11:00:00

W domu leżę i pachnę, serio?

Pamiętacie "Tydzień z nami"? Po krótce, przez 7 dni z rzędu opisywałam jak wygląda nasza codzienność. Od tamtego czasu zmieniło się wiele; zmieniliśmy miejsce zamieszkania, urodził się Gabryś - przybyło więc obowiązków. Siedzę w domu więc pewnie leżę i pachnę zajadając się wykwintnym ciastem, a szczęśliwe i grzeczne dzieci spoczywają u mego boku - ehe, nic bardziej mylnego. Jak wygląda dzień z naszego życia (ale taki szczegółowy) dowiecie się za  chwilę. Pewnie będzie bardzo podobny do dnia większości mam, które tylko "siedzą w domu".
Mój dzień składa się z 3 części, jak dobre wypracowanie. Żeby dobre wypracowanie napisać trzeba się nieźle napracować; tak też jest z każdym moim dniem...

17.03.2017 (piątek)
Wstęp (czyli dobre rozpoczęcie dnia)
Nocna pobudka to taki bonus żebym się czasem za dobrze nie wyspała. Gabryś nawet nie musi płakać, mój matczyny zmysł słyszy każdy szelest. Wstaję jak automat, notuję godzinę karmienia, robię mały kilometr po pokoju i kładę się ponownie. To jest pierwsze zdanie. Dalej jest już tylko ciekawiej...
06:30 Nie ma zmiłuj, najnowszy członek rodziny gromko informuje o burczącym brzuszku. Notuję godzinę karmienia i biorę go do swojego łóżka z nadzieją, że pośpi jeszcze chwilę uraczony bliskością matczynego ciała - tia, nic bardziej mylnego...
06:45 Wykorzystałam już wszystkie dostępne pod ręką zabawki, otwieram jedno nieprzytomne oko i widzę gdzie leży reszta - no way! nie wstaję!
06:50 Dobra, otwieram drugie oko, ledwo widzę. Sic! Okulary są w łazience, a to zdecydowanie za daleko by się od razu ruszyć. Gabryś zaczyna się niecierpliwić więc wspinam się na wyżyny swych możliwości umysłowych i zaczynam nawijać.
07:00 Niestety bez kawy nawijać się nie da - powinnam już to wiedzieć; podejmuję zatem walkę o powstanie z łóżka i człapię z pchełką do kuchni.
07:15 Pakuję małego do bujaczka, w trybie ekspresowym odpalam ekspres, lecę do łazienki i się ubieram. Budzę Oliwiera: co prawda ma dziś zajęcia po południu ale jak za długo pośpi, to wieczorem będzie cyrki odstawiać.
07:25 Z kubkiem kawy siadam na podłodze, tylko taka opcja zagwarantuje mi możliwość wypicia jej ciepłej. W międzyczasie do kuchni człapie Oliwier i siada na podłodze obok mnie Podczas gdy ja szykuję śniadanie, Oliś zabawia młodszego brata.
07:35 Zaczynają się negocjacje: nie chcę tej kanapki, zrób mi jajko, albo płatki, ale nie te! czekoladowe chcę, a najlepiej wymieszaj mi z białymi, mleko za ciepłe, za zimne, za dużo, już nie chcę. W międzyczasie bujam nogą młodego bo minę ma coraz mniej zadowoloną. Panie, daj mi cierpliwość! Na stole tak nababrane jakby Oliwier wcale nie jadł, a jedynie wywalał wkoło wrrrr wdech-wydech... wdech-wydech

Rozwinięcie (czyli syzyfowe prace matki polki)
Mam wrażenie, że w ciągu dnia milion razy powtarzam kilka tych samych czynności, a gdy wieczorem siadam na kanapie okazuje się, że faktycznie w domu wygląda jakbym g*no zrobiła. Mało tego mój dzień kręci się wokół jedzenia; ledwo ogarnę jeden posiłek, już muszę myśleć o kolejnym - a jeszcze lepiej: od razu zacząć go powoli szykować. Chyba przejdę na dietę...
08:10 Wyganiam Oliwiera do salonu, gdzie bierze się za lekturę książki. Zjadam w pośpiechu jogurt bo Gabi już marudzi - wypadł z centrum uwagi, a to bardzo mu się nie podoba. Zaopatrujemy pańcia w czystego pampka i gadamy sobie chwilę na przewijaku.
08:35 Zaczynamy proces lulania do drzemki; mały sam nie wie czy chce spać, czy nie - walczy ze sobą, oczy ma jak wampir, a nadal nie śpi.
08:50 Rezygnuję z próby lulania i montuję go ponownie w bujaczku, który wędruje na stelaż. Odpalam bujanie i kołysankę, a sama biorę się za zgliszcza kuchni.
09:00 Mały płacze więc rozpoczynam wyrabianie kilometrówki. Nagle spływa na mnie oświecenie, że ten mały głodomór może być już głodny po prostu. Ciumka chwilę, notuję godzinę karmienia, układam go do wózka i po kilkunastu minutach wędrówki po salonie Gabryś w końcu pada. Wywalam go na balkon, niech się chłopak dotlenia. Swoją drogą dobrze, że mam taki wielki salon - to idealny tor do wyrabiania kilometrówki z wózkiem. Muszę tylko pamiętać, by zmieniać trasę bo niedługo wydepczę bruzdy w parkiecie.
09:30 Ogarniam ławę w salonie, obieram ziemniaki na obiad (bo później może się nie trafić żadna okazja), biorę się za składanie prania z Oliwierem u boku. Odpalam laptopa.
10:00 Gabryś już się kręci, o matko! Biorę się zatem za bujanie, niech chłopak dośpi kurde bo nie da mi żyć. Zabieram go do kuchni i wystawiam na drugi balkon. Między jednym bujnięciem, a drugim (nogą oczywiście) rozkładam na stole kreatywny majdan i wołam Oliwiera. I tak jestem uziemiona przy tym bujaniu więc chociaż ze starszym coś porobię. Bierzemy się za wielkanocne pierdoły i robimy wielki burdel.
11:05 Gabrynio śpi, Oliwier się znudził więc porzucił kreatywny stół roznosząc po całej chałupie papierki poszatkowane w drobny maczek. Ruszam za nim i zaganiam do wspólnego zbierania.
11:15 Wracam do składania prania. Matko, pralka znowu zżarła skarpety! Pierdzielę, nie będę ich przechowywać z nadzieją, że znajdzie się para. Bezpańskie wywalam i od razu mi lżej.
11:25 Gabryś znowu się kręci więc wracam do bujania, niech śpi bo mam robotę! W międzyczasie przeglądam fejsbuki na telefonie, a potem pospiesznie siadam do laptopa, odbieram pocztę, pędem odpisuję na ważniejsze wiadomości i robię trzecie podejście do składania prania.
11:50 Victoria! Pranie poskładane wędruje do szafy, odpalam żelazko by wyprasować koszulki. W międzyczasie woła mnie Oliwier znudzony czytaniem. "Mamooooo, pobawmy się w coś" No tak, zapomniałam, że wczoraj skonfiskowałam mu nieposprzątane zabawki (po tygodniu próśb o ich odłożenie na miejsce) więc chłopakowi zostały tylko puzzle i książki. Odsyłam go puzzli bo Gabryś rozpoczyna arię.
12:15 Tak, to koniec spania. Toż on jadł niedawno, a najwidoczniej umiera z głodu - tak się drze. Notuję godzinę karmienia i rozpływam się podczas wspólnych przytulanek. Mam chwilę by posiedzieć :)
12:30 Żelazko! Wyłączam bo i tak nie poprasuję teraz. Matko jak późno! Czas pomyśleć o obiedzie, w końcu Oli o 14 musi być w Spielgruppe. Chciałam pójść na spacer - wrrr - nie dam już rady.
12:35 Gabrynia układam na podłodze, wstawiam ziemniaki, szykuję śledzika w śmietanie. W salonie sajgon - nie wiem jakim cudem! Jest tam tylko kilka rzeczy ale nie odłożone na miejsce powodują chaos. Układam zatem wszystko i zasiadam obok Gabrynia. Aaaaa ziemniaki kipią, cholera kuchenka do czyszczenia.
12:50 Z salonu dobiega mnie wrzask; Oliwier się przyznaje do "głaskania" brata - wyczucia jeszcze nie ma i to jego głaskanie czasem bardzo nieprzyjemne jest dla takiego malucha. Uspokajam obu i wędruję ponownie do kuchni. Odcedzam ziemniaki, jak bumerang wracam do salonu wesprzeć starszaka bo walnął się strasznie w palec - gdy on przestaje płakać, zaczyna Gabi. Ehhh biorę obu do kuchni.
13:00 Serwuję Oliwierowi obiad, nakładam sobie, Gabrynia bujam nogą bo coś mu się nie podoba. Zjadłam połowę - to i tak sukces - więc (nadal bujając nogą bujaczek :P ) szykuję przekąskę do szkoł dla starszaka. Pudełko do szkoły gotowe i zrewidowane przez właściciela - jest akceptacja więc możemy pakować plecak.
13:25 Gabi wędruje do wózka bo bujaczek jest beeee. Oliwier przed tv ogląda tych swoich Pidżamersów czy innych cudaków. Czyszczę buty starszyzny bo wstyd się w nich ludziom pokazać. Informuję, że czas się zbierać - spotyka mnie protest "bo dopiero zacząłem oglądać" - sorry Wandzia, szkoła ważnejsza.
13:35 Pomagam ubrać trampki Oliwierowi (Boże, czemu kupiłam takie trudne buciory!), ubieram swoje cichobiegi, szukam kurtki Gabrysia, wręczam bluzę Oliwierowi, szukam swojej bluzy (nie wiem gdzie jest! jadę bez), ubieram Gabrysia i montuję go w nosidełku.
13:50 Wszyscy gotowi (i już spóźnieni) wychodzimy do garażu, montuję obu na swoich miejscach - Gabi zaczyna arię więc pędem odpalam auto.
14:00 W towarzystwie gromkiej solówki młodego zajeżdżamy pod Spielgruppę, puszczam Oliwiera - czekam aż zniknie w drzwiach i pospiesznie odjeżdżam z nadzieją, że Gabi się jednak uspokoi.
14:10 Parkuję w garażu, mały śpi. O matko, jak go ruszę to się obudzi. Nie będę ryzykować, zostawiam go więc w nosidle i odpalam żelazko - może uda mi się te koszulki ogarnąć. Podłoga do umycia też czeka...poczeka se jeszcze, brudniejsza nie będzie.
14:25 No to mi się nie udało... Wyłączam żelazko bo szans na prasowanie nie widzę. Zaczynam wędrówkę po salonie z niewyspanym brzdącem. Na telefonie sprawdzam wiadomości z messengera i fanpage. Nie mam czasu odpisać, może później mi się uda.
14:45 Siadam do kompa na dosłownie 5 minut; chciałam zacząć wpis, skończyło się na całkowicie pustej wersji roboczej. To żem się rozpisała! Karmię małego, notuję godzinę, przebieram i szykuję do wyjścia. Spacer to jedyna szansa na sen dla tego terrorysty.
15:10 Wychodzimy, Gabi walczy jeszcze chwilę po czym błogo zasypia - sukces!
15:35 Wędruję po ścieżce spacerowej w kierunku Spielgruppe. Nagle ktoś obok mnie odzywa się po polsku, zagaduję ochoczo i zyskuję nową znajomą. Okazuje się, że kobietka ma dzieci i to w wieku zbliżonym do Oliwiera - yeah! Będzie miał z kim szaleć, w końcu im więcej towarzyszy do rozładowania bateryjek, tym lepiej. Chwilę później z oddali dostrzegam koleżankę i dalszą część trasy pokonujemy razem klepiąc o pierdołach.
16:00 Odbieram Oliwiera i ruszamy w drogę do domu. Zrywa się wiatr, łeb urywa, zakrywam się nieco Gabrynia bo on oczywiście bez czapki. Apropos: miał raz w życiu czapę ubraną, nie lubi (jak większość dzieci) i strasznie się wkurza więc jej nie zakładamy (co doprowadza moją mamę do bólu głowy).
16.50 Po kilku ucieczkach (na szczęście na ścieżce), 5 kilogramach kamieni w kieszeni, 20 patykach w ręku, jednym spektakularnym upadku i garści stokrotek w wózku docieramy do domu. Malucha odstawiam na balkon, śpi dalej - nie będę mu przerywać. Lecę odpalić ekspres, popołudniowa kawa to mus. Odpalam też żelazko. Ślubny gnije już na kanapie, siadam i gadamy całe 3 minuty jak minął dzień.
17:25 Jeeee, zaczęłam prasowanie, wzięłam łyka kawy i... oczywiście Gabi się obudził. Ehh rzucam wszystko na rzecz wspólnych harców na podłodze.

Zakończenie (czyli ułożyć szarańczę w łóżkach)
18:00 Szykuję sypialnię do snu maluszka. Wędrujemy na rozmówki na przewijaku. Po chwili Ślubny przynosi wanienkę. Kąpiemy, ubieramy, karmimy, lulamy, głaskamy, do tego może jeszcze pomruczę i zanucę coś :)
19:05 Misja zakończona sukcesem więc wychodzę z sypialni. Zabieram się kolejny raz za porządki w kuchni; standard: ogarniam stół, gary, blat, miotła + mop to moi kumple. Nie wiem po co - za chwilę i tak będzie bajzel bo siadamy do wspólnej kolacji.
19:45 Odprawiam Oliwiera ze Ślubnym do kąpieli. Sama biorę się kolejny raz za sprzątanie kuchni, nie wiem który to raz dzisiaj. Jednocześnie robię kakao, po chwili zasiadam do wspólnego czytania książki. Oli wędruje do swojego pokoju, całuski, uściski i czas spać.
20:30 Siadam przed laptopem ze szklanką coli z nadzieją na spokojny wieczór. Się przeliczyłam - to norma. Oliwier woła: pić, przytulić, poszukać kotka. Lecę zatem, uspokajam i wracam na kanapę.
21:40 Dzieci śpią, Ślubny serwuje popcorn. Leżę na kanapie objedzona popcornem, rafaello i opita colą. Leżę i pachnę jak zmęczony życiem cap po całym dniu biegania po polu. Kurde! Tak późno, lecę pod prysznic i ponownie odpalam żelazko.
22:30 Kończę prasowanie, zwijam bajzel z ławy, ogarniam podłogę w salonie, układam kocyki, zabawki małego i cieszę się porządkiem - jest taki ulotny! Idę się uczesać, posmarować kremem, umyć zęby. Ponownie siadam do laptopa i zaczynam pisać.
23:20 Lecę po jakieś niezdrowe żarcie i colę (tak, znowu). Na powrocie rzucam okiem na tablicę z terminami, gdyby nie ona zginęłabym. Produkuję się nad wpisem (to już 3 dzień chyba), a w mojej głowie nadal echo więc stwierdzam po chwili, że nie ma to sensu.
23:55 Kładę się z nadzieją, że Gabi obudzi się tylko raz. Leżę w wyrku i pachnę... pachnę jak moje dziecko delikatnym płynem, w którym wypłukałam swoją poszewkę od jaśka. Z premedytacją...

Siedzenie w domu z dziećmi to nadal dla sporej części społeczeństwa pełen relaks, niechęć do pracy czy zwykłe lenistwo. Odwiedzają Cię goście z nienacka; kuchnia w nieładzie, na stole resztki jedzenia, pod nogą pampers, wszędzie (dosłownie wszędzie!) zabawki no i Ty... coż, krótko mówiąc Claudii Schiffer nie przypominasz. Boże ale jesteś leniwa! Nawet Ci się nie chce mejkapu zrobić! Nikt jednak nie wie, że te zabawki układaliśmy już 500 razy dzisiaj, kuchnię sprzątałam między zimną kawą, szykowaniem obiadu i lulaniem dziecka co najmniej 3 razy, a pampersy rozmnażają się jak stonka na ziemniakach! Mejkap - moooże rzęsy maznę przed samym wyjściem z domu tymczasem nie muszę być boginią seksu, gdy obok mnie latają mokre chusteczki, klocki i kredki.

Matka nie choruje bo nie ma kiedy.
Matka nie nudzi się bo nie ma czasu na nudę.
Matka codziennie walczy o szczęście swojej rodziny.
Matka każdego dnia dba o swoich najbliższych.
Matka nie zwraca uwagi na własne zmęczenie, niedyspozycje czy nerwy - cały czas myśli o innych.
Matka jest w pracy 24h/ dobę i nikt jej za tą pracę nie płaci.

"Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!" to tytuł akcji, której pomysłodawcą jest Aneta z bloga Mama dwójki. Pomysł powstał po tym jak przeczytała wpis na blogu u Beaty z bloga Arbuziaki. Okazało się bowiem, że my siedzące w domu matki nie mamy tak lekko, nie leżymy cały dzień na kanapie z dziećmi u stóp i kubkiem gorącej kawy. Wykonujemy najbardziej odpowiedzialną pracę na świecie i nikt nam za to nie płaci!
Aneta postanowiła zaprosić do akcji wraz z Beatą, kilka mam blogerek, w tym mnie, aby każda z nich napisała swoją " kartkę z kalendarza". Oto autorki i ich blogi, które podjęły się udziału:
⚛️ Mama Migotka
⚛️ Młoda mama pisze
⚛️ Beztroska Mama
⚛️ Mama po 30tce
⚛️ Jaśkowe Klimaty
⚛️ Oliwia testuje
⚛️ Kobieca myślodsiewnia
⚛️ Tosia mama
⚛️ Mamatywna
⚛️ Pani Domowa
⚛️ Matka bez kitu
⚛️ Lady Mamma
⚛️ Nowa w wielkim mieście
⚛️ Mama Balbinka
⚛️ Kiedy Mama nie śpi
To my, MATKI odwalamy kawał wielkiej roboty i pragniemy tylko, aby doceniać naszą pracę. Wbrew pozorom nie leżymy i nie pachniemy, choć może czasem byśmy chciały. 
Padamy ze zmęczenia ale zawsze jesteśmy gotowe by zająć się dziećmi i domem. 
Choć się wali i pali, to my niestrudzenie działamy i pilnujemy by nasze rodziny były szczęśliwe. 
265 dni w roku...
Każdego dnia, od rana do nocy... 

A Ty, droga Czytelniczko - leżysz i pachniesz w domu?
Czy są osoby, które Ci tą "labę" wypominają?

36 komentarzy:

  1. Uśmiałam się, szczególnie głaskaniem brata;) U mnie podobnie, tyle, że mój mąż wie, ile się napracuję i sam mówi, że my kobiety mamy ciężko żywot. Szczególnie jak widzi moje maratony w karmieniu piersią;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój mąż często mówi ze siedzenia w domu to jest super. A ostatnio pojawił się z córką przez 2 godziny i był wkonczony i od tego czasu jak wraca z pracy kapie się i idzie spać 😉

    OdpowiedzUsuń
  3. I ta wspaniała, kiedy po całym dniu pełnym rodzicielskich wyzwań, kładziemy się wieczorem spać, bierzemy książkę do ręki i... zbyt szybko zasypiamy. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  4. Sprzątanie w domu przy dzieciach to taka syzyfowa praca, a jak ktoś wpadnie z niezapowiedzianą wizytą to zawsze wygląda tak jakbyś przez miesiąc co najmniej nie sprzątała i słyszysz od szanownej teściowej, że nawet ci się posprzątać nie chce...

    OdpowiedzUsuń
  5. Skąd ja to znam. Mój dzień dziaiejszy zaczął siw o 4.13 i tak trwa i trwa...a ja działam.Jest błysk, ale za chwilę wpada moje już prawie 2letnie tornado i obraca moje dzieło w niwecz...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za udział :) uświadamiam sobie waszymi wpisami, że jednak każda z nas ma taki sam bajzel do ogarnięcia. Choć wydaje się, że jest zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda, mamy to mistrzynie zarządzania czasem i super jak są doceniane, przynajmniej przez domowników. Najgorzej jak się narobisz jak dziki wół, a rodzina mysli, że samo się zrobiło ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytając Twój tryb dnia odpadłam na 10 rano, ale chyba mi to wybaczysz? Nie mam dzieci :) Leżę właśnie z kubkiem gorącej kawy, pachnę, rozkoszuję się wolnym dziś dniem i mimo, że nie znam z autopsji Twoich maratonów to je podziwiam. Ile zostało Ci jeszcze tego "urlopu"? Moja mama mi powtarzała całe dzieciństwo - pamiętaj córeczko, nigdy nie bądź jak Matka Polka Idiotka i wzięłam to sobie bardzo do serca. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam to mam poodnie. Choć pracuję jeszcze na etacie stale mam coś do zrobienia i stale pędze...czesto jadąc łamię przepisy, mkne jak szaleniec i wcale nie do pożaru...a po to by ugotowac obiad

    OdpowiedzUsuń
  10. Mimo, że jeszcze nie mam dzieci to rozumiem to całkowicie. Nie wiem jak ktokolwiek może pomyśleć, że fajnie - bo siedzenie w domu i pewnie tylko leżymy do góry tyłkiem i nic więcej. Szkoda, że nie każdy rozumie, że w domu są także obowiązki i nie tylko tyczy się to matek. Ja aktualnie też czas spędzam w domu, a przecież pranie, obiad, porządek samo się nie zrobi. Do tego potrzeba czynności. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie takie rutynowe życie, z zegarkiem, na czas to sposób by ogarnąć obowiązki i wyrobić się ze wszystkim zanim będzie północ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Życie kobiet jest ciężkie, niestety. Oby więcej takich akcji uświadamiających.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z doświadczenia polecam bycie mamą bliźniąt jest jeszcze fajniej 😁😉

    OdpowiedzUsuń
  14. Nasze życie jest naprawdę ciężkie. Mnóstwo obowiązków

    OdpowiedzUsuń
  15. W skrócie:

    5:00 - 21:00 - Sajgon, koniec świata, masakra, bajzel na kółkach.

    21:00 - 21:00 - cisza nocna, ale tylko teoretycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pomyliłem się: 21:00 - 5:00 - cisza nocna :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja mimo wszystko tęsknię za czasem tego "siedzenia". Wiadomo, że zawsze jest co w domu robić, a przy maluchu wszystko się wydłuża. Mimo wszystko gdy dołożysz pracę na etat, dopiero wtedy jest prawdziwy hardcore, bo czas jest ograniczony. Mam nadzieje, ze za jakis czas znow będę mogła leżeć i pachnieć :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bosh jakie to prawdziwe 😁 U mnie wyglada bardzo podobnie dzien, plus nocki z pobudkami co 2-3h na karmienie młodszej, a pobudka 5,50, zeby czasem za dobrze matce nie było 🙈 Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  19. Bycie matka to naprawde ciezka praca :) szkoda ze niektorzy tego w ogole nie doceniaja. Czasem po calym dniu na nogach marzymy by o 20 pasc i przespac cala noc. A niektorzy mysla, ze tylko lezymy i pachniemy

    OdpowiedzUsuń
  20. no ty w sumie leżałaś i pachniałaś, ale dzieckiem :) długi wpis, bo długi dzień, a to dlatego że dużo czynności.
    Musimy miec wiecej takich akcji!

    OdpowiedzUsuń
  21. Nieustannie słyszę ,że jakbym była na ETACIE to dopiero miałabym za przeproszeniem zapieprz. A ja czuje ,ze pachnę jak mam zaledwie jedną marudę w domu. a wszystkie mamy, które mają więcej niż 2 -szczerze podziwiam i admiruję. I miałam tak od zawsze. Już jako młode dziewczę wiedziałam ,ze macierzyństwo to ciężka harówa ;0. Niestety instynkt zrobił swoje.;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Och, jakże daleki jest mi temat macierzyństwa... Aż mnie przeraża to wszystko, jak tak sobie czytam i czytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Oj tak, ja też jestem z tych leżących i pachnących, które mają przecież mnóstwo czasu na wszystko, bo siedzą w domu.

    Wspaniała akcja! Dobrze, że głośno o tym mówicie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Hahaha samo życie! :) To wszystko jeszcze przede mną ale już wiem, że będzie ciężko. Mam nadzieję, że dam radę!
    www.sylwiaszewczyk.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Heh, wiadomo, że praca w domu to etat całodobowy. Zajmowanie się dzieckiem to najtrudniejszy i najstarszy zawód świata. Tylko od kiedy poszłam do pracy, w moim dniu zwiększyła się ilość obowiązków. Dom+praca+dzieci - to bardzo dużo. Akcja bardzo zacna!

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy weszłam i zobaczyłam ten elaborat na xxx słów, pomyślałam, że nie przebrnę. Serio :) Zaczęłam więc czytać i z każdym zdaniem coraz większy uśmiech kwitł na mojej facjacie. Suma summarum: żem się uśmiała i to w zasadzie sama z siebie :) Mój dzień jest niemal identyczny, tyle że odpada usypianie młodszego Zaciecha. Sen w ciągu dnia oznacza przedłużenie zabawy z krasnalem do 23! Oooo na to już sobie pozwolić nie mogę, więc przemęczam marudzenie, zaciskam wargi słysząc zawodzenie, trenuję ręce dźwiganiem i przytulaniem... ale punkt 20 i dwoje Zaciechów oddycha miarowo w łóżeczkach. Że ja nie wiedziałam o tej Waszej akcji, bo też niedawno poczyniłam wpis na temat "kurzenia"... Zasadniczo nie robię tego, ale tym razem w drodze wyjątku podsyłam link do moich wynurzeń. Jeśli znajdziesz czas i ochotę, to zerknij ;) Pozdrawiam Cię serdecznie! "Zaciszna" http://zaciszerozmaitosci.pl/pl/artykuliki/mowcie-mi-kura-domowa/

    OdpowiedzUsuń
  27. Szkoda, że wiele osób nie jest świadoma jak to naprawdę wygląda. I że tak naprawdę "siedzenie w domu z dzieckiem" nie ma NIC wspólnego z "siedzeniem". :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Po urodzeniu drugiego dziecka postanowiłam nie wracać przez jakiś czas do pracy. Decyzja była dla mnie oczywista, ale i trudna, bo nie jestem typem kury domowej. Przede wszystkim nienawidzę sprzątać, a przy dwójce małych dzieci, wiesz jak jest... I choć wściekam się milion razy dziennie to nie zamieniłabym takiego życia na inne, ale jak tylko ktos mi powie ze w domu to ja siedzę i nic nie robię, to budzi się we mnie demon ��

    OdpowiedzUsuń
  29. Każdy przecież wie, że jak matka siedzi w domu to NIC NIE ROBI 😂

    OdpowiedzUsuń
  30. Podziwiam, serio :) Moja Beti nie jest taka wymagająca, poza tym mam pomoc choćby w kwestii czynienia obiadu :) ale pięknie ogarniasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja też w domu siedzę tak jak ty, ale szczegółowo rozpisany plan dnia.

    OdpowiedzUsuń
  32. Mi zawsze brakuje czasu :D dziecko, lekcje, zajęcia dodatkowe, blog, obowiązki związane z domem, do tego praca na etacie... Gdy nie pracowałam to znajome też uważały, że w domu to ja sobie odpoczywam.

    OdpowiedzUsuń
  33. moja droga, brakuje ci widze kolejnych godzin w dobie, zeby spac i odpoczywac :) w niektorych momentach pisalas zabawnie :)
    duzo opisane, bo i duzoo my mamy robimy!

    OdpowiedzUsuń
  34. Cheilowo też leżę i pachnę 😂 choć nie wiem jak ja znajdę na to "leżenie" czas kiedy wrócę do pracy 😉 przecież ilość obowiązków nie zmaleje, a czas się nie wydłuży 😥

    OdpowiedzUsuń
  35. Wielu osobom się wydaje, że "siedzenie z dzieckiem/dziećmi w domu" to istne wakacje, nicnierobienie i wypoczynek na maksa. Jak bardzo to wyobrażenie mija się z rzeczywistością wie każda matka.

    OdpowiedzUsuń

TOP