21:18:00

Tydzień z nami - dzień 7

NIEDZIELA
Nie będę kłamać, że woziliśmy się dziś po mieście, byliśmy aktywni i spędziliśmy pół dnia na powietrzu - zacznijmy jednak od początku.

Pobudka była nader przyjemna; synuś wkulał się do naszego łóżka tuż przed 9. Rodzinne harce trwały dobrą godzinę aż nie chciało się wychodzić z sypialni. Zaraz po śniadaniu Oliwier poznosił do salonu swoje ukochane auta i  ratował nas z opresji. Coś na zasadzie: potrzebujesz pomocy? Nie? To Ci pomogę :)

Jako, że dzisiaj Święto zebrało mi się na wspomnienia mojego ukochanego dziadka. Nie doczekał mojego ślubu, ani Oliwiera - smutno mi, że mój syn nie poznał najlepszego człowieka jakiego ja znałam. Dochodzę jednak do wniosku, że dla niego taki właśnie będzie mój tata a jego dziadek (mój tatko nie tylko bardzo jest podobny do dziadka ale też tak jak on: pracowity, mądry i zawsze chętny do pomocy).

Pojawił się dziś u mnie także odwieczny dylemat co na obiad. Przewaliłam szafę do góry nogami w poszukiwaniu ciekawych przepisów a ostatecznie i tak zrobiłam szybką, spontaniczną zapiekankę. Zastanawiam się czy tylko ja gromadzę przepisy kulinarne z gazet?
Mam ich na prawdę wielkie ilości ale chyba ani razu nie skorzystałam.
Muszę je albo uporządkować albo się ich pozbyć...

Dopadł nas dzisiaj leń jakich mało!
Wystawiliśmy tylko noski na balkon i tyle było z naszej wyjściowej aktywności.
Przy okazji miałam czas przejrzeć domowe zakamarki i odkryłam, że mój storczyk niebawem zakwitnie - to na prawdę szok! Bo miałam ze 5 sztuk kiedyś i wszystkie zmarnowałam :P

Po obiedzie była okazja dobrać się do naszych zapasów z wycieczki do fabryki czekolady.
Muszę chyba osobny wpis jej poświęcić bo to było na prawdę COŚ!

Wspólnym zabawom nie było dziś końca; w ruch poszły wszelkiego rodzaju zabawki, książki i układanki. Mimo nudzenia się w domu spędziliśmy bardzo przyjemny dzień we troje :)
Oliś też koniecznie chciał z tatą pograć na konsoli ale niestety musieliśmy mu odmówić ze względu na ograniczenia wiekowe gry. No niestety u nas nie ma gier dla dzieci bo dzieci nie grają na konsoli. Unikam i laptopa i tableta i innych wynalazków - jestem zdania, że jeszcze się młody zdąży nagapić w ekrany.


Wieczorem jeszcze chłopaki mnie naciągnęli na chipsy jabłkowe. Oooo to była dopiero robota - z tylu jabłek! Warto było: wcinaliśmy jeszcze ciepłe, pyszne i zdrowe przekąski. Mmmm! Dzięki zastrzykowi witamin Oliwier odzyskał energię i urzędował jeszcze grubo po 20-tej. Latał po całym mieszkaniu (dosłownie!) w swojej ukochanej pelerynie superbohatera.


To już ostatni z serii wpisów "tydzień z nami" - mam nadzieję, że się nie nudziliście towarzysząc nam dzień po dniu. Dla mnie było to ciekawe doświadczenie i sporo pracy wieczorem. Warto jednak było, chyba ;)

1 komentarz:

  1. Jabłka uwielbiamy, więc i chipsy z pewnością by nam zasmakowały!

    OdpowiedzUsuń

TOP