...

Kiedy pisać?
W nocy gdy dziecię śpi a w domu piętrzą się obowiązki (chyba, że należysz do szczęśliwców, którzy potrafią zarządzać czasem i mają wszystko ogarnięte - zazdroszczę bo ja do nich nie należę).
No w nocy pisać możesz i zdjęcia obrabiać i przygotować sobie plan na najbliższy czas ALE gdy masz najwięcej zapału i pomysłu małżonek Twój ma inne plany względem wieczoru i znowu jesteś w blogowym tyle. W końcu siadam gdy już i On zaśnie i po cichutku sobie piszę tak żeby nie zauważył, że ZNOWU wpatruję się w monitor.
Bałagan jest zaaranżowany! - uprzedzam bo mnie zaraz zjedzą :)

MARUDY
Rodzina marudzi!
Oliwier jęczy bo zamiast się z nim aktywnie bawić robię zdjęcia.
Ślubny jęczy bo nie może po ludzku zjeść śniadania - przecież muszę zrobić fotkę na insta!
Na wakacjach odpoczywam mało bo wiecznie latam z aparatem za wszystkimi i za wszystkim (nawet za robalami). Wieczory są nudne bo siedzę przy kompie i skubię w PS.
Czytelnik widzi piękne widoki, sielskie obrazki - przed jego oczami ukryte jest niezadowolone dziecko i znudzony mąż. Nikt nie wie ile trzeba zdjęć zrobić by wybrać jedno, które się nadaje..

Wcale im się nie dziwię; blog wchłania mnie do swojej pajęczyny i nie wypuszcza.
Gad jeden!

KRYZYS
Raz na jakiś czas trafia się kryzys; nie wiadomo o czym pisać.
Wszystko już było.
Internet zna każdy temat.
Serio?
Kryzysy trafiają mi się znacznie częściej niż raz na jakiś czas.
Wypełnianie codziennych obowiązków + blogowanie to ciężkie połączenie i trzeba być na prawdę wytrwałym w działaniu.

Blogowanie męczy.
Muszę być kreatywna, sumienna, solidna, pracowita i zaangażowana!
Muszę odpowiadać na 15728 wiadomości dziennie, codziennie i pamiętać przy tym kto jest od czego i o czym mowa w korespondencji.


BIZNES is BIZNES
Blog w pewnym momencie staje się Twoją małą firmą.
Nie od dziś wiadomo, że najbardziej trzeba się poświęcić pracy we własnym biznesie.
Musisz dbać o każdy szczegół, odpowiadać na wiadomości, odpowiadać swoim czytelnikom, publikować ciekawe teksty i świetne zdjęcia, przy okazji istnieć we wszystkich możliwych social mediach. Musisz zarządzać tym biznesem tak jakby od niego zależał byt Twojej rodziny, zarządzać promocją tak by nikt nie poczuł się tym Twoim dorobkiem zmęczony.


W tym miejscu wracamy do tego czego potrzeba Ci najbardziej: CZAS, CZAS, CZAS!

Siadam i myślę by rzucić to wszystko w cholerę!
Chciałabym się wyspać i odpocząć...
Chciałabym nie martwić się bałaganem w tle zdjęcia i niedomytym talerzem...
Chciałabym poświęcić się swojej rodzinie na 101%
Chciałabym zamieszkać na odludziu i mieć w nosie internet albo odpocząć w jakimś pięknym hotelu.
Jeszcze najlepiej jakby w nim internetu nie było :P Bo jak będzie to nie odpocznę :P

 ALBO blog ALBO ja

Blog beze mnie nie ma szans na istnienie ale chyba ja bez niego już też.
To mój mały, wirtualny dom i wracam do niego po każdym zwątpieniu, po każdym załamaniu.

Wychodzi na to, że zaoram się kiedyś ALBO  nauczę zarządzać czasem tak by sensownie to wszystko ułożyć.

ALBO rzucę to blogowanie w diabły i odnajdę spokój
ale czy ktoś mi ten grzech wybaczy?
TOP