Na dwoje babka wróżyła, czyli różnice między braćmi

Share This
Opieka nad dzieckiem to wielkie wyzwanie; nawet jeśli to Twoje kolejne dziecko. Wiem, co mówię - okazało się bowiem, że moi synowie są tak różni w zachowaniu i zwyczajach, że aż dziw, że są braćmi. Chcę Ci dzisiaj pokazać jak bardzo dzieci mogą się różnić w kwestii żywienia, a Ty jako rodzic musisz sprawdzić kilka opcji, a nie trzymać się “sprawdzonej”.

Trudne początki
Początki karmienia trudne były u obu chłopców; Oliwier wiecznie po szpitalach, męczył się przy piersi więc szybko dostał butelkę. Gabi z kolei taki żarłok, że musiałam go dokarmiać. Rodzajów mleka na rynku mamy cały ogrom i musiałam kilka z nich przetestować zanim znalazłam to właściwe. Po jednym alergia, po innym zaparcia, kolejnego nie chciał - horror po prostu. Gabi w tej kwestii okazał się bardzo ugodowy; od początku pił mleko Holle które bardzo sobie chwaliłam. Następnie bez żadnego “ale” przeszliśmy na NAN. Pamiętaj jednak, żeby nie sugerować się starszym dzieckiem/ dzieckiem sąsiadki/ moim czy jakimkolwiek innym. Przy podaniu każdego mleka obserwuj i zwracaj uwagę na każdy szczegół w zachowaniu, który odbiega od normy bo może sygnalizować nietolerancję danego produktu.
Kaszka z mleczkiem
No właśnie; przysłowiowa kaszka z mleczkiem to nie była. Rozszerzanie diety to temat rzeka: co, kiedy i jak?! Oliwier był bardzo trudny i każdy nowy składnik musiałam wprowadzać bardzo powoli, w bardzo małej ilości. Marchewki nie tolerował przez długi czas, co mogło się wydawać dziwne bo jednak należy ona do produktów “bezpiecznych”. Truskawki, maliny i inne owoce z drobnymi pesteczkami długo zjadałam sama bo on był po każdym owocu wysypany. Gimnastyka, że ho ho! Uwielbiał za to wszelkiego rodzaju kaszki (zwłaszcza ze świeżymi owocami), którymi zajadał się na śniadanko i kolację. Gabi wręcz przeciwnie, jadł od początku wszystko; bez żadnego problemu mieszałam mu kilka składników, a on pałaszował ze smakiem - za to bardzo trzeba go było przekonywać do wyżej wspomnianej kaszki.

Sezonowi pomocnicy
Jestem zwolennikiem podawania dzieciom świeżych produktów; zwłaszcza jeśli chodzi o warzywa i owoce. Jednak sezonowo nie wszystko, co naszym dzieciom smakuje, mamy dostępne. W takich sytuacjach sięgam po gotowe deserki, które (szczerze mówiąc) nawet sama lubię. Takie gotowe słoiczki są świetną bazą pod płatki czy dodatkiem do owsianki. Do teraz zabieram takie zamknięte w słoiku czy saszetce owocki na wycieczki czy wyjazdy. To dobra opcja zwłaszcza, gdy mam pełną torebkę - miękkie owoce się po prostu wygniotą.


Smaczki
Moi synowie mają bardzo odmienne upodobania kulinarne; podczas gdy Oliwier nie tolerował żadnych pikantnych potraw, Gabi zajada się przyprawionym bigosem czy sosem. Oliwki, rukola czy świeża cebula to u nas podstawowe produkty na przekąskę dla niego - choć w kwestii warzyw czy owoców nie mogę narzekać bo obaj jedzą chętnie to, co im podam.
Obaj są też wielkimi fanami pomidorów i makaronu - zupełnie jak ja :)

Czym skorupka za młodu…
Od samego początku pilnowałam by Oliwier pił tylko wodę, a zamiast słodyczy podjadał zdrowe przekąski. Bardzo to zaprocentowało w momencie gdy nawet darowane “kinderki” oddawał nam bo dla niego były za słodkie. Trochę babcie i koledzy przyczynili się do zmiany; Oli przestawił się na słodycze i gdyby nie sztywno wyznaczone granice, mógłby się nimi zajadać cały czas. Pilnuję jednak, by obaj sięgali głównie po wodę i jedli jak najwięcej owoców - moim zdaniem to podstawa zdrowia i dobrego samopoczucia. Jeszcze przyjdzie czas na samodzielne decyzje i mam nadzieję, że wpojone przeze mnie przyzwyczajenia jednak pozostaną.

Ciekawa jestem jak to u Ciebie wygląda; czy Twoje dzieci też są tak różne? Może podzielisz się najbardziej widocznymi różnicami?

11 komentarzy:

  1. Oj cięzko cokolwiek napisać bo dzieci nie mam w ogóle. Różnie to jednak podobno bywa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam jedno dzieciątko. Te Twoje bobaski to slodziaki nieziemskie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że wychowanie dzieci to wielka szkoła życia. Może się kiedyś przekonam na własnej skórze. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę już wyrosłam z tych tematów - moje dzieci już duuuże :) Ale są kompletnie różnymi ludźmi, pomijając fakt, że to chłopiec i dziewczynka ;) Wydaje mi się, że to bardziej sprawa genów niż wychowania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój syn już dorosły, ale myślę jak moja przedmówczyni - bardziej to geny niż wychowanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam dzieci więc trudno mi jest się wypowiedzieć w tym temacie. Sądzę jednak podobnie, że woda i owoce są najzdrowsze dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzieci nie mam, natomiast mam rodzeństwo i widzę jak bardzo się różnimy. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. u nas z pierwszym synkiem nie było problemów,a drugi w drodze to czas pokaze

    OdpowiedzUsuń
  9. o tak - całkowicie się z Tobą zgadzam, ja od samego początku widziałam jak bardzo synek różni się od swojej siostry - w kwestii jedzenia, zachowania, rozwoju itd...

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje dzieci diametralnie różnią się w doborze menu, syn przede wszystkim mięso, zaś córka owoce i warzywa. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdrowa dieta to podstawa.
    Czym za młodu się sprawdza. Nasz syn sam wybiera wodę, bo od małego miał ją do picia.

    OdpowiedzUsuń

instagram

Obsługiwane przez usługę Blogger.