Tydzień z nami - dzień 6

Share This
SOBOTA
Budziki wyłączone, sobotni relax.
Synuś obudził mnie o 6 rano! Ale oddelegowałam go do salonu z tatą gdzie zajmowali się sobą do 8:30 a ja spałam w najlepsze :)
Cóż, mając ambitne plany nie ma czasu na leżakowanie.
Uwaga! Teraz nastąpi szok: tak wygląda zwyczajna kawa - zwyczajnej matki blogerki :P
To nie zawsze elegancki kubek na pustym stole otoczony pięknymi przedmiotami :)

Dziś był relax na całego, krążyliśmy w piżamkach jeszcze po 11-tej :)
Nikomu to nie przeszkadzało; Ślubny gnił na kanapie, Oliś układał klocki a ja ogarnęłam chaos w kuchni. Wszyscy zadowoleni.
Dopiero gdy mgła zniknęła doszliśmy do wniosku, że to czas ruszyć się z domu.

Zwykle w soboty udajemy się na wycieczkę rowerową lecz dzisiaj ze względu na Herbstmesse pojechaliśmy "na miasto". Oliwier już wiedział o co chodzi w tej wyprawie i całą drogę opowiadał o karuzelach. Pierwsze co zobaczył to autka, których nie byliśmy w stanie mu odmówić.

Potem było już tylko lepiej; jazda na motorze, porsche i terenówce - uwielbiam stare karuzele - kręcioły :) Samo centrum było wypełnione bawiącymi się ludźmi a zapach czekolady zachęcał do jedzenia. Sprawiliśmy sobie banana w czekoladzie i truskawki w czekoladzie - takie nadziewane na patyk. Przepyszne były; chciałam Wam pokazać jak smakowicie wyglądają ale nie zdążyłam wyjąć aparatu :P


Obowiązkową dla mnie atrakcją jest Diabelski Młyn; uwielbiam oglądać panoramy miast! Żadnego z nas nie trzeba było namawiać bo stylizowane na stare wagoniki same zachęcały. Spójrzcie tylko: czyż Bazylea nie jest piękna?


Do domu wracaliśmy późnym popołudniem. Wymęczeni ale zadowoleni z zabawy i atmosfery panującej w mieście. Sama jazda tramwajem jest dla Oliwiera rozrywką i lubię z nim jeździć by patrzeć jak się cieszy z tak prozaicznej rzeczy.


Ślubny pojechał jeszcze na drobne zakupy a ja z synem oddałam się degustacji oliwek. Potem było już tylko lenistwo przed telewizorem i kolejny dzień dobiegł końca. Oli już śpi wyczerpany nadmiarem emocji a my leżakujemy dalej na kanapie z kieliszeczkiem Martini w dłoni :)



1 komentarz:

  1. W Sopocie jadłyśmy gruszkę i kiwi w czekoladzie, właśnie na patyku. Przepyszne to było!

    OdpowiedzUsuń

instagram

Obsługiwane przez usługę Blogger.