12:52:00

Fotokalendarz adwentowy 2015

Fotokalendarz adwentowy to wyzwanie zorganizowane przez Dorotę z bloga kameralna.com.pl. Motywuje i sprawia ogromną radość.
Większość zdjęć pojawiła się na instagram - dziś dla Was podsumowanie.


1. Małe przyjemności
Suszone jabłka i maślane ciasteczka domowej roboty. W przygotowaniach obu pomagał synuś więc sprawiają jeszcze większa radość i przyjemność.

2. Coś słodkiego
Ciasto Oreo, jeden z najczęściej czytanych przez Was wpisów. Rewelacyjne, proste i szybkie ciasto :)

3. Pamiętnik
Koniecznie rozpoczynający się mądrą sentencją. Co w nim? Zdjęcia, cytaty, suszone kwiaty, krótkie zdania i długie relacje.

4. Ulubione miejsce
Bazylea w grudniu, podczas jarmarków świątecznych rozświetla ją milion światełek. Uwielbiam ten klimat i mogę spacerować godzinami.

5. W filiżance
Apropo jarmarków pojawił się też kubek z grzanym winem, do filiżanki mu daleko ale bardzo lubię to zdjęcie :)

6. Niespodziewany prezent
Znaleziony przez synusia aparat na wystawce - w domu okazało się, że działa! Oczywiście Olivier nie chce go oddac, lata i robi zdjęcia - rasowy fotograf :)

7. Kulisy pracy
Wspólne Blogowanie przy Choince z Oli Loki robi się powoli tradycją, z którą też związane są drobne podarunki dla uczestnikow.

8. Chwila z książką
Trafiła w moje ręce przypadkiem ale okazała się rewelacyjną lekturą na kilka zimowych wieczorów.

10. Czerwony
Nie mogłam się zdecydować więc daję dwa zdjęcia :)


11. Miłe wspomnienia
Pingu to bajka z mojego dzieciństwa, dziś ogląda ją mój syn. Wracam wspomnieniami do odległych czasów i ciepło na sercu się robi

12. Radosny poranek
Nie miałam pomysłu na ten temat, aż pomysł pojawił się sam - wparował do mojego łóżka i wygilgotał stopy :)

14. Na zewnątrz
Najpiękniejszy widok tej zimy...

15. Ulubiony zapach
Pierniczki z pistacjami i słodkim cytrynowym lukrem - to pachną Święta

16. Czas dla siebie
Mój wolny czas zwykle wypełniony jest pracą - zawsze jednak z motywującym cytatem i czymś do schrupania

17. Świąteczne dekoracje
Bez choinki inne dekoracje mogłyby nie istnieć, to podstawa!

19. Na stole
Nie wyobrażam sobie grudniowego stołu bez wszechobecnej mąki i wykrawaczek. Wspólne pieczenie ciasteczek pojawia się u nas kilka razy

22. Choinka
Zaduma pod choinką - czy mogę już otwierać...

 23. Świąteczne przygotowania
Kartki dla wszystkich uczestników Wspólnego Blogowania przy Choince - mam nadzieję, że do wszystkich dotarły



Wszystkie zdjęcia powstały w ramach wyzwania u Kameralnej

11:30:00

Szalona gra dla małych i dużych

Dobble Kids

Wydawnictwo: Rebel
Cena online:  59,95 zł
Ilość graczy: 2 - 5
Przedział wiekowy: 4 lat +

Jakieś takie małe opakowanie, jakieś takie niepozorne - może wydawać się z pozoru nudne.
Nic bardziej mylnego! To świetna gra zarówno dla dzieci, jak i rodzin czy na towarzyskie spotkania. Z pewnością zapewni wiele radości i uśmiechów wszystkim graczom.
Gra dedykowana jest dla 2 do 5 graczy powyżej 4 roku życia - przekonałam się jednak, że młodsze dzieci także dadzą sobie z nią radę. Zasady są bardzo proste, liczy się refleks i spostrzegawczość graczy.

W pudełku znajdziemy:
30 kart z różnymi symbolami (jest ich ponad 30). Na każdej karcie znajduje się 6; w tym tylko jeden wspólny symbol dla dwóch dowolnych kart. W grze chodzi o to, by jak najszybciej odnaleźć ten wspólny symbol. Nie jest to takie łatwe; obrazki różnią się wielkością i dezorientują graczy.

Mamy możliwość wyboru scenariusza gry z kilku zaproponowanych:
  • Zabawa w chowanego – Tasujemy karty i przed każdym dzieckiem rozkładamy 4, a przed dorosłym 6 kart, tak by było widać znajdujące się na nich symbole. Jedną odkrytą kartę kładziemy na środku stołu, a resztę odkładamy do pudełka. Na dany znak każdy stara się jako pierwszy znaleźć wspólne zwierzątko dla jednej ze swoich kart i karty ze środka stołu. Pierwszy, któremu się to uda odwraca swoją kartę. Gra kończy się w momencie, gdy któryś z graczy odwróci wszystkie swoje karty.
  • Szybkie palce – Karty tasujemy i rozdajemy jak w poprzednim wariancie. Na dany znak gracze starają się jak najszybciej pozbyć swoich kart poprzez odłożenie ich na środek stołu. Aby to zrobić należy wypowiedzieć nazwę zwierzęcia, które jest wspólne dla karty gracza i karty na stole. Karta na środku się zmienia za każdym razem, gdy któryś z graczy połozy na niej nową kartę. Wygrywa ten kto pierwszy pozbędzie się wszystkich kart.
  • Piekielna wieża – Tasujemy karty i przed każdym graczem kładziemy jedną zakryta kartę. Z pozostałych kart tworzymy na środku stołu odkryty stos. Na dany znak wszyscy gracze odwracają swoje karty i jak najszybciej wymawiają nazwę zwierzęcia wspólnego dla swojej karty i karty na wierzchu stosu. Pierwszy gracz, który zrobi to jako pierwszy zabiera kartę ze stosu i kładzie ją na swojej karcie - dzięki temu odkrywa kolejną kartę na stosie. Wygrywa ten kto zdobędzie najwięcej kart.
  • Studia - Rozdzielamy wszystkie karty pomiędzy graczy, a ostatnią umieszczamy odkrytą na środku stołu. Na dany znak gracze odwracają swoje stosy i starają się jak najszybciej umieścić karty na karcie leżącej na środku. Aby to zrobić, gracz musi nazwać zwierzę wspólne dla karty na środku stołu i wierzchniej karty na swoim stosie. Wygrywa osoba, która pozbędzie się pierwsza swoich kart.
  • Niechciany prezent - niech będzie dla Was niespodzianką (skoro to prezent) 



Po czasie z pewnością wypracujecie własny tor gry lub skorzystacie z którejś propozycji.
Gra ma bardzo proste zasady, a instrukcja jest czytelna i każdy bez problemu ją zrozumie. Karty zamknięte są w metalowe pudełko, które chroni przed uszkodzeniem. Niestety karty same w sobie mogłyby być solidniejsze (moja propozycja to laminowany karton), bo jak na moje są trochę słabe.

Ogólnie rzecz biorąc gra jest świetna i bardzo przypadła mi do gustu. U młodszych ćwiczy koncentrację i spostrzegawczość, rywalizacja także jest tutaj odczuwalna (zwłaszcza u dorosłych, którzy chcą się odegrać za niepomyślną rozgrywkę). Oczywiście póki co w gronie naszej małej rodzinki, dajemy fory Oliwierowi i trochę mu pozwalamy wygrać. Ze znajomymi natomiast, toczymy zacięte wojny przy dobrym drinku wieczorową porą :)  Tak, przyznaję gramy w "dzieciową" grę :P


09:30:00

Czytamy bez mamy, seria książek. Recenzja

Czytamy bez mamy - seria książeczek
Wydawnictwo: Debit
Rok wydania: 2015
Stron: etap 1 - 32 strony, etap 2 - 64 strony, etap 3 - 96 stron
Cena w sklepie Debit:  8,40 - 12,60 zł
Przedział wiekowy: od 3 lat

"Czytamy bez mamy" to seria książek skierowana do dzieci, które rozpoczynają naukę samodzielnego czytania. Seria podzielona jest na 3 etapy o różnych poziomach trudności i ilości tekstu do czytania. 

Opisano je w zabawny sposób:
I poziom - Pierwsze kroki - dla dzieci, które zaczynają czytać
II poziom - Krok po kroku - dla dzieci, które już samodzielnie czytają
III poziom - Wielkie kroki - dla pożeraczy książek

W nasze ręce trafiły 3 książeczki, które mam przyjemność przedstawić :)

Kapitan Zębol i Kajtek Kuternoga w Królestwie Brzuchaczy - poziom I
To krótka historia, która porusza problem niewłaściwego odżywiania się dzieci. W królestwie Brzuchaczy rządzi królewska para, która je dużo frytek i pije gazowane napoje. Otyli władcy nie mogą obronić swojego królestwa przed napadem Kapitana Zębola. Dopiero po zmianie nawyków żywieniowych król i królowa odzyskują zamek - po tym doświadczeniu dbają o dietę i ruch. 
To fajna historyjka poruszająca poważny problem i wskazująca dziecku jak go rozwiązać. Napisana prostym językiem i dużymi literami ułatwi dziecku początki nauki czytania.  

Kraina Nieczytania - poziom II
Nieco dłuższa od poprzedniczki. Przedstawia historię dwóch chłopców - Kacpra i Stasia, którzy lubią się bawić i oglądać telewizję. Niestety nie przepadają za książkami - służą im one jedynie jako element do zabawy. Pewnego dnia odwiedza ich Skrzat Literka, który pokazuje chłopcom jak wspaniałe jest czytanie książek. Dzięki niemu przekonują się, że to także świetna zabawa!

Kaczka w berecie i inne historie - poziom II
W tej książeczce dla odmiany znajdują się trzy historyjki, a każda z nich zabawna i wciągająca. Tytułowa Kaczka w berecie to elegantka, która chce wyglądać jak milion dolarów. Nie zachowuje się jednak jak dama; rozrabia, robi bałagan, szaleje po pokoju. Chłopiec, u którego nabałaganiła nie był zadowolony z takiego szalonego gościa i znalazł wyjście z tej sytuacji. Jakie? A nie powiem, przeczytajcie :)

"Czytamy bez mamy" to seria, dzięki której dziecko może wybrać sobie najbardziej interesujące tytuły z różnych poziomów i ćwiczyć samodzielne czytanie. Książki mają przekonać małego czytelnika by sięgnął po książkę i traktował jej czytanie jak jedną z codziennych zabaw. Na początku każdej publikacji znajduje się pole, w którym możemy wpisać imię właściciela - dzięki temu nasz mały czytelnik będzie mógł się pochwalić totalnie własna książką.

23:28:00

Najpiękniejsze opowieści pod choinkę. Recenzja

Najpiękniejsze opowieści pod choinkę
Wydawnictwo: Skrzat
Autor: Ewa Stadtmüller
Rok wydania: 2015
Stron:48
Cena w księgarni Skrzat:  11,90 zł
Przedział wiekowy: 3 - 7 lat
Bajki i opowieści o tematyce bożonarodzeniowej to świetne propozycje dla maluchów. Takie opowieści zazwyczaj są wyjątkowe i mają w sobie jakąś magię - dzieci przy ich słuchaniu wyobrażają  sobie ulubionych bohaterów i są ciekawe co wydarzy się dalej. 
Jedną z takich magicznych książek są właśnie "Najpiękniejsze opowieści pod choinkę". Znajdziemy w niej 6 klimatycznych opowieści związanych ze Świętami. Każda kryje w sobie przesłanie, uczy dzieci prawidłowych zachowań w różnych sytuacjach. Nie są zbyt długie więc nawet małe dzieci dotrwają do końca i z uwagą będą słuchać. 


Wydanie jest bardzo przyjemne; książka oprawiona jest w sztywną, lakierowaną okładkę. Ilustracje są delikatne i śliczne w swej prostocie. Idealnie pasują do treści książki i przyciągają wzrok dziecka. Duża czcionka ułatwia naukę czytania mniejszym dzieciom i zachęca do samodzielnej lektury większych czytelników.

Piękne opowieści rozgrzeją nasze serca i zmotywują dzieci do lepszego zachowania. Marzy mi się cała biblioteka takich Świątecznych opowieści i wspólne przesiadywanie przy kominku z lekturą w dłoni. Hmmm o kominku mogę zapomnieć ale biblioteka będzie!

08:24:00

Tęsknię za Świętami...

Mówi się Święta, Święta i po Świętach...
Kiedyś były inne, inne są też dziś.
Poprzedza je gonitwa za prezentami, produktami spożywczymi, przekleństwa w kolejkach i korki na ulicach - po co? Dlaczego właśnie tak?

Pamiętam, gdy prezenty kupowało się na ostatnią chwilę, gdy robiło się zakupy trochę większe niż zwykle a nikt nie zwracał uwagi czy prezent zapakowany jest w kolorowy papier, gazetę czy reklamówkę.

A dzisiaj?
O matko! Blogerka musi mieć pięknie i modnie zapakowane prezenty, w nieskazitelnie czysty papier i idealnie obwiązany wstążką. Taśma klejąca? Zapomnij! To wiocha!

Już kalendarze adwentowe kipią od prezentów, a pod choinką prawdziwy urodzaj!
Najnowsze tablety, najbardziej wypasione klocki i elektroniczne zabawki - no fajnie.
Szkoda tylko, że nie robią na dzieciach wrażenia, że nie są wyjątkowe.
Przecież to kolejny prezent z wielu - w końcu cały rok kupujemy - nie tylko na Święta.

Mandarynki i pomarańcze już od dawna nie są luksusowe - wcinamy je kiedy mamy ochotę.
Chociaż pachną nam w Święta inaczej to jednak są to zwykłe owoce - jedne z wielu innych.

Pamiętam gdy kupowaliśmy szynkę Krakus w puszce - tylko na Święta bo była bardzo droga - dzisiaj nawet o niej nie pamiętamy. Już nie ma wartości, choć kiedyś sprawiała, że Święta były bardziej wyjątkowe.

Pamiętam jaką radość sprawił mi polar i książka o Egipcie - cały mój prezent! Teraz kupiłam telefon za 2tysie i wstyd mi. Wstyd mi za siebie, za męża, za rodzinę i całą resztę świata.

Nauczyliśmy się kupować dużo, zawsze gdy mamy ochotę i to, czego chcemy. Sami nakręcamy cały ten marketing i biznes. To dzięki nam półki zapełniają się świątecznymi pierdołami już w listopadzie, reklamy straszą miesiąc przed Bożym Narodzeniem, a choinka świeci od początku grudnia.

Sami na własne życzenie skasowaliśmy ten cały niezwykły klimat, który sprawiał, że Święta to wyjątkowy czas. Sami sprawiliśmy, że pudełko czekoladek nie cieszy jak kiedyś a skarpetki pod choinką to "wiocha".  Zazdroszczę osobom, które potrafią się odizolować psychicznie od tego szału, stworzyć nastrój i cieszyć się nim.

Zazdroszczę bo wiem, że jest czego...


Kochani,
jeśli któreś z Was dotarło do tego wpisu właśnie dzisiaj to proszę i jednocześnie życzę:
wyłączcie komputery (a najlepiej internet!), telewizory i komórki na Święta, cieszcie się obecnością swoich współmałżonków, partnerów, dzieci, rodziców i wszystkich tych, z którymi spędzacie ten wyjątkowy czas. Pomyślcie o Waszej przyszłości - jak ma wyglądać, co jest dla Was ważne - to moment by podumać nad tą kwestią. Nie zawracajcie sobie głów medialną sieczką - wypocznijcie w ulubiony sposób i dajcie sobie szansę na pełne celebrowanie Świąt.

15:56:00

Kot Bob i jego podarunek. Recenzja

Kot Bob i jego podarunek
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Autor: James Bowen
Rok wydania: 2015
Stron: 192
Cena w sklepie Nasz Księgarnia:  19,90 zł
Przedział wiekowy: 14 lat +

W naszym domu królują książki dla dzieci i jest to raczej przedział wiekowy 2-6 lat. Wpadła jednak w moje ręce publikacja dla starszych dzieci i dorosłych - wreszcie coś dla mamy :)

James Bowen i jego kociaka Boba czytelnicy mogli poznać dzięki poprzednim dwóm książkom: "Kot Bob i ja" oraz "Świat według Boba". Ja osobiście o tej serii nie słyszałam ale ucieszyłam się gdy książka wpadła w moje ręce. Nie czytuję romansideł czy fantastyki, lubię książki z przekazem. 

Wcale nie trzeba znać poprzednich dwóch książek by zaprzyjaźnić się z Bobem i zorientować o co chodzi. Książka opisuje historię Jamesa i kota Boba, skupiając się na świętach Bożego Narodzenia.  James nie cieszył się nigdy z nadejścia świąt, nie były dla niego radosnym czasem w rodzinnym gronie - do czasu gdy spotkał Boba. 

To szczere wyznanie człowieka, któremu udało się odbić od dna - chwyta za serce i zmusza do refleksji. James załamany, z problemami finansowymi i nałogiem w tle pewnego dnia spotyka rudą kulkę zwiniętą na chłodzie. Poczucie odpowiedzialności za żywe stworzenie sprawia, że James zaczyna walkę o przetrwanie swoje i kota.
James i Bob ukazują nam, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a każdy człowiek w głębi serca jest dobry. Czasem my sami przytłoczeni problemami nie widzimy, że ktoś delikatnie wyciąga swoją rękę w geście pomocy. 

Z głębi serca i wzruszeniem po przeczytaniu książki polecam ją Wam na świąteczne wieczory.

07:32:00

Święta u rodziców czy teściów?

Tuż po ślubie pojawił się problem: u których rodziców spędzić Święta?
W końcu okazja podniosła, bardzo rodzinna i tak dalej.
Ja się upierałam przy swoim domu rodzinnym, Ślubny oczywiście przy swoim.

W pewnym momencie przeszło nam nawet przez myśl polecieć za granicę na świąteczny urlop.
Jednak sposób, w jaki nas wychowano i zasady jakie nam wpojono, nie pozwoliły na realizację tego planu.

Święta to czas gdy rodzina siada przy jednym stole, gdy nieporozumienia odchodzą w niepamięć i cieszymy się swoją obecnością - jakże moglibyśmy ten czas spędzić bez najbliższych?

Nie pamiętam już które z nas zaproponowało "rzućmy monetą" - serio!
Los zdecydował, których rodziców odwiedzimy jako pierwszych na Święta.

Tak zapadła decyzja: jedne Święta u rodziców Ślubnego, jedne u moich i jedne u nas - rotacja 4ever.

Pierwsze 2 lata nasi rodzice niekoniecznie mogli (chcieli) się dogadać co do tej kwestii i po Wigilii u jednych musieliśmy gnać do drugich z życzeniami. Teraz spotykamy się przy jednym stole i razem świętujemy.

W domu jest niesamowity gwar - choć tylko dwójka dzieci daje o sobie znać :)
Kolacja Wigilijna stała się wspólnym, pełnym emocji biesiadowaniem ze Ślubnym przebranym za Mikołaja.
Właściwie to taki obrót wydarzeń mnie cieszy: 2 lata z rzędu nie muszę się stresować sprzątaniem, myciem okien, generalnymi porządkami i gotowaniem - mogę się oddać beztroskiemu przygotowywaniu pierniczków i ozdób.

Przychodzi jednak kolej na mnie i zaczyna się stres, choć mamy pomagają z jedzeniem to jednak ja jestem gospodynią domu, prawda?

Za rok cała familia zjedzie się do Szwajcarii, a ja już teraz czuję się jak przed ważnym egzaminem. Jaka logistyka! Ile sprzątania! No i jak ogarnąć chaos powstający z obecności 9 osób w jednym domu przez co najmniej tydzień :O

A Wy macie sprawdzony sposób na bezstresowe Święta?
U rodziców czy teściów?
We własnym domu a może na rajskiej plaży?

10:23:00

Angielski z Franklinem. Recenzja

Angielski z Franklinem
Wydawnictwo: Debit
Autor: Paulette Bourgeois, Brenda Clark
Rok wydania: 2014
Stron: 128
Cena w sklepie Debit:  28,90 zł
Przedział wiekowy: od 3 lat

Ten niezwykły, obrazkowy słownik zachwyci każdą mamę, której dziecko rozpoczyna naukę z językiem obcym. Uroczy żółwik Franklin pomaga dzieciom uczyć się języka angielskiego. 

Na początek mamy okazję dowiedzieć się jak korzystać z książki.
Autorzy tłumaczą gdzie i co się znajduje, czego możemy się spodziewać po treści. 
Ten mini przewodnik zwraca uwagę na poszczególne elementy ułatwiające nawigację i korzystanie ze słownika. Linijka z alfabetem na górze ułatwia dziecku odszukanie interesujących je zagadnień.

W słowniku znajduje się ponad 1000 słów znanych dziecku z domu, podwórka, placu zabaw, szkoły czy po prostu życia codziennego. Każde z nich zilustrowane jest obrazkiem pochodzącym z bajki o przygodach Franklina. Przy danym słowie znajdziemy przykładowe użycie w zdaniu, wymowę i tłumaczenie na polski.

Słownik jest świetnie zorganizowany; hasła ułożono alfabetycznie i opatrzono interesującymi ilustracjami. Spora część poszczególnych słów i zdań zaczerpnięta jest z książek o Franklinie - co może być dodatkowym plusem i motywacją dla dzieci, które już żółwika znają. 

Tekst jest zapisany dużą czcionką, co ułatwia czytanie dzieciom.
Część po angielsku zapisano kolorem czarnym, po polsku -  zielonym.
Słownik przeznaczony jest już dla dzieci od 3 roku życia, które mogą się uczyć z pomocą rodziców.
Starsze oczywiście powinny korzystać z niego samodzielnie.

Dodatkowo zamieszczono zagadnienia dotyczące części ciała, dni tygodnia oraz miesięcy i pór roku, liczby i przydatne zwroty grzecznościowe. Na końcu odnajdziemy także tabelę czasowników nieregularnych i nietypowe rzeczowniki. 

Książka oprawiona jest w twardą okładkę, co jest niewątpliwie plusem. Wnętrze tworzą kartki z grubszego papieru, dzięki czemu słownik nie powinien ulec zniszczeniu zbyt szybko. Jest to bardzo istotne przy użytkowaniu przez dzieci. Całość prezentuje się bardzo dobrze, wnętrze jest jasne i posiada świetnie rozplanowaną treść. Choć Oliwier nie zna Franklina zbyt dobrze to spodobały mu się ilustracje - myślę, że książka wróci do Jego łask za jakiś czas, gdy zacznie uczyć się angielskiego w szkole.

Na okładce znajdziemy jeszcze informację o całej serii "Czytamy z Franklinem" - to napisane prostymi zdaniami książeczki, które ułatwiają naukę samodzielnego czytania dzieciom dopiero rozpoczynającym naukę. Dla szkrabów, które znają uroczego żółwika jest to pozycja obowiązkowa w domowej biblioteczce!




10:52:00

Postanowienia noworoczne 2015 - rozliczenie

Mam jeszcze chwilę do końca roku ale usiadłam dzisiaj do rozliczenia samej siebie i...
usiąść i płakać :/

Jakie były moje postanowienia?
Jak się rozliczam?

czerwony komentarz - niezrealizowane
zielony komentarz - mogę zaliczyć


POSTANOWIENIA BLOGOWE
  1. Pisać regularnie i z jakimś ustalonym porządkiem tematycznym
    Jeśli przyporządkowanie wpisów do zakładek jest porządkiem tematycznym, to ok. Gorzej z regularnym pisaniem :(
  2. Uzbierać większe grono lubisiów – tak ze 2000 i zaliczyć 30tys wyświetleń na blogu
    Oj tu zaszalałam! A właściwie, to czytelnicy! Liczba lubisów przekroczyła 3500 a wyświetlenia 100tys.
  3. Opublikować 100 wpisów w roku 2015
    Udało się, przekroczyłam magiczną setkę.
  4. Regularnie odwiedzać i komentować Wasze blogi
    Gdyby tak tydzień miał 10 dni, a dobra 30 godzin to może by mi się udało :(
  5. Napisać Wam post z rajskiej plaży
    No tak, pół na pół - myślałam o bardziej rajskiej plaży ale Lazurowe Wybrzeże też jest piękne (i trochę rajskie)
POSTANOWIENIA OSOBISTE
  1. Nauczyć się gotować coś innego niż to co zwykle i w tym celu założyć przepiśnik
    Przepiśnika brak, a ostatnio Ślubny gotuje częściej niż ja (wstyd)
  2. Częściej jeździć autem - mam prawko a nie korzystam, wstyd :(
     Zaliczone!
  3. Wybrać się do Paryża!
     Nie udało się, a po ostatnich wydarzeniach odechciało mi się całkiem
  4. Być bardziej spontaniczną niż jestem i nie przejmować się głupotami
    Czy jestem bardziej spontaniczna? Ciężko powiedzieć ale na pewno mam więcej luzu
  5. Pójść na sesje zdjęciową
    A byłam i to dwa razy. Na jedną nawet zaciągnęłam Ślubnego
  6. Pić więcej czystej wody
    Jeśli miałaby smak i zapach kawy to pewnie by się udało
  7. Nadal pracować nad samooceną, przykładać więcej uwagi do swojej kobiecości (w końcu jestem nie tylko mamą ale także żoną i świetną babką ;)
    Pilnowałam by paznokcie były pomalowane, włosy uczesane a twarz promienna :P
  8. Ćwiczyć 3x w tygodniu (wydaje się mało ale wiem, że więcej może mi się nie uda) 
    Powinnam wykreślić to postanowienie 4ever - nigdy mi się nie udaje. Ale paskudny leń ze mnie
  9. Nauczyć się języka niemieckiego, chociaż podstaw do komunikacji
    Na kurs chodziłam, kurs zaliczyłam - nawet zaczęłam się odzywać do ludzi :)
  10. Rozwijać swoje zainteresowania i zdolności
    Tak pół na pół - rozwijam choć czasu za bardzo nie mam
POSTANOWIENIA ORGANIZACYJNE
  1. Wykorzystywać na bieżąco zapasy kosmetyków, jedzenia i innych produktów, aby nie marnotrawić pieniędzy na coś, co wyrzucam potem do kosza 
    Kosmetykom daję minus - nadal więcej kupuję niż zużywam. Pilnujemy natomiast by nie marnowało się jedzenie - wyrzucamy na prawdę znikome ilości.
  2. Pracować nad minimalizowaniem stanu posiadania. Przede wszystkim ogarnąć strych rodziców w Polsce z naszych rzeczy,ciuchów i innych pierdołów
    Ja i minimalizm? Nie, to nie działa - skąd ja wzięłam takie postanowienie, heloł?
  3. Być lepiej zorganizowaną, nie marnotrawić czasu na głupoty i przesiadywanie przy komputerze. Obowiązki traktować jeszcze poważniej, a wolny czas wykorzystywać efektywniej. Nie zostawiać tego, co i tak muszę zrobić do ostatniej chwili.
    Już nie zostawiam na ostatnią chwilę, raczej przedawniam :P
  4. Aktywnie spędzać czas z rodziną; nie siedzieć przed tv tylko wychodzić z domu
    Wypady na rower, piknik, na spacer nad rzekę i wycieczki za miasto - poproszę częściej
  5. Zrobić porządek w dokumentach, zakładkach, mailach i przyborach do rękodzieła
    Hmmmm chciałam nie komentować tego punktu bo właśnie tonę w 3 stosach papierów walniętych bezwładnie do szafy i 100GB zdjęć na dysku, które wiszą sobie luzem. HELP
POSTANOWIENIA RODZICIELSKIE
  1. Pozwolę dziecku być dzieckiem; krzyczeć, piszczeć i skakać po łóżku
    Choć męczy to czasem bardzo ale ostatecznie sprawia radość: i mi i Jemu
  2. Będę mądrze rozwijać umiejętności Olisia, wspierać Go i nie krytykować
    Staram się jak mogę, a Oliś w spielgruppie mówi po niemiecku, w domu liczy do 10, śpiewa piosenki i recytuje wierszyki (świetną ma pamięć!)
  3. Będziemy razem czytać (nie tylko oglądać obrazki) 
    Czytamy dużo w ciągu dnia i obowiązkowo wieczorem do podusi
  4. Zmontuję własnoręcznie tipi i urządzę super-pokój dziecinny
    Tipi się nie zmieściło w pokoju, ale on sam jest super więc zaliczam :)
  5. Przestanę krzyczeć!
    Się przyznam, że to tak pół na pół działa. Bez bicia oświadczam, że czasem krzyczę - nie będę się usprawiedliwiać - każda matka wie jak jest. 
    A Wy, robicie sobie postanowienia noworoczne?
    Zastanawiam się nad kolejnymi - czy jest sens.
    Choć jakby spojrzeć na to z drugiej strony to chyba warto, bo dzięki temu możemy na własne oczy zobaczyć ile jest do poprawienia.  

12:24:00

Tajemny ogród dla wtajemniczonych. Recenzja

Tajemny ogród dla wtajemniczonych
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Autor: Johanna Basford
Rok wydania: 2015
Stron: 20
Cena z okładki:  39,90 zł
Przedział wiekowy: dla każdego 

O kolorowankach typu mandala pisałam jakiś czas temu i nawet wrzucałam Wam gotowe grafiki do wydruku. Dzisiaj mam coś lepszego! Wspaniałą kolorowankę dla każdego - już dziecku możemy ją dać jeśli tylko uważamy, że jest gotowe by podjąć wyzwanie. 

Publikacja rozpoczyna zaczyna się od ilustracji drzwi: stare i drewniane, z metalowymi okuciami - otoczone zaczarowanym, tajemnym ogrodem. Od nich zaczyna się cała przygoda z kolorowaniem. 

To artystyczna kolorowanka dla każdego, niezależnie od wieku, kto pragnie przenieść się w świat fantazji i wyciszenia. Z każdą kolejną stroną zagłębiamy się krok po kroku w roślinność ogrodu, widzimy mnóstwo owadów, kwiatów i drzew. 
Kolekcjonerska edycja „Tajemnego ogrodu” wyróżnia się wysoką jakością wykonania. Na końcu znajduje się tekturowa podkładka ułatwiająca kolorowanie, kartki są grube i wykonane z papieru wysokiej jakości. Nadruk znajduje się tylko na jednej stronie, dzięki czemu gotową ilustrację można oprawić i wyeksponować na ścianie. 

Artystka została nagrodzona Elle Decoration Design Award i Channel 4 Talent Award.
Jej ilustracje to prawdziwe dzieła sztuki, które pozwolą nam się zrelaksować i wyciszyć przy tworzeniu własnych wizji kolorystycznych. 

Nie mogłam się powstrzymać i rozpoczęłam kolorowanie kilku rysunków na raz. Teraz mam mętlik, który dokończyć pierwszy - gdy tylko to nastąpi pochwalę się na facebook :)
TOP